środa, 17 czerwca 2015

co z tym dzieciństwem

moja przyjaciółka G to bardzo mądra i dobra osoba
stara się żyć zgodnie z naturą, do wielu rzeczy podchodzi nietypowo, patrzy na sprawy niekonwencjonalnie
wspiera mnie w każdej chorobie
na wieść o nowej też zaczęła drążyć po swojemu
zapytała, czy nie miałam jakiejś traumy w dzieciństwie
chwilę się zastanowiłam i zapytałam, czy zna kogoś, kto miał tylko szczęśliwe, dobre dzieciństwo?

bo ja nie nie znam
albo nic o tym nie wiem:)






179 komentarzy:

  1. Dzień dobry :)

    \o/?\o/?
    ]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*
    {_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>
    \~/*
    |_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?
    (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)?
    [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_]
    )_(" )_(" )_(" )_(" )_(" )_("
    [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_]
    (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry :)
      Poproszę mocną kawę

      Usuń
    2. dzień dobry.
      od tygodnia mamy w domu malego psa. ponieważ nie pracuję, zostałam oddelegowana do spania z nim w pokoju. nie jest łatwo, bo sen mam wyjątkowo czujny. tak więc litr kawy poproszę.

      Usuń
    3. Oooo
      To nie wiem
      zazdrościć czy wręcz naprzeciwko?

      Usuń
    4. Ja tam współczuję.....mi wystarczy gorączkujące dziecko

      Usuń
    5. Owocku.
      współczuję bardzo.
      Chore dziecko to zuo.

      Usuń
    6. Dzięki Rybenko :*
      Sama podsunęłam diagnozę lekarce..no i utrafilam..
      Mlody czekajac godzinę na p.doktor prawie leżal na krześle,prosilam taka matke przede mna, czy moglaby mnie wpuścic(jej synek gral sobie na tablecie zadowolony)zgadnij jaka padla odpowiedz.

      Usuń
    7. Owocku niech dziecko szybciutko wraca do zdrowia :*

      Usuń
    8. Ja bym nie wypuściła:p

      Usuń
    9. Dzięki Mel:*
      Rybenko,tamta mama powiedziała,ze ona tez dlugo czekala,dodalam,ze mój syn ma wysoka gorączkę...a tamta"ale ja szybko zalatwie sprawę"Jak wrocilam do domu to Mlody mial 39...

      Usuń
    10. Owocku, każda mama najpierw się zatroszczy o swoje dziecko
      ja się w sumie nie dziwię

      /i co powiedział lekarz?

      Usuń
    11. Rybko,ja nie raz przepuszczałam dzieci z gorączką,kiedy widać bylo ze leca przez ręce....no ale to ja..
      Raz tylko poprosilam o grzeczność i dostalam pstryczka w nos...Mlody ma zapalenie węzłów chłonnych,dostal antybiotyk pierwszy od 6 lat..ma gorączkę non stop od soboty rana,dzisiaj juz sie cieszylam,bo do południa nie bylo gorączki,ale przed chwila znowu 38,5

      Usuń
    12. bardzo Ci współczuję!
      jutro będzie lepiej, ale dziś na pewno w nocy będzie jeszcze gorączkował
      ściskam mocno
      ja źle znosze chorujące dzieci z gorączką:(

      Usuń
    13. Ja tez Rybciu...jeszcze wczoraj byla tak wyczekiwana wycieczka kladowa,bylam w stalym kontakcie z wychowawczynią,bo myslalam,ze to ta slynna trzydniówka..i ze we wtorek poczuje sięma tyle dobrze,ze pojedzie,ale niestety ..tak mi go bylo szkoda,no ale co zrobić...
      Dzieki Kochana za troskę :*

      Usuń
    14. Wycieczka klasowa oczywiscie a nie kładowa,ten telefon pisze co chce..

      Usuń
    15. a już miałam wizję tych kładów!

      Usuń
    16. :-))) to by byla masakra:-)

      Usuń
    17. Owocku gdy mój F. ma gorączkę to ja jestem bardziej chora od niego;))

      Usuń
  2. Zależy co rozumiała pod pojęciem trauma.
    Prawdę powiedziawszy trudno byłoby mi w dzieciństwie odnaleźć jakieś prawdziwie traumatyczne wspomnienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olga
      ty chyb naprawdę miałaś szczęśliwe dzieciństwo:)

      Usuń
    2. ja też traumatycznych przeżyć sobie nie przypominam. może nie było zbyt dostatnio, nie było wylewnie, ale zawsze czułam, że jestem kochana i mogę liczyc na rodziców. przynajmniej tak to oceniam z perspektywy czasu.
      no i mam nadzieję, że nie dostarczę Młodej złych wspomnień z dzieciństwa.

      Usuń
    3. Rybenko, myślę, że tak!
      Nie było w domu alkoholu, nie było awantur, przemocy, ani dramatów typu pożar, czy inne klęski żywiołowe. Zawsze mogłam liczyć na wsparcie Rodziców, pozwalali mi rozwijać skrzydła, choć zanim stałam się pełnoletnia, to wydawało mi się, że moim koleżankom wolno więcej.
      Wiadomo, były bunty nastoletnie, ale to norma, ogólnie dobrze dogadywałam się z Rodzicami. Wiedziałam, że mnie kochają.

      Usuń
    4. Olga. To piękna opowieść:0

      Usuń
    5. I tak jak u Rudej, nie było zbyt dostatnio, tylko Tato pracował. Nie było też wylewnie, z pewnością nie słyszałam jak w amerykańskich filmach, kilka razy dziennie słów "kocham się", ale była czułość, były gesty, były czyny. Spędzaliśmy razem dużo czasu, graliśmy w gry, czytano mi głośno, chodziliśmy na spacery, jeździliśmy do lasu, nad rzekę, dużo wtedy rozmawialiśmy.
      Pamiętam, miałam wtedy może cztery, może pięć lat. Obudziłam się i poszłam do kuchni, a tam moja Mama przy maszynie do szycia nerwowo zgarniała coś, chroniąc przed moim wzrokiem. Wkrótce okazało się, że pod choinką znalazłam starannie uszyte sukienki dla mojej ukochanej lalki :)
      Mam wiele wzruszających, ciepłych wspomnień.
      O moim Dziadziu i o tym ile mi dał pisałam już kiedyś.

      Usuń
    6. Olguś, cała się uśmiecham do twoich wspomnień :))))

      Usuń
    7. Olguś,cudowne wspomnienia....ja mialam deficyt mamy,wiecznie zapracowana,zabiegana,jeszcze po nocach na maszynie przepisywala innym prace magisterskie,do dzis to pamietam...kiedy miala.trochę czasu,wtedy byly najpiekniejsze chwile spedzone razem,pieknie opowiadala mi różne historię,czytala bajki....

      Usuń
    8. To wielki dar mieć mamę w domu, choć to, że moja po moim urodzeniu nie pracowała nie było do końca Jej wyborem. Musiała zaopiekować się swoim Tatą.

      Usuń
    9. Kochana,tak czy inaczej mialaś Ją w domu...tak to dar...
      Mam jeszcze dwóch braci,tato zarabial b.mało.do tego zaglądał.często do kieliszka...praktycznie głową domu byla Mama....Ja z perspektywy czasu postrzegam Ją jako Herosa..

      Usuń
    10. ja miałam codziennie mnóswo traum - zmuszano mnie do jedzenia :)

      ale poza tym to rodzicom spaliło sie mieszkanie - rzeczywiście pamiętam to, pomimo, że miałam trzy lata.... niemniej nie sądzę, żebym miala od tego rzs - po prostu mam od paciorkowców - mozę Ty tez sobie gdzieś je wyhodowałaś? mozna mieć popaciorkowcowe komplikacje nawet bez takich zasyfiałych migdałów jak moje, tylko po anginie... one strasznie podstepne są - kolega miał zapalenie wsierdzia, prawie że umarł od tego..

      Usuń
    11. a skąd wiesz, że od paciorkowców??
      bo to raczej genetyczna choroba

      .ja kiedyś byłam bardziej skłonna szukać przyczyn psychologicznych
      teraz jestem coraz dalsza od wiary we wpływ psyche na fizis;)

      Usuń
    12. Ruda, Olga :) nie czytauam tego, zanim napisauam o swoim braku traumy :)

      Usuń
  3. Dzień dobry, jadę do pracy na 8, moja mama obudzila mnie o 5. To jest trauma....

    OdpowiedzUsuń
  4. Futi :-))))
    A w ogóle,dzien dobry,zabieram kawkę...

    Odnośnie dzieciństwa,niestety mam traumatyczne wspomnienia.........

    To wszystko sie odbija w późniejszym czasie niestety....czesto jest podlozem lęków,kompletnego braku pewnosci siebie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moge sie jedyne pod tym podpisac...

      Usuń
    2. No to ja też. Choć bynajmniej nie chodzi mi o domowe perturbacje. Raczej te rówieśnicze.

      Usuń
  5. Nic nie widzę, ciężka noc była. Ciekawa jam odpowiedzi Pani G ;)

    Dzień dobry :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A traumy dzieciństwa to bardzo złożony temat, co mają powiedzieć Ci co wychowali się w czasie wojny lub krótko po? To dopiero była trauma. I to skrzywdzone pokolenie wychowywało kolejne pokolenie, przenosząc na bank swoje traumy na dzieci i wnuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A o tym nie pomyślałam. ....

      Usuń
    2. A do tego w Polsce specyficzna powojenna rzeczywistość.
      Nie dało się nie pić. .

      Usuń
    3. Dla każdego dziecka jego trauma jest największa. Dzieci bite, wychowywane w rodzinach z problemem alkoholowym, żyjące z tego powodu w ciągłym strachu i poczuciu wstydu, poniżanie przez rodziców, wyróżniające się z powodu patologii, biedy, zaniedbania...


      Usuń
  7. Dzień dobry. A właściwie to... kurwuś nie dobry. Wracam do pracy po kilku dniach wolnego i czego się dowiaduję? W sobotę inwentura! Tak. Na osiem inwentur na siedmiu byłam ja i teraz znowu! Będę w pracy od 7 do cholera wie której, bo praca mnie kocha. I nawet mi za to nie zapłacą, bo "w naszej firmie nie ma nadgodzin" i " odbierzecie sobie w godzinach" Taaa ciekawe kiedy, skoro do końca miesiąca jesteśmy na styk. Czyli w sobotę po godzinach będę robić charytatywnie:/ Plany o pojechaniu na działkę i pomocy Mamie wzięły w właśnie w łeb. I po co poinformować przed ułożeniem grafiku, żeby się można było przygotować psychicznie, niczego nie planować, rozłożyć godziny? Ach osttnia inwentura wypadła w dzień, w który szliśmy na imprezę firmową Wenszyka. Musiał za mnie zapłacić. Impreza w sobotę w połowie tygodnia informacja o inwenturze. Nie mam siły... Przesadzam czy mam rację, że się wściekam? MP na wygnaniu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację że się wściekasz

      i jestem pewna że to niezgodne z prawem.

      Usuń
    2. Rybeńko:* Trochę pomaga fakt, że jak wszystko pójdzie dobrze, to niedługo stąd zniknę.
      Powiem Ci Rybeńko tak na marginesie... Ta firma jest duża a wałki jeszcze większe od niej samej. Wypłata gówniana i kupa stresu. Zarabiam o 1/3 mniej, niż 3 lata temu a obowiązków przybywa. Ech szkoda gadać. MP

      Usuń
    3. Normalnie mnie zagotowało!! Kochana zrob zdjęcie min zwierzchników ,kiedy dowiedzą sie ze odchodzisz!Inspekcja pracy aż sie prosi!!
      :*

      Usuń
    4. Kilka dni wolnego za które i tak trzeba "odrobić" ..... no współczuje wiem jak to jest ...

      Usuń
    5. Miśka, można się wrukwić :(((

      Usuń
    6. Mały, to sprzeczne z prawem!
      Ale wiem, wiem, taka jest rzeczywistość...

      Usuń
  8. dzień dobry :)
    ja nie miałam i z wiekiem uświadamiam sobie to coraz bolesniej- wypierałam latami to co złe, bo tak bardzo chciałam mieć je dobre, sama siebie okłamywałam, potem jako dorosła dziewczyna wyfrunęłam z domu i tym bardziej starałam się nie pamietać
    teraz pewne sprawy powracają ze zdwojona siłą:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wiele osób tak ma
      wypieranie to obrona

      pytanie jak się bronić jak te złe sprawy wracają. ..

      Usuń
    2. doszłam do wniosku, że jeśli nie mam na to wpływu, to muszę się z tym pogodzić i odciąć od tego, co nie zmienia faktu, że ból pozostaje
      trudno o tym nie myśleć, ale staram się
      bardzo w tym pomagają mi moje dzieci
      w moim przypadku problemem jest moje wewnętrzne poczucie sprawiedliwości i gdy widzę jego brak na zewnątrz, gdy widzę kłamstwa, obłudę i złe intencje, to mnie to rozwala
      problemem jest też nie wyrzucenie tego z siebie, gromadzenie się pewnych spraw, ale jak napisałam, doszłam do wniosku, że muszę to zostawić, olać to, odizolowac się od tego - tylko tyle mogę i na to mam wpływ

      Usuń
    3. :**
      poruszyłaś poważny problem, rybeńko, dotyczący wiele z nas
      i tak sobie myślę, że własnie trudne dzieciństwo, złe relacje z rodzicami, a szczególnie matkami, zaowocowało tym, że dziś my, jako matki, staramy się nie popełniac tych błędów i nasze dzieci są dzięki temu szczęśliwe:)

      Usuń
    4. Mam nadzieję że tak jest

      Choć mój mąż zawsze mówi- NIE popełnimy może tych samych błędów co nasi rodzice. Ale jakieś na pewno popełnimy.

      Usuń
    5. kiedyś mama powiedziałą,że rodzice z nią nie rozmawiali i żal jej tego, no cóż moi rodzice też ze mną nie rozmawiali, więc wniosków nie wyciągnęła, wydaje mi się, że byłam dużo z moimi chłopcami i dla nich, może za mało konsekwentna, ale przymusu nienawidzę,w żadnej postaci

      Usuń
    6. Wypieranie traumy na nic się nie zdaje. Mam jednego pomysła:))
      Założenie specjalnego, tajnego bloga, na którym człek będzie się terapeutyzował, a raczej autoterapeutyzował.

      Usuń
    7. Takiego bloga założyła Teatralną ☺

      Usuń
  9. Miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo,mimo,że w ubogich,socjalistycznych czasach.
    Bardzo ciepły dom,w ktorym czułam miłość:) Naprawdę nie przypominam sobie traumatycznych przeżyć...,zresztą dziecięce "traumy" niejedno mają imię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy tak sobie logicznie pomyślę, to rzecz jasna też zdaję sobie sprawę, że miałam bardzo szczęśliwe. Tyle, że o wiele bardziej liczy się to, co człowiek czuje, niż to, co wie.

      Usuń
  10. Ja miałam szczęśliwe dzieciństwo , na wsi . I cały czas planuje jakby moje życie pokierować na wieś z powrotem .

    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie mogę powiedzieć żebym jakoś super pewna siebie była .....

      Usuń
    2. Oj tam
      najważniejsze że patrzysz wstecz z uśmiechem:)

      Usuń
    3. Co się martwisz,co się smucisz ze wsi jesteś na wieś wrócisz.Miśka ja "miastowo"ale juz miesiące odliczam do wykończenia domu i będę mieszkać w górach,gdzie sielsko i anielsko,pracy będzie wiecej na lonie natury,co mnie cieszy
      :-)

      Usuń
    4. Wspaniale nie ma jak dom , ja w dżungli z betonu usycham :(((((

      Usuń
    5. Misia,ale przecież,to też się może zmienić nie trać wiary Kochana :*
      Ty nadal przed badaniami?Trzymam kciuki aby wyniki wyszly dobre

      Usuń
    6. 30 dopiero , dzieki :-*****

      Usuń
  11. taki temat, ze z wlasnej perspektywy nie chce popelnic bledów mamy, których nie mam jej za złe bo nie ze swojej winy zostala sama
    ale zastepowala mi tate i to podwajalo jej wysilki i stres i nerwy z tym zwiazane
    ostatnio smialysmy sie ze powinna sie wyedy raczej wyluzowac i byc tylko mama
    ale to tak teraz latwo sie mowi
    dzien dobry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aha meża mam:))
      chodzilo mi o to ze postaram sie córce dac czegos wiecej a czegos nie za duzo

      Usuń
    2. Dziecko oczekuje od rodzica że ów będzie herosem.
      dopiero jak samemu zostaje się mamą sprawy widać inaczej

      Usuń
    3. Zawsze powtarzałam, że będę inna niż moja mama. Jestem inna, oczywiście, ale powielam też wiele często nieświadomie.
      Zostając mamą zrozumiałam swoją mamę i to, jak czasami musiało jej być ciężko.

      Usuń
  12. Nigdy nie zastanawiałam sie , czy moje dzieciństwo było szczęśliwe.Do dziś- patrząc wstecz - największą traumą, jaką pamiętam była taka scena: Jadę tramwajem, z Babcią, widzę- jakiś mężczyzna biegnie do przystanku...nie zdążył...rozpłakałam się, obudziłam się w nocy ze szlochem, bo tak mi było zal tego pana:) ha, do dziś widzę, jak tak biegnie:) no, to chyba bardzo szczęśliwa byłam...ale zostało na zawsze: na dworzec, lotnisko, przystanek przychodzę godzinę za wcześnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))
      To Cudna opowieść o empatii.
      I ja też muszę być na lotnisku duuuzoo przed czasem:)

      Usuń
  13. Kocham moje dzieci nad życie.
    Wydaje mi się że robie wszystko żeby były szczęśliwe.
    Ale może kiedyś się okaże że było im źle bo wychodziły na plac zabaw a tam dzieci mówiły w nieznanym im języku?
    I nie mogły się bawić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam inny problem, ja staram się je nadmiernie chronić, wszędzie widzę zagrożenie, boję się złych ludzi, więc np. nie puszczam Myszy samej nawet do sklepu po drugiej stronie ulicy :) Piekniczną odbierałam z każdej imprezy, z KAŻDEJ! lub ewentualnie jechała taxi, wczoraj o mało nie dostałam zawału, gdy 2 godz nie odbierała telefonu, a okazało się, że przedłużyły się zajęcia, a ona miała wyciszony telefon- dodam, że była 18-ta i jasno na dworze :)))

      Usuń
    2. to trochę przesadzasz
      nad tym naprawdę musisz zapanować, bo zadręczysz dzieci, potem te dorosłe będą Cie okłamywać, znam takie przykre przypadki

      Usuń
    3. nie, nie ma powodu do kłamstwa- one są bardzo uważne i pewnie przeze mnie też widzą te zagrożenia, ale nie ma to wpływu na ich relacje z ludźmi, koleżankami itd, po prostu są ostrożne
      to ja się męczę, wymyślając zagrożenia :)

      Usuń
    4. na pewno wiesz jak jest
      ja mam jakąś awersję do tego powszechnego w Polsce meldowania się kilka razy dziennie rodzicom, ale przecież innym to może odpowiadać, to co dla mnie jest przesadą dla większości jest normą:)))

      jak się rozmawia z dziećmi i ich słucha, to łatwiej ominąć problemy

      Usuń
    5. mi nie chodzi o kontrolę co robią i z kim, tylko o bezpieczeństwo
      nie dobieram im znajomych, puszczałam starsze na wycieczki ze znajomymi, koncerty, oni mają luz, zawsze tylko proszę, by dali znac, czy dotarli bezpiecznie

      Usuń
    6. no pewnie nie ma w tym nic złego
      ja za daleko jestem od mojej dwójki dorosłej żeby mieć jakąkolwiek możliwość kontroli
      ale jak córeczka w nocy wraca z lotniska to też jej każę przysłać esemesika:))

      Usuń
    7. to dobry zwyczaj, zameldować, że się bezpiecznie dotarło na miejsce
      w mojej rodzinie to naturalne i nikt nie odbiera tego jako przejawu kontroli, raczej jako okazanie szacunku dla emocji drugiej osoby

      Usuń
    8. ja mam 38 lat i nadal muszę się odmeldowywać po trasie i rodzicom i teściowej. Kiedyś teściowa mi się przyznała, że jak nie dałam znaku, że wróciliśmy z podróży służbowej to wsiadła w samochód i podjechała pod nasz blok aby zobaczyć czy świeci się światło ;) No ale moją teściową trochę usprawiedliwiam, bo jednego syna niedawno straciła więc o mojego męża boi się podwójnie.

      Usuń
    9. ja wychodzę z założenia, że złe wiadomości szybko się rozchodzą
      jeżeli nie ma prawdziwego zagrożenia, to myslenie, czy 40sto latka doszła z przystanku tramwajowego do domu o 18 jest dla mnie starta czasu i energii
      jak lece samolotem i coś się stanie, to wieść o katastrofie szybciutko się rozejdzie,
      takie meldowanie się traktuje raczej jak kontakt z bliskimi, oznake troski, a nie strachu

      Usuń
    10. Tak myślę jak Ty, Rybko. Zawsze mówię, jak coś się złego stanie, to od razu wszyscy się dowiedzą.

      Usuń
    11. ja pisząc o odmeldowywaniu się miałam na myśli dłuższe trasy, a nie przejście z domu do pracy czy sklepu ;) Sama nie mam dzieci więc ciężko mi taką troskę oceniać, ale sama też lepiej śpię jak wiem, że ktoś mi bliski bezpiecznie gdzieś dojechał. Inna sprawa, że wg mnie starta dziecka wyzwala wiele zachowań niezrozumiałych dla ogółu. Uważam, że moja teściowa i tak dzielnie to wszystko znosi, nie przenosi swojej rozpaczy na całe otoczenie. Mogę sobie tylko wyobrazić ile ją kosztuje normalność jakiej otoczenie od niej oczekuje.

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie doczytałam, ale jeśli gagunia napisała, że jestem walnięta, to potwierdzam ;PPP

      Usuń
    2. jak ona się pięknie kasuje....:))
      :*

      Usuń
    3. Gaguniu, a czy moguabyś kasować się troszkę później? ;)

      Usuń
    4. wyobraziłam sobie jak by to było, gdyby gagunia miała bloga
      notka i ciach wykasowana
      człowiek chciałby się odnieśc, a tu puste tło
      ale w sumie byłoby tak jak tu- komcie nie na temat, bo nikt by nie zdążył zobaczyć posta ;PP
      rozmarzyłam się....:)
      to byłby blog o tytule- samokasującysie blog.blogspot.com :)

      Usuń
    5. mhmhm....
      To chyba pasuje do kaszdego komcia?

      Usuń
    6. Gagunia prosiua o wsparcie, bo idzie do fryzjera :p

      Usuń
    7. a bendzie blondynkom?

      Usuń
    8. Basia :DDD

      Moce w drodze!!

      Usuń
    9. czekamy na pikczery ;p

      Usuń
    10. wiem tylko, ze rudy miut :p
      a koleszanka mi zauatwiua miut z pasieki i jest prawie biauy! piersz ras taki miut widziauam :)

      Usuń
    11. biały miut to faceliowy, albo akacjowy, albo jakis tam inny jeszcze, bardzo dobry!

      Usuń
  15. w radio leci "Czas nas uczy pogody"
    to chyba dobra puenta do tego posta ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. A moje dziecinstwo...Do 6roku bylo wszystko ok,wrecz idealnie,potem nagle trach:diagnoza u Mamy RAK. 1 wrzesnia,rozpoczecie szkoly,wszystkie dzieci z rodzicami a ja sama,zagubiona,wystraszona,samotna.W tym czasie Mama w szpitalu czekajaca na amputacje piersi.Potem cale dziecinstwo z rakiem w tle...Chwilami bylo normalnie,spotkania z kolezankami,wyjazdy z rodzicami. Wiedzialam,ze jestem kochana. Po dluzszej przerwie rak znowu zaatakowal,tym razem bardzo agresywnie.Ja zylam jakby w dwoch swiatach:chodzilam do szkoly gdzie byly wesole kolezanki majace beztroskie dziecinstwo a za jej murami byl moj dom,a w nim bol,cierpienie i totalna bezradnosc.Chcialam miec Mame jak najdluzej,niestety zycie jest okrutne. Gdy odeszla caly swiat legl w gruzach. Tata znalazl pocieszenie w alkoholu.Ja musialam szybko dorosnac. Taka trauma zmienia czlowieka. Teraz staram sie byc dobra mama,ale jaka jestem to trzeb by bylo zapytac mojego kochanego synka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martek, już nie będę narzekać na dzieciństwo, że mi czegoś tam zabrakło, bo to betka przy twoich przeżyciach :(

      Usuń
    2. Martek, tulę mocno :*

      Usuń
    3. Dziekuje kochane! Teraz jak pomysle o corce Madzi to lzy leca jak grochy...Madzia juz nie cierpi,ale corka nigdy nie przestanie. W tym wypadku czas nie leczy ran.

      Usuń
    4. Moze i nie leczy ale zabliznia.
      Wiecie jak to jest z bliznami, czasami zaboli i szarpnie w zaleznosci od pogody....

      Usuń
    5. Martek - przytulam.
      :***

      Usuń
    6. Martku
      to był i jest mój strach największy
      A miał 7 lat jak zostałam zdiagnozowana
      zrobiłam wszystko co w mojej mocy, żeby nie obciążać dziecka chorobą
      każdy upływający w spokoju rok szkolny jest dla mnie jak bezcenny diament.
      modlę się , żeby nie było mu dane dzieciństwo bez rodzica...

      Usuń
    7. Martek....brakuje słów,czytając taką historię,przytulam mocno...

      Usuń
    8. Dziewczyny dziekuje. Jestescie kochane. Tyle lat minelo,a to dalej boli.Nieraz patrze na malego i sie rozklejam...Moja mama miala marzenie:doczekac wnuka i wziac go na rece.I wiecie co?Mojemu bratu 16czerwca urodzil sie syn.Mama byla w stanie fatalnym.Nowotwor byl juz w kregoslupie i plucach.Tata z bratem wywalczyli w szpitalu 1 dzien i wzieli mame do domu. Brat przyjechal z malenstwem,mama go wziela resztkami sil i powiedziala:teraz juz moge odejsc,Martus zaluje,ze twoich dzieci nie poznam.Potem rak zaatakowal mozg i 19 lipca odeszla... Rybenko,zycze Ci z calego serca,zebys spokojnie i w zdrowiu doczekala doroslosci swojego najmlodszego synka i zebys mogla sie cieszyc wnukami dlugie lata.

      Usuń
    9. Martek, rana po śmierci mamy nigdy się do końca nie zabliźnia....

      Usuń
    10. Martek, nie umiem powstrzymać łez...

      Usuń
    11. Jeszcze raz Cię przytulam :*

      Usuń
    12. Martek, tez tule. :***

      Usuń
    13. A ja dziekuje,ze jakos tutaj trafilam. Z nikim oprocz mojej przyjaciolki nie poruszam tego tematu.Buziaki dla Was!

      Usuń
    14. Martek, bo tu jest takie specyficzne miejsce, gdzie jakoś łatwo przychodzą zwierzenia
      ktoś już powiedział, że tu kozetka, konfesjonał i dobra energia
      a nade wszystko Gospodyni
      i Czytacze-Gadacze
      mówiłam już, że Was Kocham?
      :*

      Usuń
    15. A znacie sie osobiscie czy tylko z bloga?

      Usuń
    16. Martek przytulam bardzo mocno:***

      Usuń
    17. Martek ściskam za łapkę:*

      Usuń
  17. Spotkałam niedawno psycholog, która mi powiedziała, że według niej, wszyscy w jakimś stopniu wychowywaliśmy się w toksycznej rodzinie i mieliśmy toksycznych rodziców i że to nie jest problem. Pytanie tylko, czy sobie radzimy z tym i jak. Problem zaczyna się, gdy sobie nie radzimy.
    I jako rodzice czy możemy być idealni? Moje dzieci też mają różne traumy, może małe ale jednak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie mi się podoba co powiedziała ta psycholog

      i czasem za bardzo się nad sobą użalamy, wracamy do przeszłości

      choć chyba najlepiej czasem się użalić, pogodzić z przeszłością żeby móc dobrze iść dalej

      Usuń
    2. nic nie jest idealne, każdy jakieś błędy popełnił i będzie popełniał
      wszystko zależy od wagi tych błędów

      Usuń
    3. czym innym będzie nie puszczenie dziecka na dyskoteke, a czym innym ojciec pijacy za dużo, na którego niegdy nie można liczyć..

      Usuń
    4. Fakt, że waga błędów jest istotna. Ale znam osoby, które przeżyły ogromne traumy, wybaczyły, pogodziły się z przeszłością, poszły dalej i czują się szczęśliwe. Oraz takie, które tkwią w traumach dzieciństwa i każde niepowodzenie w życiu usprawiedliwiają tym i ciągle są zgorzkniałe. I w obu przypadkach traumą był pijący i bijący ojciec.
      Oczywiście, nie chcę usprawiedliwiać rodziców, którzy biją, itd.
      Jednak zwrócić uwagę na to, że to, co my sami zrobimy z naszą przeszłością ma ogromny wpływ na nasze życie, nie tylko traumatyczne wydarzenie.

      Usuń
    5. Dla każdego co innej traumą będzie, ale nie demonizowałabym tych traum, trudno na pewno jak rodzice pili, bili, albo ich nie było, ale nie można wszystkiego zrzucać na karb naszych traum, ja to musialabym być bardziej rozj...na niż jestem mając ojca w więzieniu, dziadka alkoholika kryminalistę, babcie samobójczynię, drugiego psychopatę, matkę z problemami i bez szkoły, adoptowaną, eh.
      A ja taka fajna jestem!

      Usuń
    6. to święte słowa sa
      nie można zrzucać winy na cos lub kogos innego
      nasze życie zależy w gruncie rzeczy od nas:))

      ja tez fajna jezdem :)))

      Usuń
    7. Jakie fajne jezdeście!!!
      Asz chciauobysie Was wyściskać :)))

      Usuń
    8. Dzien dybry! Dajecie czadu kochane! ;)
      kazdy chyba jakies mniejsze lub wieksze traumy ma. Dla jednych bedzie to pijacy ojciec dla innych fakt, ze rodzice go nie rozumieli, za bardzo kontrolowali albo za bardzo olewali. Pytanie, czy odbijamy sie od tych traum jak od trampoliny, czy uczymy sie na bledach rodzicow, czy nimy zyjemy, karmimy nimi nasze dzieci i nasze choroby. Jedni wstrzasaja ramionami i radza sobie sami, inni potrzebuja wsparcia psychologa, chyba zalezy jak kto jest poraniony i jak silny.

      Usuń
    9. Wszystkie jestescie baaardzo fajne!

      Usuń
    10. tulę Was wszystkie!!!!!!!!!!
      :*

      Usuń
    11. tulimy się i spijamy z dziupków
      :**

      Usuń
    12. Tulimy,tulimy niczym Teletubisie:)Jak mój Kogut to.uwielbiał....to takie lekko kretyńskie bylo,wtedy jeszcze mialam Teletubisie na kasecie,na okrągło...jak wlaczylam to Mlody wpadał w hipnozę,a ja moglam posprzątać i obiad ugotować.Rybciu,tam jedna \jeden..wlasciwie ciezko płeć stwierdzić mialo taką fajną torebeczkę:-))

      Usuń
    13. no ba!
      przerabiałam teletubisie, najbardziej z najmłodszym
      każdy w rodzinie był kimś, ja właśnie tym z torebeczka :pp

      Usuń
    14. Życie jest fajne i tylko jedno!

      Usuń
    15. Mel :-))))))
      Jeszcze byl Po (chyba)

      Usuń
    16. Nie chyba tylko na pewno ;pp
      I jeszcze Dipsy i Lala :D

      Usuń
    17. jesteśmy na etapie teletubisiów
      aaaaaaaaaaaaaaa

      Usuń
    18. aaaaaaa
      A ja znam studentuf /czyt. dwudziestolatkuf!!!/, kturzy na zakrapianych imprezach włączają Teletubisie i podobno majom taki ubaw, że szyby z ich śmiechu siem trzęsom :)))

      Usuń
    19. I jeszcze dodam, że synek znajomych na sfojom maskotke Teletubisia muwił tak jakoś czule i niewyraźnie bubiś, co Amerykanie niezmiennie rozumieli jako boobs, czyli cycki.

      Usuń
  18. Jezdem z trujkom dzueciorow na rowereach!!! To dopiero trauma!!!!€

    OdpowiedzUsuń
  19. dosc duugo myslauam i nie wymysliuam, miauam (i mam) rodzicuf, którzy kochajom swe dzieci, chorub nie byuo, tragicznych pogrzebuf nie byuo, ankoholizmu nie byuo ( dopiero matka mego syna siem ankoholizuje :P); bieda byua i nie brakuo mi jedzenia, brakuo mi innych luksusuf, jak paczki z zagranicy i KLOCKUF LEGO :)) i podlodkiem bendonc fajnych ciuchuf. Temu tych klockuf synu nie zauowauam, to byuo moje marzenie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba, wymyslauam sobie powazne problemy typu, ze zaatakowau mie niedzwiec :p pare razy dostauam w dupe, ale nie pamientam nawet za co:) Mama tylko wspomina, ze ras dostauam, bo brat naskarzyu, ze na podwurku podnoszem spudniczkem i muwiem, ze jestem francuskom damom :P

      Usuń
    2. Uwielbiam Luszki opowieści! !!
      :DDDD

      Usuń
    3. chyba ze zrozumieniem widziauam kankana :p

      Usuń
  20. Ja w dzieciństwie próbowałam wszystkim pomagać. Pamiętam, ze nie za dobrze to wychodziło. Np byliśmy u ciotek na wsi. Wuja naprawiał Syrenkę. Powiedział, że on się tarzać po ziemi nie będzie,, więc zbudował sobie "kanał" z desek i cegieł. Naprawiali wszyscy. A mi kazali dużo jeść, bo wtedy będę silna. No to się nażarłam jak świnka na obiad. Aż mi niedobrze było, ale stwierdziłam, że to ta siła się gromadzi. Po południu dorośli chcieli spuścić Syrenkę. Syrenka się stacza a MP co? Czułam się tak silna tak bardzo silna, że postanowiłam złapać samochód, zeby się nie uszkodził i stanęłam miedzy dechami, po których zjeżdżał. Jeden człowiek nie zdębiał, niedoszły mąż mojej cioci. Złapał syrenkę za zderzak i ryknął, że mają mnie zabrać stamtąd. Ale dostałam na dupę! I za co?! Chciałam pomóc, byłam baaardzo silna po tym obiedzie. Trauma. Już nigdy więcej nie łapałam samochodu jak się z górki staczał, bo wiedziałam, że to pachnie laniem od mamy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo naukowo udowodnione jest, ze łapanie staczajoncych siem samochoduf grozi powaznym konsekfencjami ;) tesz bym zlaua :p

      Usuń
    2. Lucha, wiesz co? Serca nie masz:P Taka silna byłam, powiadam Ci. Czułam, że ten samochód, to był dla mnie pikuś:D

      Usuń
    3. staczajonce siem syrenki som bezwzglendne i zabijajom spiewem nawet obzarte dziewczynki :p

      Usuń
    4. Cusz że ja widzę syreny staczajace się z wysokich klifuufff:pp

      Usuń
  21. Odpowiedzi
    1. Ja nie
      cieszę się córką
      i pakuję

      Usuń
    2. ja umyuam poduogem i paczam co wariuje maua kota, pienknie mi rozmazaua ugutowanego ziemniaka na jutrzejszy obiat :)))

      Usuń
    3. Przeczytałam ROZMNOZYLA:pp

      Usuń
    4. Male koty sa cudne. Trzeba im wszystko wybaczyc.Ja leze teraz obok mojego syna,patrze na niego jak spi i nadziwic sie nie moge jaki on juz duzy. 21 czerwca 10 urodziny.Kiedy to zlecialo?Gdzie moj malutki synus?!Kocham go najbardziej na swiecie!

      Usuń
    5. Patrzę na moją córkę
      za miesiąc 20 lat
      jest taka śliczna i mądra
      Jakim cudem ją mam?

      Usuń
    6. maua nie da rady nic! ale Fifka tak! bidula ma cieczkem

      Usuń
    7. jest szurnienta trochem :p i strasznie koffana :)

      Usuń
  22. Moje dzieciństwo bardzo dawno minęło - było naprawdę WSPANIAŁE.
    Rodzice ciężko pracowali fizycznie, ale nam z siostrą nic nie brakowało na tamtejsze czasy. Czułyśmy o co możemy poprosić rodziców, czy będzie ich stać nam kupić. Tato nie wtrącał się do wychowywania nas, nigdy nie widziałam taty pod wpływem alkoholu, szanowali się, nigdy nie było kłótni, a że ja byłam upartym dzieckiem czasem dostałam ścierką przez łeb od mamy. Byłam z nimi do ostatniej minuty. Uwierzcie mi - życzę wszystkim dzieciom takiego dzieciństwa - swoich nie mam.
    Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę ci.
      I zazdroszczę.
      Chociaż swoje traumy już oswoilam.

      Usuń
  23. Żyliśmy skromnie, nie biednie. Moja mama była wspaniałą gospodynią - ja jej do pięt nie dorosłam. Najważniejszy był spokój w domu.
    Nie chciałabym dorastać w dzisiejszych czasach.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  24. Dogadałabym sie z koleżanką G. :) Może nie pytałabym o traumy, ale drugiego dna szukam i często znajduję... ;))

    OdpowiedzUsuń