Niedawno znajomy zapytał mnie, czy nie szkoda nam, że nie mamy z naszymi dziećmi kontaktu bezpośredniego, na codzień.
A przecież najważniejsze są relacje. Można mieszkać na tej samej ulicy i nie lubić się odwiedzać.
Przed wyjazdem z Polski byłam umęczona obowiązkiem coniedzielnych obiadków rodzinnych. Nie było mowy o tym, żeby w piżamie przesiedzieć niedzielę i pobawić się z dziećmi. A w dodatku często wracałam z bólem brzucha i pokłócona z mężem...
Myślę że i nam, i naszym dzieciom pasuje taki układ. Na żywo widzimy się kilka razy w roku ale wtedy to są dłuższe spotkania, kiedy jest czas na głębsze rozmowy i wspólne spędzanie czasu.
Obecnie jestem na etapie ogromnej tęsknoty za wszystkimi. I mam nadzieję, że wszyscy tak mają;))
Dzień dobry
OdpowiedzUsuń\o/?\o/?
]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*
{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>
\~/*
|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?
(_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)?
[_] [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_]
)_(" )_(" )_(" )_(" )_(" )_("
To jest chyba zdrowsze, zresztą każdy ma inne potrzeby.
OdpowiedzUsuńJa odczuwam podobnie do Ciebie, pomagam przy wnuku gdy trzeba, ale widujemy się nie częściej, niż raz w miesiącu , za to drudzy dziadkowie wpadają czasami dwa razy w tygodniu.
My z mężem potrzebujemy więcej spokoju i własnej przestrzeni, jesteśmy nie tylko rodzicami i dziadkami...
Siostro!
UsuńMam bardzo podobnie
Ja jestem na etapie tęsknoty za tymi, których już nie ma. Ten przedświąteczny czas bardzo mi w tym roku wyciska łzy.
OdpowiedzUsuńNie idź w tę stronę bo zaleję komórkę;((
UsuńMelu,ja mam podobnie.U nas Wigilia u Rodziców była tradycja.Odkad umarł mi drugi Rodzic,gdzieś ta magia i urok świat zniknęły bezpowrotnie.
UsuńBardzo kocham moich młodych,uwielbiam wnuczkę - jest już duża,bardzo fajna dziewczynka.Przebywanie z nią to wielka przyjemność,ale przyjemności też trzeba sobie dawkować,😊 Nigdy nie byłam babcią taka na codzien,bo i oni i ja bardzo lubimy własny"kawałek podłogi". Lubię patrzeć z boku na ich wzajemne relacje,jak zajmują się dzieckiem.I to jest moja wielka radość.
Moja ostatnia wigilia u rodziców była 21 lay temu. Zmieniliśmy tradycję i to tata przychodził do nas. Ten talerzyk będzie bardzo boleśnie pusty...
UsuńJa też lubię patrzeć na tę młodą rodzinę
Dziewczynki ♥️ zaczęłam więcej wychodzić na spacery, trochę mi to pomaga. Jak w żadnym roku, w tym się mocno rozkleiłam w grudniu.
UsuńMelu,❤️bardzo dobrze😊 mnie ruch pomaga na wszystko - na ból duszy i ciała.
UsuńMnie ruch, pływanie, taniec i śpiew
UsuńRuch umownie, w różnych formach.
UsuńMeluś, przytulam ♥️
UsuńA ruch jest faktycznie dobry.
Ja dziś wieczorem wsiądę na rower, bo teraz wykorzystuje, że Misia poszła na spacer z didem i sprawiam halibuta na obiad 😅
O, zazdraszczam rybki
UsuńDziewczynki ♥️
UsuńJa też zazdraszczam 😋
U nas największym fanem rybek jest Olek. Dzięki niemu często jemy 😂
Były trzy dokładki zupy, ale rybka też zjedzona, a najbardziej jestem zdumiona, że dwulatka je wszystkie warzywa. Nawet oliwki.
UsuńU mnie ryba raz w tygodniu to mus.
U mnie też co najmniej raz w tygodniu ryba
UsuńTe dzieci w wieku 3 lat zmieniają dietę
Wg moich obserwacji
Właśnie mam dwulatkę u się, bo rodzice ją wczoraj po południu zostawili i pojechali dalej. Dziś odbiór 😅 Pierwszy raz została sama u nas, ale to już 4 nocka ze mną tylko w innych domach. Z Misią i jej rodzicami się dużo rzadziej widujemy niż z Tuśką i Najmłodszymi, ale nawet z nimi nie widuję się codziennie.
OdpowiedzUsuńNa żaden z tych układów nie narzekam, w każdym mi dobrze. Gdyby nie cała ta technologia to byłoby gorzej, a tak człek jest ze wszystkim na bieżąco. Chodzi mi tu o rozwój malucha. Misia mnie zadziwia swoją pamięcią i rezolutnością.
Moje dziecka wyjechały za nauką mając 16 lat, więc zdążyłam się przyzwyczaić do „ opuszczonego gniazda” i wcale nie było to trudne.
Relacje są ważne w każdej sytuacji, czy to się mieszka blisko czy nie. Intensywność kontaktu może też być różna, nawet jeśli mieszka się w jednej miejscowości. Grunt by tę relacje pasowały obu stronom. Nie były wymuszone. Albo z drugiej strony ograniczone.
O właśnie.
UsuńI myślę, że nam wszystkim te relacje pasują.
Też tak myślę.To racja, Roksano,że mozna mieszkać na jednej ulicy,nawet w jednym domu i niespecjalnie się lubić ..delikatnie mowiąć:)) Dziś nie wszedzie trzeba byc fizycznie,ważne,żeby nie stracicć z najblizszymi wspólnego jezyka,możliwości zrozumienia się nawzajem.To wcale nie oznacza,że trzeba mieć wszystkich,codziennie wokół stołu:)). Ten "stół" może przybierać inne formy kontaktu,wszystko jest do pogodzenia.
UsuńMetaforyczny stół może być telefonem
UsuńRybeńko mam podobnie do Cię. Młodszy syn mieszkał 15 lat za granicą. Starszy mieszka ok. 10 km ode mnie. Mamy bardzo dobre relacje, możemy na siebie liczyć, ale nie spotykamy się bardzo często. Każdy ma swoje życie i tak jest super. W końcu świetne relacje są najważniejsze, a nie intensywność spotkań.
OdpowiedzUsuńNajlepszości. Dorota
A zwłaszcza jakaś przymusowość
UsuńJa mam jeszcze dzieci w domu i długo będę mieć niektóre, nie wiem jakie będziemy mieć relacje po tych nastoletnich kryzysach które buchają co chwile, o ile je wogole przeżyje… 🤪
OdpowiedzUsuńA święta też z płaczem, jestem po sprzątaniu mieszkania po kochanych Najstarszych, ostatni odszedł latem, no splakałam się okropnie przy przeglądaniu ich rzeczy
Cypel
Ja się poryczałam szukając upominku dla macochy
UsuńA dla Taty już nie.....
Z Rodzicami, przez większosc życia, widywałam się kilka razy w roku. Nie ma ich już prawie 20 lat i już nie płaczę. Młodzi mieszkają na drugim końcu miasta, ale bywa, że nie widzimy się i pół roku. Najczęściej wpada Najstarsza wnuczka. Wszyscy pracujemy, studiujemy, mamy swoje sprawy. To jednak nie ma złego wpływu na relacje. Nie wyobrażam sobie codziennego wpadania do siebie. Nie ma na to czasu i przestrzeni.
OdpowiedzUsuńI tak już było powiedziane
UsuńNajważniejsze, co komu pasuje
Dobrej nocy wszystkim
OdpowiedzUsuńJa bym chciała spokojnie przespać z 7 godzin
Rano mam bardzo stresującą sprawę do załatwienia
To ten