Tyle minęło od mojej diagnozy, której naprawdę się nie spodziewałam mimo wyczucia sporego zgrubienia w lewej piersi. Klasyczna postawa "mnie rak na pewno nie dotyczy".
Aż tu nagle...
Miałam szczęście zachorować w Belgii i leczyć się w jednym z najlepszych ośrodków na świecie. Mimo agresywnego raka i przerzutów do węzłów chłonnych wyszłam z tego i czuję, że jestem wyleczona. Wczoraj piłam z tej okazji szampana:)))
Piszę o tym przede wszystkim dlatego, żeby kolejny raz zaapelować, BADAJCIE SIĘ!
A jeśli niestety badanie coś wykryje, poklepcie się po ramieniu i pogratulujcie sobie, że zachowaliście czujność. Rak wcześnie wykryty to ogromna szansa na całkowite wyleczenie! W Polsce są też bardzo dobrzy specjaliści i protokoły leczenia na światowym poziomie. Strach ma wielkie oczy ale trzeba go walnąć w łeb, to je przymróży. Serio serio.
To wznieść kielichy w górę i stuknijcie się nimi ze mną!
Niech żyje życie!









.jpg)