piątek, 9 grudnia 2016

choroba

wspomniałam, że zakupiłam sobie spodnium, z lekka przyciasne, ale cusz, przy zakupie postanowiłam, że od teraz nic nie jem
jak powiedziałam tak się stało
ból brzucha dopadł mnie straszny
wyobraźnia optymistki przywoływała mi wizje nagłej śmierci na skręt kiszek, kolejnej choroby aoutoimmunologicznej, zapalenia otrzewnej, raka jajnikó i przerzutów do wątroby
jeszcze nie zostały te warianty wykluczone :pp

tak źle się czułam, że pomyślałam, ze ja już wolę być gruba niż taka chora - to chyba duzo mówi o stanie mego ciała?

wczoraj juz było lepiej, zatem oby szło systematycznie w dobra stronę:)


no



środa, 7 grudnia 2016

optymizm?

Czy coś takiego istnieje?

O mojej mamie jej koleżanki zawsze mówiły, ze jest optymistką. A ja wybałuszałam oczy słysząc to. To taka optymistka, która gdy miałam chore dziecko nie spała w nocy martwiąc się, że dziecko zwymiotuje i się rzygami zachłyśnie, więc dzwoniła o świcie sprawdzając, czy nie jedziemy do zakładu pogrzebowego.
Sny miała tylko prorocze i tylko nieszczęścia się jej śniły.
Jak działo się coś radosnego to nie pozwalała się cieszyć, żeby zaraz potem nie płakać z jakiegoś powodu, bo każde dobro miało zostać ukarane.

Czasem myślę, że niedaleko pada "optymistka" od  "matki optymistki"

potrafię się tak nakręcić katarem dziecka, że w ciągu chwili diagnozuje raka

a na zewnątrz nie widać
ale ciężko pracuję nad panowaniem nad tym nakręcaniem się

i życze wam też kochani umiejętności "odkręcania się" zatem,



wtorek, 6 grudnia 2016

no ba!


jakem d 25 lat menżatkom, tak congle myslę:ppp




przepraszam, że tak się posiłkuję
ale kurcze,, czasu nie mam!!

oraz fajnych prezencików:)))






























poniedziałek, 5 grudnia 2016

przepraszam, ale znowu o skarpetkach

Futrzaku, dziękuję!!!!





a ja robiąc porządki w szafie zauważyłąm, że mam klub samotnej RĘKAWICZKI!!

dobrze, że czapki i szaliki nosi się pojedyńczo :pp



niedziela, 4 grudnia 2016

ciocia Wacia ( dla Erraty))

tak ją nazywałam, chociaż nie była moją ciocią
pewnie miała na imię Wacława
moi rodzice poznali ją przypadkowo
szukali dla siebie kąta w stolicy, oboje przyjechali do Warszawy w latach 60 z daleka i nie mając oparcia w rodzinie tułali się po wnajętych pokojach, nie zawsze mogli zamieszkać razem
i ta osoba zgodziła się ich ugościć sama mając tylko jeden pokój!
w dodatku moja mama była w ciąży
to był cud
mieszkali tak na szczęście tylko kilka miesięcy, po porodzie udało im się zostać kolatorami własnej kawalerki
ale przyjaźń z ciocią przetrwała do końca
wpadała na kawę zalewajkę jak kolorowy ptak, zawsze umalowana i ufryzowana, zawsze w pośpiechu i zawsze taksówką


bo mimo, że nie była osobą zamożną, to  zawsze miała pieniądze na kosmetyczkę , fryzjera i taksówki:)))