Pisałam, że mój kolega ma trudną zdrowotnie sytuację, dużo wskazuje na raka ale, ciągle trwają badania, całą rodzina jest przytłoczona stresem.
Nie byłam nigdy bardzo blisko z tymi znajomymi. A jednak teraz to ja najbardziej się nimi interesuję i wspieram i dopytuję. Na początku nie chciałam być tak blisko, bo wiedziałam, że maja kupę bliższych ludzi wokół. Ale ci bliżsi nie bardzo umieją się odnależć w trudnej sytuacji. Nie oceniam. Ktoś kto się nie konfrontował z taką sytuacją może nie wiedzieć a ja niestety wiem, co czują i przez co przechodzą.
Tak to już jest. Kiedy rodzą się nam dzieci lepiej rozmawia się o problemach z maluchem z przypadkowo poznaną mamą na placu zabaw niż z najbliższą ale bezdzietną przyjaciółką. Nikt nie zrozumie emigranta jeżeli sam nim nie był. Pracy lekarza. Wdowieństwa. Walki o urodzenie dziecka. Życia z alkoholikiem pod jednym dachem. Można tak bez końca.
Mój mąż był bardzo blisko kiedy zachrowałam, widział mnie codziennie. A jednak dopiero kiedy sam doświadczył tej wstrętnej choroby to szczerze przyznał, że dopiero teraz to czy tamto zrozumiał...
Wspólnota przeżyć...
Dzień dobry!
OdpowiedzUsuń\o/?\o/?
]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*
{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>
\~/*
|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?
(_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)?