Niedawno znajoma mi powiedziała, że przyszły do niej dzieci, a na kilkoro, i oznajmiły jej, że za bardzo ich ona i ojciec obciążają swoimi problemami. Dzieci są już dorosłe, najstarsze dobiega 30stki. A wg mnie rodzice są bardzo wporzo.
Hmmm
I się zadumałam.
Ja rozumiem, że rodzice powinni chronić dzieci również w ten sposób, żeby nie wciągać ich w niektóre swoje problemy związane z małżeństwem np
Ale
Do kiedy trzeba być protektorem potomstwa a od kiedy relacja powinna być egalitarna? Od kiedy rodzice mogą liczyć na dzieci, że ich będą wspierać w trudnych sprawach, że oto jesteśmy sobie wszyscy bliscy i będziemy dzielić nasze troski i radości po równo?
Nie wiem.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuń\o/?\o/?
]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*
{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>
\~/*
|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?
(_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)?
[_] [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_]
)_(" )_(" )_(" )_(" )_(" )_("
[_] [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_]
(_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)
siedzem i czekam...:pp
UsuńJestę
UsuńJak malutki!!
UsuńNo własnie, jak wnusio?
Usuńfczoraj skończyu tydzień
UsuńNie może być!!
UsuńJestem trochę w szoku, mam wrażenie, że rodzice wychowali sobie niezłych egoistów.
OdpowiedzUsuńNadmierna ochrona dzieci nie ma sensu, dzieci muszą wiedzieć, że życie to nie idylla i muszą się nauczyć rozwiązywać życiowe problemy, powinny też widzieć rodzinę, jako miejsce wzajemnego wsparcia!
Też jestem w szoku bo to nie jest rodzina co dzieci rozpuszczała.
UsuńI też uważam, że dorosłe dzieci powinny być partnerami a nie mimozami
Ale co to znaczy, że obciążają swoimi problemami? Bo jedna sprawa to zwrócenie się do bliskiego (kogokolwiek) z prośbą o pomoc w konkretnej sprawie, a co innego wciąganie tej osoby w konflikty w relacji i próba triangulacji (np. wydzwanianie do dzieci i mówienie im, co mają komuś powiedzieć, "bo ja już nie wytrzymię")?
OdpowiedzUsuńPełna zgoda
UsuńTam akurat chodziło o to, że rodzice mieli konflikt ale bynajmniej nie prosili dzieci o mediacje.
Ja w tym widzę palce terapeutów...
@rybenka, czyli jednak konflikt! A skoro nie prosili, to co dzieciom przyszło do głowy, żeby im to mówić? Telepatia? ;) Ja w tak opisanej przez Ciebie sytuacji widzę jeden duży pozytyw. Wszystkie dzieci im to powiedziały (z tego co rozumiem), nie było podziału na mysiaczka-pysiaczka i wyrodne podrzutki (podział bardzo często spotykany). Czyli albo byli bardzo dobrymi rodzicami, albo tak beznadziejnymi, że nikt nie dał się nabrać na ciężką rolę bycia ulubieńcem.
UsuńObstawiam, że dobrymi
UsuńI fakt
To zjednoczenie dzieci jest fajne
Dziwne to, co piszesz. Chyba ze rodzice bez przerwy zawracaja dzieciom głowę.
OdpowiedzUsuńU mnie było tak, ze jeśli miałam problem (już w życiu doroslym) zwracałam się do rodziców, prosiłam o radę, pomoc, ale nie zawsze o wszystkim mówiłam, żeby ich nie martwić. Teraz moje dzieci robią podobnie, a my znowu nie o wszystkim mówimy dzieciom, zeby z kolei one nie martwily się zbytnio o nas.Ale jeśli potrzebujemy od nich pomocy, wsparcia, rady, wiemy, ze są i możemy na nich liczyc. Jednak umiar musi być, i wyczucie, i ważność spraw ma znaczenie. Nie dzwonimy z byle glupstwem. Wydaje mi się to rozsądne.
Dobrego weekendu wszystkim. Ja jestem ostatnio w kiepskim nastroju, czasem wolałabym się nie obudzić rano...
Irmina!
UsuńMyślałam o Tobie chyba wczoraj bo był mecz Igi.
I tak się zastanawiałam co się dzieje.
A masz wsparcie profesjonalne?
Jesli sama nie wezme sie w garsc, to raczej marne szanse, zeby ktos pomogl. Wiem to... Staram się bardzo, chce! Dlatego tu pisze, bo trochę łatwiej, kiedy się wygadasz.
UsuńDużo łatwiej!
UsuńWygaduj się!
A mecz oglądałaś?
Dużo łatwiej!
UsuńWygaduj się!
A mecz oglądałaś?
Cały czas oglądam wszystkie mecze, bo pomaga mi to zapomnieć o kłopotach!
UsuńDobrze!!
UsuńNiech kłopoty idą sobie precz!
Irminko,
UsuńMam tak samo!
Powyżej dziurek od nosa mam tez trudnych tematów wokół 😉
A tu takie piękne emocje podczas gry, choćby w pierwszym meczu ćwierćfinałowym, prawda?😀I ileż jeszcze dziś tenisowych emocji.
Ja to teraz mogę się meczowo w komentarzach wyżyć się w grupie naFB 😂😂, która tez jak ja nie śpi, bo ogląda tenis😉
Trzymaj się dzielnie i pogoń kłopoty!
No właśnie, nie ma to jak dobry tenis. Właśnie wygrała Żaber- fonetycznie piszę- z Brazylijką. Cały czas idą transmisje. Mnie tenis bardzo uspokaja.
UsuńCzyli mamy trio tenisowe😁
UsuńIga teraz gra i powiem- cierpnie mi skóra.
UsuńMnie czeci set kosztowau sporo nerfuf 🙈
UsuńJutro z Ons będzie jeszcze trudniej, bo Tunezyjka odzyskała formę po kontuzji i dziś zagrała rewelacyjnie. Jak będą jej wchodzić te wszystkie dropszoty to pozamiatane😉No, ale wiadomo, Iga świetnie returnuje, więc czymamy kciuki i nastawiamy się bojowo.
Może Ty znasz tę parę z jednej strony, tej towarzyskiej, a oni w domu faktycznie obarczają młodych swoimi zmartwieniami ponad miarę? Starsi ludzie lubią narzekać- jedni robią to w domu, drudzy przed każdym napotkanym słuchaczem.
OdpowiedzUsuńMyślę, ze problem tkwi w braku rozmów i ustalenia do jakich granic każdy z nich może się posunąć w informacjach o sobie i tym, co go gnębi.
Żal powinien dotyczyć nie tego, że dzieci nie chcą wysłuchać, ale tego, że ich tego nie nauczono.
Nigdy się nie ma pełnego obrazu. Ale jednak trochę ich znam. Zresztą to druga taka rodzina. W obu dzieci chodzą od dawna na terapię psychiczną. I obawiam się, że to może być efekt mody na odcinanie się od toksycznych rodziców, takie zrzucanie winy na nich za wszystko
UsuńPsychika to delikatna materia. Jej uzdrawianie polega na dużo bardziej kruchych podstawach, niż leczenie ciała. Czasem mam wrażenie, że przeróżne psychoterapie robią więcej szkody niż pożytku., że nazywanie przyczyn wynika z modnych trendów, a nie z chęci poznania prawdziwych powodów zaburzeń. Wszędzie są dobrzy i źli fachowcy. Chyba nie powinno się mówić: zły fachowiec, to sprzeczność ;)
UsuńZgadzam się z wami obiema. Ostatnio też mam takie obserwacje
UsuńWpisałam komentarz i nie wszedł? Długi był, nie powtórzę.
UsuńKurde!!
UsuńWidziałam i nie wiem co się stało!!
A to był bardzo dobry komentarz!!
Tak sobie myślę z tymi traumami dziecięcymi- dorośli piszą, że mają traumy z dzieciństwa, inni się nastawiają na to, że coś tragicznego było, a potem okazuje się, że traumą nazywa się brak zgody na łażenie do kina wieczorami np,.., albo coś takiego, co wchodzi w normalne zachowanie rodziców wobec dziecka.
Usuńna traumy z dzieciństwa zwala się wiele ze swojej nieudolności, albo wręcz wygodnictwa. Może też być, że traumy są projekcjami wbitymi w przeszłości, bo trzeba było wytłumaczyć jakoś swoje zachowanie. Moja sister odcięła się od opieki nad matką, bo stwierdziła, że dla niej matka była okrutna, zła itp. A nie wzięła pod uwagę, że sama była "potworem" jako dziecko i trudna w wychowaniu. Śmiem twierdzić, że jej matka dawała fory dla świętego spokoju.
W tamtym komentarzu było o braku uczenia dzieci rozmowy z dorosłymi i o uczeniu dzieci asertywności. Z tym, że uczy się dzieci asertywności w stosunku do obcych, a nie w stosunku do rodziców. I nie uczy się dorosłych umiejętności rozmawiania z dzieckiem. Ta umiejętność nie jest dana z góry, tego trzeba się nauczyć. Intuicja nie wystarczy. A teraz skopiuje, by nie uciekł:)
Teraz mam taką inną refleksję
UsuńCzy dzieciom nie brakuje rodziców? Ich miłości? Bo ufam, że w większości przypadków rodzice kochają swoje dzieci
Sama znam z bliska sytuację, kiedy córka olała chorych rodziców bo nie dali jej tyle kasy ile chciała
UsuńAle po ich śmierci bardzo chciała spadek...
Oczywiście, że są rodziny, w których brakuje miłości, choć wszystko inne jest. I może to też jest sytuacja traumatyczna. Ja jednak uważam, że mimo wszystko z jednej i drugiej strony potrzebna jest też przyzwoitość. To co, że mi się z matką niezbyt układało, ale jak jest chora i potrzebuje pomocy, to powinna ją ode mnie dostać. I odwrotnie, to co, ze dziecko było niemożliwym bachorem a potem jako dorosłe też czasem się zachowywało nie tak, jak trzeba, ale kiedy jest w sytuacji krytycznej, to pomogę. A po udzieleniu pomocy to już zależy- albo każde w swoją stronę, albo jakiś rodzaj pojednania.
UsuńAle... mówię tu o relacjach względnie normalnych, bez przemocy, bez gwałtów, bicia itp. Ot, zwykła rodzina z ansami i pretensjami. Ja zawsze się zastanawiam nad takim zjawiskiem- obcemu chętnie pomagamy, bliskim już mniej chętnie. Coś chyba nie tak.
Jaskółka
UsuńBardzo mi się podoba co piszesz.
To chyba bym Janko muzykant. Nowela co mówi, że szukamy wielkości daleko od nas
Tyle się mówi o zdrowych relacjach, o stawianiu granic, o tym, że nie po to ma się dzieci, żeby miał kto podać na starość przysłowiową szklankę wody, że dziecko nie musi się za nic odwdzięczać, ale w takim razie po co jest rodzina? Dla mnie po to, żeby się wzajemnie wspierać, z naciskiem na słowo: wzajemnie. Zresztą w zdrowej relacji nie powinno być takiego problemu, to powinno być naturalne.
OdpowiedzUsuńW tym przypadku - oczywiście trudno mi wyrokować - być może dzieci mają problemy, których przyczyna tkwi całkiem gdzie indziej
Ja nie mam siły do tego obwiniania za wszystko rodziców. Mój ojciec był alkoholikiem, mama była trudna, ale od dawna ja jestem już dorosła i nie mogę obciążać za wszystko co mi się w życiu nie uda rodziców. Poprawiam koronę i idę dalej, a rodzicom wybaczyłam
UsuńTeż myślę,że nie można za wszystko obwiniać rodziców, jakkolwiek dom rodzinny,środowisko najbliższych w największym stopniu wpływa na wychowanie dziecka....ale przecież nie zawsze jesteśmy dziećmi Jako dorośli już mamy(powinniśmy)mieć na tyle ukształtowana osobowość,że sami odpowiadamy za swoje zycie,wybory. Przeciez ludzie mogą przejmować wzorce z innego niż dom środowiska.Po to mają rozum i inteligencję😊
UsuńNo właśnie
UsuńPóki dzieci są małe to ich decyzje zależą od rodziców. Ale dorosłe to już heeeloo. Czasem trzeba się mocno skonfrontować ze swoim niezbyt fajnym dzieciństwem Ale z reguły nie było ono tylko złe.
Zaakceptować przeszłość i iść dalej.
Ja mam z tatą tetra bardzo dobre relacje. Dużo mi pomaga mimo 87 lat.
Rybeńko, ale poruszasz tutaj dwie różne rzeczy. Oczywiście, że jako dorośli odpowiadamy za siebie, warto pogodzić się z tym, że nie zawsze było fajnie i być odpowiedzialnym za siebie, bo tak jest zdrowo dla nas i świata. Ale co to ma wspólnego z tym, że ktoś nie chce się widywać z rodzicami, albo nie chce się mieszać w ich konflikty czy ogólnie życie? Czy przez zaakceptowanie przeszłości masz na myśli też to, że nagle masz obowiązek zmusić się do lubienia kogoś kogo nigdy nie lubiłaś?
UsuńOczywiście, że nie można się zmusić. I są sytuacje, kiedy trzeba wręcz zerwać kontakty.
UsuńMnie chodzi tylko o to, że nie wolno wszystkich swoich porażek w życiu dorosłym zrzucać na rodziców
W którymś momencie trzeba to przepracować, poprawić koronę i żyć.
@rybeńko, ale nie opisywałaś w poście takiej sytuacji (oskarżania rodziców, że byli źli, to teraz dzieciom źle). Napisałaś o czymś innym - że dzieci powiedziały rodzicom (zgodnie), że nie chcą się zajmować ich konfliktem, i że to pewnie wina terapeuty. Uważasz, że jakby dzieci wzięły stronę któregoś rodziców, albo wyręczały go w kontaktach z drugą stroną i pouczały, co powinien zrobić, to byłoby lepiej?
UsuńI jeszcze zawieszam pytanie: czy można nie lubić rodzica?
UsuńMożna nie lubić rodzica, i znam takie przypadki
UsuńI nie uważam, że dzieci powinny radzić rodzicom jak rozwiązać problem bo nie były o to pytane.
UsuńMoje pytanie jest inne, sytuacja u znajomych to tylko pretekst. Ja pytam, czy zawsze należy chronić dzieci przed trudnymi sytuacjami w rodzinie
@rybenka, uważam, że dzieci należy chronić, ale tutaj nie ma mowy o dzieciach - jest przykład dorosłych. Dorośli ludzie przyszli do własnej matki (zjednoczeni) i powiedzieli, żeby przestała (ona lub jej mąż lub oni razem) robić to, co robi(ą), a co wplątuje ich w nieswoje problemy (Ty interpretujesz to jako trudne sytuacje przed którymi niedojrzałe dzieci, zwichrowane przez terapeutów, zażądały ochrony). Nie napisałaś, co matka robi. Wiemy tylko, że się żali. Czy rodzice są osobnymi ludźmi, którzy mają własne problemy i sami je rozwiązują, czy też z racji statusu rodziców przysługuje im niedojrzałość i brak odpowiedzialności za siebie?
UsuńMam taki inny pogląd m.in. dlatego, że mamy znajomą, która postanowiła zerwać relację z matką. Ponieważ matka nie może się z nią skontaktować, regularnie żali się wspólnym znajomym, w nadziei, że znajomi sobie zrobią triangulację i postanowią poinformować naszą przyjaciółkę jaką jest złą córką (co wcześniej słyszała od matki przez całe swoje życie). Natomiast w temacie oceny cudzych rodzin z wierzchu - ojciec mojego męża nie pił alkoholu, był szanowanym obywatelem, ale Woland się z ojcem i tak nie lubił. Woland wie dlaczego.
Używam słowa dzieci jako potomstwo. I zapewne za nami znam te konkretną sytuację, żeby coś wiedzieć na pewno. Tak jak mówię, to pretekst do dyskusji. Zresztą dużo jej dzisiaj:)
Usuń@Rybenko, tak trochę nie za dużo, bo jak zadaję pytanie, to unikasz odpowiedzi ;) Czy rodzice muszą na siebie nadawać dorosłym dzieciom, zamiast rozwiązać swój konflikt? Skąd przekonanie, że mieszanie innych w konflikt to normalne życie rodzinne? Czy stawianie granic to niedojrzałość?
UsuńZaraz chwila
UsuńNie wiem, gdzie unikam odpowiedzi
Może tam, gdzie sama jej nie mam?
Czy można wciągać dorosłe pociechy w konflikty rodziców?
Uważam, że dużo zależy od sytuacji. Koleżanki mąż bardzo pił to uznała, że razem będzie im łatwiej namówić ojca do odwyku
Stawianie granic wręcz ratuje życie. Ale nie zawsze chyba
Usuń@rybeńka, możliwe, tam gdzie zadałam pytania poszłaś w innym kierunku. Fakty, które podałaś to już coś konkretnego. Zastanawiam się, jakby miało to "namawianie" przez dzieci wyglądać. Tym bardziej, że już chyba wszyscy wiemy, że nie da się nikogo "namówić". Człowiekowi trzeba stworzyć niedogodne warunku do picia do tego stopnia, żeby jemu samemu zaświtał pomysł, że można żyć łatwiej. Kto miałby ojcu te niedogodne warunki stworzyć (poza żoną, która powinna zastosować terapię wstrząsową)?
UsuńZgadzam się - niewolnik na plantacji bawełny nie może postawić granicy. Uważam jednak, że życie rodzinne nie należy do środowisk w których nie da się postawić granicy. Niestawianie granic w dorosłości jest wyborem, nie losem.
Ostatnie zdanie
UsuńPełna zgoda
jedna strona uważa wsparcie rodziców za naturalne...skoro chcieli mieć dzieci. naturalne i zwyczajowe jest wsparcie własnych rodziców na stare lata. w trudnych sytuacjach, chorobie...normalnie, jak w życiu. ALe bywają relacje toksyczne, zaburzone, zwyrodniałe, że dzieci nie potrafią wybaczyć. No i pokolenia się zmieniają i bywa, że odrzucają styl i tradycję i tyle. Nie ma co ubolewać nad tym procesem, trzeba przyjąć do wiadomości. dzieci teraz nie będą tkwić w relacjach ich matek z babkami. Teatralna.
OdpowiedzUsuńZakładamy, że dzieci są idealne? Nie bywają toksyczne?
UsuńNo nie.
I mówię o dorosłych
Ubolewam nad tym, że relacje zamiast być coraz lepsze są pokręcone a to nikomu nie służy
UsuńCo to znaczy coraz lepsze i pokrecone?
UsuńTo znaczy, że dzisiaj przy całej wiedzy psychologicznej nasze relacje powinny być coraz lepsze a nie są
UsuńUwazam, że oczekiwania rodziców też na przestrzeni lat muszą się zmieniać,czasem rodzicom trudno pogodzić się z tym,że już nie są na pierwszym planie,że już nigdy nie będzie tak jak dawniej.Pewne rzeczy w życiu są nieodwracalne i trzeba to zaakceptowac,na tym polega dojrzalosc.Trudno powiedzieć tak ogólnie,jak dzieci powinny się zachować w jakiejś konkretnej sytuacji.Czesto rodzice swoje oczekiwania wobec dorosłych dzieci traktują jako konieczność "odwdzięczenia się" za wcześniejsze poświęcenie rodziców.Czasem rodzice zachowują się tak jakby chcieli odzyskać swoją własność.Temat -ocean😊
OdpowiedzUsuńTo też tak bywa. Choć ja akurat chyba nie znam rodziców w moim wieku z takimi oczekiwaniami.
UsuńDla mnie było super ważne, żeby dzieci były samodzielne , żeby nie czekały, że rodzice zafundują im mieszkania i samochody. I to na pewno mi się udało. Żyją jak chcą, nie wtrącam im się, za bardzo w każdym razie.
Ale znałam takie mamusie co nie chciały dzieci spod skrzydeł wypuścić
Tak obliczam: dzieci, najstarsze 30 lat to rodzice wcale nie sa jeszcze tacy wiekowi, zeby im pomagac. Zwykle problemy zaczynaja sie gdy dzieci same zblizaja sie do okresu emerytalnego, rodzic moze byc juz mocno potrzebujacy. Kiedys slyszalam wywiad stulatki, ktora stwierdzila, ze teraz moze umrzec bo nareszcie zalatwila dla syna dom starcow (to raczej humor). Ktos tu jest egoista wiecej niz ten drugi albo jest to rodzinne, ze wszyscy sa egoistami.
OdpowiedzUsuńNie są starzy. To takie 50 plus. I nie chodzi o pomaganie we wstawaniu z łóżka ale o wzajemne wspieranie się, czasem w drobnych sprawach też.
UsuńPrzykład że stulatka cudny!
Trudno osądzać postawę dzieci, bo być może jest tak, że naprawdę czują się psychicznie obciążeni. Często bywa tak, że bliscy bardziej się przejmują i przeżywają niż sami zainteresowani, np kłótnie, lęki i obawy. Co innego, jeśli chodzi o pomoc, którą mogą udzielić- w dobrych relacjach to jest rzecz normalna wspieranie się.
OdpowiedzUsuńZupełnie inaczej się ma, jeśli relacje były mocno zaburzone. I nie chodzi mi tu o obwinianie rodziców za wszystko, ale naturalnym wtedy jest, że te kontakty nie są serdeczne. Dobrze, jeśli są poprawne.
Mam też wrażenie, że młodzi dorośli w dzisiejszym świecie borykają się z wieloma problemami, co też widać jakie jest zapotrzebowanie na wsparcie psychiczne.
Nie każdy ma psyche na tyle silną, by powstać, otrzepać się i włożyć koronę… i niekoniecznie miało na to wpływ wychowanie, czy błędy w nim popełnione.
Temat nie jest zerojedynkowy, co rodzina to inne relacje i to dzielenie się kłopotami/problemami po równo jest nierealne, i wcale nie musi wynikać z braku bliskości. Często wynika z charakteru człowieka.
Absolutnie nie uważam, że każdy ma taką siłę. Ale jeśli się nie ma w sobie, trzeba poszukać. Na zewnątrz.
Usuń