Mój tato umarł 2 lata temu. Ciągle noszę w sobie żal, że dowiedziałam się o tym dopiero następnego dnia, kiedy poszłam go po prostu odwiedzić. Było jakieś nieporozumienie z numerem telefonu, albo macocha nie odbierała, to już nie ma znaczenia.
Mimo jego niemałych wad, tęsknię za nim. Mam poczucie, że się nie pożegnałam choć ostatnie słowa, jakie mi powiedział kiedy trzy dni wcześniej się widzieliśmy, brzmiały "Dziękuję córeczko".
Mamy już tak dawno nie mam, że moja tęsknota za nią jest bardziej symboliczna.
Pójdę dziś na cmentarz, zapalę lampki, powzdycham.
No i dziś ma być cieplej niż wczoraj co jakoś cieszy.
