czwartek, 15 stycznia 2026

Czy można się złościć na nieboszczyka

 Nie pamiętam tytułu tego filmu, Chustce się bardzo podobał. Kobieta dostaje diagnozę rak, za późno na leczenie i postanawia ukryć to przed najbliższymi. Że niby w ten sposób okazuje się miłość rodzinie. Okłamuje ici do końca. 

Kompletnie się z tym nie zgadzam i nie wybaczyłabym tego bliskim, że nie dali mi szansy na pożegnanie, na intensywniejszy kontakt. Na bycie blisko i wspieranie.

Takie ukrywanie to jest okrucieństwo. 

Choć oczywiście wiem, że dla chorej osoby to może być sposobem na radzenie sobie z rzeczywistością. Jeżeli nikt nie wie, to TEGO nie ma. Nie będą na mnie patrzeć z litością. Nie będą szukać w wyglądzie objawów choroby. Będą traktować "normalnie." 

Ale żal tych co zostali może być ogromny przez to. Mój jest..


36 komentarzy:

  1. A dzisiaj ja pierwsza, bo z Ameryki

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry
    \o/?\o/?
    ]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*
    {_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>
    \~/*
    |_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?
    (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)?
    [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_]

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie powiedziałabym. Okrucieństwo? Raczej dyskretne opuszczenie towarzyskiego spotkania.
    G.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem jak by mi było. Z jednej strony szanuje decyzję każdą z drugiej ...żal smutek i pustka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój szacunek teraz wygląda tak, że udusiłabym gołymi rękami..

      Usuń
  5. Choroba weryfikuje relacje - bliska osoba powiedziała mi wprost - nie chcę słuchać o twojej chorobie bo mnie to przygnębia.
    Nikt nigdy nie porzucił mnie w tak podły sposób.

    Może tego się chorzy boją - odrzucenia, zepchnięcia na margines. Bo już nie są otwarci, gotowi poświęcać czas i siły tak jak dotychczas. I nie chorują dwa tygodnie czy miesiąc.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem jak sama bym zrobiła, o chorobie mamy wiedzieliśmy od początku i chyba dobrze wykorzystaliśmy ten czas...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama znajomej do końca kryła się z rakiem. A znajoma 10. Lat dochodziła do siebie po tej traumie.

      Usuń
  7. Jest też inna strona tej sytuacji: człowiek do końca chce żyć względnie normalnie, a ktoś kiedyś powiedział, że czasami ludzie zbiegają się do nieszczęścia, jak muchy do gówna. Tzn. nie każdy lubi takie "wsparcie", nadmierne zainteresowanie, którego główną motywacją jest "umierasz, a my się chcemy pożegnać". Oczywiście, nie mam pojęcia jakbym ja się zachowała. Może chciałabym mieć widownię, a może nie. Z drugiej strony, pewnie chciałabym wiedzieć o chorobie bliskich, ale też wiem, że jest to moja egoistyczna potrzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogli tak być, jak piszesz. I to mnie jakoś pociesza. Bo to, co czuje, to smutek z powodu samotności umierania bliskiej osoby. Dlatego też biblię mi ciężko myśleć, że mój tata tak dam odchodził w szpitalu.

      Usuń
  8. Choć u mnie to byłoby niemożliwe, to ja szanuję taki wybór. Nic nie mówienia. O ile nie ma całkowitej izolacji od bliskich, bo wtedy jednak coś z tymi relacjami z bliskimi było nie tak, bo to nie mówienie też do jakiegoś czasu… jak dla mnie jest zrozumiałe, gdyż następuje moment, że choroby nie da się ukryć,
    I mimo ogromnego doświadczenia w chorowaniu, to gdy przyjdzie taki moment, to też nie wiem, czy nie ograniczyłabym kontakty tylko do najbliższych. Ale, wcześniej pożegnałabym się z pozostałymi. Zbyt wiele im zawdzięczam, by zostawić ich bez słów…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten bardzo ostatni czas jest zarezerwowany dla najbliższych. To oczywiste.
      Ja też szanuję ten wybór, po prostu egoistycznie brakuje mi pożegnania, domknięcia. Mam nadzieję, że dojadę na pogrzeb.

      Usuń
  9. Nie mam tu jednoznacznej opinii i pełnego przekonania, być może wszystko zależy od stopnia bliskosci,zaufania, a nawet w najblizszej rodzinie bywa rożnie.Nie zastanawiam sie narazie jak ja bym postąpila.Z roznymi postawami sie spotkalam,widzialam bardzo rozne reakcje rodziny,bliskich.Pewna pani do konca nie wierzyla w chorobe meza,opowiadala wszystkim,jaki on jest zdrowy,uwazala,ze te jego "slabosci" to zlosliwosc z jego strony.Ale to inny problem dotyczacy wciaz braku akceptacji dla starosci,choroby,niedolęznosci.Przed wiekami w kulturach azjatyckich krol byl duszony,gdy nie mogl juz wypełniac obowiazkow małzenskich...wiem,nie na temat,choc moze tylko trochę:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja macocha cały czas jęczała, że to ona jesu chora i jej się należy uwaga. Tata umarł a ona żyje...

      Usuń
    2. Stare powiedzenie: "Żona choruje, mąż umiera". Z jakiegos powodu takowe powstalo.

      Usuń
    3. Tak, znam kilka takich sytuacji...

      Usuń
  10. Czy to nie było "Moje życie beze mnie"?.
    W sytuacji krytycznej każda decyzja jest trudna.
    Mietek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, pewnie ten tytuł, dzięki Mietku.

      No i czasem nie ma czasu na przemyślenie decyzji...

      Usuń
  11. Decyzja zawsze należy do osoby chorującej. A często bywa tak, że osoba chora chce skupić się na leczeniu, dobrym życiu jakie jeszcze zostało, a nie zajmować się pocieszaniem, tłumaczeniem, słuchaniem 'dobrych rad' itp. Nie wiem co ja bym zrobiła w takiej sytuacji. Z moją siostrą i tatą byłam od początku choroby i myślę, że dałam takie wsparcie, jakiego potrzebowali.
    Miłego

    OdpowiedzUsuń
  12. próbowałam ukryć przed najbliższymi bardzo złe samopoczucie, by ich nie martwić, ale {na szczęście} syn wpadł i wylądowałam w szpitalu w bardzo nieciekawym stanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie!!!
      To jest wręcz niebezpieczne!

      Usuń
    2. No ja tak samo jak Gaga...
      Nie chcę żeby ktoś się o mnie martwił :/

      Usuń
  13. Moja pacjentka pięknie się żegnała z wszystkimi. Pisała do nich listy, albo dawała karteczki z wierszami i podziękowaniem. Mówiła tylko, że bardzo jej trudno kontaktować się z ludźmi, kiedyś ważnymi dla niej, z którymi nie widziała się kilka lat (są tacy, dawni przyjaciele np., z którymi kontakt jakoś się urywa). Mówiła - no jak mam to zrobić? Zadzwonić i powiedzieć wiesz, dzwonię, bo umieram?
    Ella-5

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to musi być piekelnie trudne. Sami zawiadamianie o ciężkiej chorobie, o raku, jest już trudne...

      Usuń
  14. Bardzo spodobał mi się komentarz Moniki.
    Każdy z nas jest inny.
    Nikt nie ma obowiązku tłumaczenia się że swoich decyzji.
    Widocznie nie byłaś jej aż tak bliską.
    Nie ma co rozdrapywac.

    OdpowiedzUsuń
  15. "Takie ukrywanie to jest okrucieństwo" - absolutnie nie. To decyzja osoby chorującej. Mamy obowiązek uszanowania jej. Nawet jak boli. Choroba bardzo weryfikuje. Bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie odpisuję na komentarze osób nie podpisanych. Nie mam na to mocy

    OdpowiedzUsuń
  17. I nikt też nie oczekuje od Ciebie komentarza

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie zawsze świadomość tragicznego końca jest panaceum na przeszłe troski.

    OdpowiedzUsuń
  19. Paskudne te anonimowe komentarze. Wiesz, ja też miałabym problem z tym, żeby powiedzieć, nawet najbliższym. Może to głupie, ale w ten sposób chciałabym ochronić ich przed martwieniem się i długotrwałą traumą podczas choroby. Miałam kiedyś sytuację, że trzeba było usunąć podejrzanego guzka i powiedziałam dzień przed pójściem do szpitala. Widzisz więc, że są i takie motywacje... Nie świadczy to o braku zaufania czy lekceważeniu. Trzymaj się, Rybeńko.

    OdpowiedzUsuń