Historia zaczyna się jakieś ćwierć wieku temu. Najstarsza siostra obraża się na rodziców, że dostaje od nich za mało pieniędzy. Siostra ma ponad 50 lat, męża, dzieci, pracę. Rodzice bynajmniej nie są zamożni. Za to są już starzy i potrzebują pomocy. Mama choruje na raka. Jakie to korzystne zerwać kontakty w tym momencie, c'nie?
Rodzice umierają 10 lat później, siostra oczywiście zgłasza się po spadek. Jest wstrząśnięta wydziedziczeniem. Żaden prawnik nie podjął się walki w sądzie o zachowek.
Mija 15 lat. Umiera druga siostra, przez 3 miesiące cierpi w szpitalu, odwiedza ją tylko trzecia siostra, jeździ codziennie choć to daleko. Kiedy po śmierci drugiej trzecia dzwoni do pierwszej ta mówi, że tak, wiedziała o chorobie drugiej, i ta druga to chorowała bo była niemiła dla tej pierwszej. I że ona jest zainteresowana spadkiem po tej siostrze. Bo ta nie miała dzieci.
Druga spisała testament ale wszystko wskazuje, że ta pierwsza zrobi wszystko, żeby dokuczyć tej trzeciej i walczyć o zachowek choć nie ma żadnych szans. 15 lat nie widziała siostry...
Żal mi trzeciej, cierpi po stracie najbliższej siostry a czeka ją kacze konfrontacja z podłą chciwą suką.
Ech..