W każdej rodzinie funkcjonują słowa i wyrażenia które dla osób z zewnątrz brzmią co najmniejzagadkowo. Często źródłem są powiedzenia dzieci, które przekręcają słowa. Ale nie tylko. Kiedyś, niedługo po ślubie, mąż mi się przeziębił i przyjechała jego mama z mandarynkami, mówiąc, że musi je zjeść, bo to jest taka uderzeniowa dawka witamin. Od tej pory tak się u nas nazywa cytrusy.
Kilka dni temu poprosiłam syna o przyniesienie wody. Ponieważ mamy bardzo twardą wodę w kranie kupujemy wodę na kawę i herbatę. Pijemy też wodę mineralną z dużych bidonów. Stoi to w garażu i czasem trzeba po to pójść.
Prosząc powiedziałam, przynieś mi wody wszelakie. Dziecko zdębiało bo mimo naprawdę bardzo dobrej znajomości matczynego języka tego słowa nie znał. Ale tak mu się to spodobało, że kiedy proszę o przydzwiganie wód to pyta, czy wszelakie:))
A ja jestem przeziębiona i cały dzień wczoraj spędziłam na kanapie...






