To mam kolejne pytanie.
Czy w ogóle w relacjach z dziećmi jest istotne, czy sobie coś nawzajem zawdzięczamy? Że jesteśmy sobie "potrzebni"?
Czy fakt, że dorosłe dzieci nie chcą do nas dzwonić po instrukcje obsługi pralki, po przepis na sernik czy nie chcą z nami jechać na wakacje sprawia, że czujemy się niepotrzebni i że nasze relacje są coraz dalsze?
A czy fakt, że rodzic nie jest na każde zawołanie, nie przyjeżdża na każde urodziny i nie chce codziennie odbierać wnuków z przedszkola znaczy że nie kocha i jest obojętny i odległy?
Czy nie za mało doceniamy w bliskich, że po prostu są?
Dzień dobry
OdpowiedzUsuń\o/?\o/?
]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*
{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>
\~/*
|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?
(_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)?
[_] [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_]
)_(" )_(" )_(" )_(" )_(" )_("
[_] [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_]
(_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)
"Coś sobie nawzajem zawdzięczamy"
OdpowiedzUsuńDla mnie to brzmi przerażająco! Interesownie, obco.
Ano
Usuńkontrola, wdzięczność i zależność - nie, nie są dobre w żadnej relacji
OdpowiedzUsuńNie są
UsuńAle małe dziecko zależy od rodziców w 100 %
UsuńWdzięczność tak
UsuńPrzymus Wdzięczności nie
Dobrego pobytu a pogoda podobno super
No to to ja rozumiem 🍹💚😄
Usuńźle się wyraziłam, mogłam napisać " konieczność odwdzięczania się"
UsuńJa już nie mogę się nie wysypiać..
UsuńO!!!
Usuń"Zawdzięczaność" jako towar wymienny ogólnie istnieje w przestrzeni społecznej. Tak funkcjonujemy, nawet manipulacje psychiczne na tym polegają (jeśli chcesz, żeby ktoś Ci przytaknął, zwiększysz swoje szanse wcześniej komplementując cokolwiek u tej osoby - komplement oczywiście nie musi odzwierciedlać Twojej prawdziwej opinii, bo wbrew temu co ludzie piszą o szczerości, nie lubią jej). Rodzina to jednak naprawdę najważniejsza komórka społeczna (bez ironii, przy czym ja uważam, że rodzinę sobie wybieramy - czyli kuzyn, którego nie lubię, nie jest rodziną), relacje w niej powinny być prawdziwsze, bardziej oparte na współodczuwaniu, na znajomości rzeczy. Tak więc ogląd spoza rodziny prawdy o niej nie dostrzeże. Natomiast nic tak nie podtrzymuje więzi jak rozmowa. Nie rozmowa-napierdalanka triangulacyjna (a tak wyglądają zazwyczaj rozmowy w rodzinie, jej członkowie podczas nieobecności męża, siostry, dziecka narzekają na tego nieobecnego), tylko rozmowa o emocjach. Jak nie można o nich rozmawiać, więzi się luzują. To także oznacza, że jeśli nigdy nie było rozmów o emocjach, lub nie było współczującego dotyku, więź jest w zasadzie nieistniejąca. Bardzo często widzę wtedy, gdy np. rodzic umiera, że dzieci nie płaczą po tym istniejącym rodzicu, ale po zupełnie innym, wymyślonym, który mógł być, ale go nie było.
OdpowiedzUsuńA propos miłości jeszcze, moi rodzice są np. bardzo różni, i ja nauczyłam się rozumieć mamę dopiero wtedy, gdy dorosłam (nie w tym sensie, że jak sama będę tak miała to zobaczę, tylko dzięki wielości doświadczeń - teraz uważam, że moja mama jest z pogranicza spektrum i dlatego czasami ma tak, jak ma). Moja mama np. bardzo rzadko do mnie dzwoni, więc nauczyłam się, że ja to muszę robić, kiedy ja potrzebuję. Dzwonię i gadam o czymkolwiek, a mamę to cieszy. Powód dla którego ona nie dzwoni wcale nie jest taki oczywisty dla postronnego obserwatora. Przede wszystkim to wcale nie znaczy, że nas nie kocha :)
Moja przyjaciółka teraz pożegnała toksyczną mamę i masz rację, płacze nad tym, czego nie dostała...
UsuńJa też rzadko dzwonię 🙈
Dotyczy to każdej relacji, mam jakiś problem z telefonem. Za to dużo piszę:)
W zasadzie z tym dzwonieniem to zwróciłam na to uwagę dopiero przy okazji, gdy nasza znajoma powiedziała, że ona nie może rozmawiać przez telefon (dopiero niedawno zdiagnozowano u niej autyzm i pewnie kwestia telefonowa wynika z braku kontekstu). Mama nie umie zadzwonić tak po prostu (zupełnie inaczej niż tata), gdy chcę pogadać, muszę zadzwonić pierwsza. Ale jak napisałam wcześniej, dopiero niedawno to zauważyłam, bo sama jestem dziwna :D I jak widzisz, piszę długie zdania.
UsuńJa za to za krótkie;)
UsuńJa myślę, że dzięki temu pisaniu nie wychodzę na bardzo złą matkę
Odniosę się tylko do dzieci dorosłych. W skrócie to napisałabym, że nie i tak z akcentem na nie. Bo to znowu wszystko zależy od naszej osobowości i relacji jakie wytworzyły się w danej rodzinie. Ale również akceptacji ewoluowania tychże. U mnie bywa intensywnie i kilkudniowe cisze np. z Tuśką...I żaden ten czas nie określa jakie mamy ze sobą relacje. A już kto pierwszy się odezwie... jakie to ma znaczenie? Ze mną i z Mam było podobnie, a z Tatą zdzwaniamy się praktycznie codziennie, choć rozmowa trwa czasem tylko pól minuty.
OdpowiedzUsuńI jeszcze o wdzięczności. Ja ją odbieram jako dobrą emocję. Po prostu. Nie jako obciążenie. Ale to też zależy od naszego charakteru, podejścia, bo jeśli ktoś odbiera uczucie wdzięczności jako przymus rewanżu, jako zobowiązanie no cóż... to można zrozumieć, że nie lubi być wdzięczny ;) Z drugiej strony wdzięczność jest tak właśnie definiowana.
Oceniając inne rodziny musimy pamiętać, że nie żyjemy w czyichś butach i że nie ma jednego schematu "idealnej" rodziny, co niby jest oczywiste, ale jednak potrafimy się dziwić jakimś zrachowaniom/relacjom. A to ewentualne poczucie "niepotrzebności" znów wynika z naszej osobowości a nie z braku uczuć. Jedni poczucie "pustego gniazda" biorą na klatę bez emocjonalnych problemów, inni długo nie potrafią się pogodzić, że pępowina została już dawno przecięta- przez dziecko. I frustrują się, zamartwiają, że dorosłe dziecko rzadko się odzywa, a już z problemami to niekoniecznie.
Też uważam, że ta niepotrzebność to cecha człowieka. Moja mama na emeryturze miała poczucie, że jest bezużyteczna. Mnie było bardzo przykro, bo dla mnie wystarczało, że BYŁA...
UsuńJa tez myślę,ze nie ma idealnych sytuacji,tak jak nie ma idealnych rodzicow,a ni dzieci.W naszym spoleczenstwie istnieje wiele mitow,stereotypow o tym jak powinny,czy nie powinny wygladać relacje z doroslymi dziecmi.Większość to infantylne i skrajne "racje". Slynna z dowcipow teściowa to zawsze jędza:)) Teść - nie,teść jest przeważnie fajny:))
OdpowiedzUsuńTo,ze dziecko jest dorosle,ze wyprowadziło się z domu nie oznacza,że musimy się żegnać z rolą rodzica..bo tak,zdaje się,niektorzy rozumieją:)) Rodzicem jesteśmy na zawsze.Niemniej na pewno już nie powinnismy już byc wychowawca,kontrolerem,opiekunem.Relacje z doroslymi dziecmi bardziej partnerskie i super,jesli udalo nam się wychowac dziecko na autonomiczną,samodzielną osobe - mozemy je wspierać,ale nie kazać..to już nie ten etap.Myślę też,że to nie jest tak,że kiedy dzieci staja sie dorosle,przychodzi czas na rewanż z ich strony..,ową slynną "szklankę wody" i nie tylko:)) Z wlasnymi dziecmi można się po prostu przyjaźnić - pojechać gdzies czasem,popatrzeć na przyrodę,zjeść razem obiad,wypic kawę na tarasie od czasu do czasu.Popatrzeć na wnuczkę/wnuka ,jak fajnie dorasta,cieszyć się z tego,że jest im dobrze.
Właśnie
UsuńNie chodzi o rewanż
Jeśli kogoś kocham czy lubię to oczywiste jest że podam mu tę szklankę wody
Tak,to my,rodzice uczymy je miłości
UsuńAle jeżeli zawsze nasze działanie dla dzieci było coś za coś to one też będą takie kiedyś.
UsuńJeżeli mówimy, będziesz grzeczny, to kupię ci te buciki, które przechytrzy i tak trzeba kupić, to potem mogą być smutne konsekwencje
to ja,Ewa
OdpowiedzUsuńTo aż trudno wyrazić słowami - dla mnie radość,jaka wnosza dzieci ,wnuki jest nieporównywalna z żadną inną.Satysfakcji z macierzyństwa nie da się porównać,ani tym bardziej przeliczyć..Bezwarunkowa miłość,przywiązanie nie mają nic wspolnego z mysleniem na zasadzie "coś za coś",ja tego nie znam ze swojego domu,nie zna też absolutnie moje dziecko.Nigdy nikt z nas nie oczekiwał "rewanżu".Choć oczywiście jako bliscy sobie ludzie dajemy sobie prawo do tego,żeby móc na siebie liczyć w trudnych sytuacjach.
OdpowiedzUsuńTak, to prawda, radość macierzyństwa jest jedyna w swoim rodzaju
UsuńAle też cierpienie jest największe czy w przypadku straty, czy choroby, czy nieudanego życia potomka.
Cały dzień siedzę w ogrodzie. Trochę o tych relacjach myślałam, ale to jest temat rzeka i jakoś dzisiaj, kiedy tak pięknie ciepło i słonecznie, nie bardzo chce mi się pisać. Iga wygrała, ale Jabeur kontuzję złapała. Żal tej drugiej.
OdpowiedzUsuńTak
UsuńTo temat rzeka. Co samo w sobie jest ciekawe.
Ja byłam na długiej próbie. Ciągle trudno mi śpiewać, wszystko kojarzy mi się ze śmiercią dziewczynki
Chyba muszę sobie poszukać wsparcia...
Jak śpiewać, kiedy taka zadra siedzi w głowie i w sercu? Jeżeli czujesz, że nie dasz rady bez wsparcia, to korzystaj z niego.
UsuńDziękuję
UsuńChyba będę musiała..
Coś mnie przerosło