Znajomy ma dziś ostatnie badanie potwierdzające, że to rak. Chciałabym napisać, że "wykluczające" ale znam wyniki poprzednich badań i nie zostawiają za bardzo złudzeń. Kolega i jego żona radzą sobie tak, że wypierają, zakładają, że to jednak może nie być to. Każdy sobie radzi w takich momentach jak umie. Jeszcze 10 dni temu do głowy nikomu nie przyszło, że może być taka diagnoza.
Ja trochę też wypierałam. Mimo, że już po pierwszym badaniu usłyszałam, że to rak. Ale jeszcze idąc na operację miałam w głowie, że po okaże się, że to rak ale taki żaden, bździdełko, gówienko, wycinamy i zapominamy. Dopiero jak obudziłam się bez węzłów chłonnych to mnie strzeliło w łeb i zaczęłam umierać😵💫
Z mężem było inaczej, od pierwszego podejrzenia byłam przerażona, i raczej czarnowidząca. Póki co, wydaje się, że powinnam była być mniej zestresowana. Ale co zrobić, jestem jaka jestem. Za to teraz jestem pewnie bardziej optymistyczna niż powinnam🙃
Także poproszę o mocowe wsparcie dziś dla kolegi a jutro dla mężowatego, ma petka który poproszę, żeby pokazał regresję choroby 🙏🙏







