Wczoraj miałam święto. Polonii. Prawie 30 lat nie mieszkam w Polsce ale ciągle to jest dla mnie dziwne, że jestem polonuską. Zawsze mi się ta nazwa kojarzyła z Polakami w USA. Bardziej czuję się Polką za granicą.
Zupełnie inaczej wygląda nasza polonia tutaj niż 29 lat temu. Wtedy głównym ośrodkiem jednoczącym Polaków był kościół. Z proboszczem, któremu zależało na ludziach, na budowaniu relacji między Polakami, bez względu na to, czy chodzili do kościoła, czy nie. Nowy proboszcz zabarykadował się z wikarym na plebanii, nie uczestniczą w ŻADNYCH wydarzeniach polonijnych, żałosne to jest.
Ale dużo się dzieje, przyjeżdżają do nas polscy artyści, filmy, koncerty, mamy WOŚP i fajnie jest.
A świat się bardzo skurczył, w półtorej godziny mogę dolecieć do Warszawy, a zobaczyć rodzinę mogę w każdym momencie.
Mimo to uważam, że przeprowadzka życia do innego kraju kursu naprawdę bardzo trudna.










