Tego lata dostałam 2 mandaty. Jeden w Polsce, drugi w Niemczech. W Polsce nie mam pojęcia co się zadziało, bo ja naprawdę jeżdżę jak KD przykazał. Jeżeli jechałam 77 na 50 to znaczy, że nie zauważyłam, że jest ograniczenie. Trudno.
W Germanii wpadłam w pułapkę, z własnej głupoty, znam to miejsce przecież. Nie ważne. Kiedy się dużo jeździ samochodem to mandaty za po prostu wpisane w koszty utrzymania pojazdu koniec kropka.
W każdym razie
Jedziesz, radar robi ci zdjęcie, zdjęcie trafia do urzędu, urząd wysyła do winnego wraz z papierkiem, który trzeba wypełnić, przyznając się do winy, należy teraz to odesłać do urzędu, który następnie przydziela karę i wysyła werdykt w odpowiedniej wysokości ( cholera tyle kosztuje bilet w jedną stronę samolotem lux Warszawa).
Osobiście bym wolała od razu dostać ten wyrok. Mniej zachodu i taniej. A tak tylko krążą te polecone w te i we wte. Choć niemieckie przyznanie się do winy można było zrobić online, tyle dobrego. Z polskim mandatem się nie udało.
Ale do brzegu.
Kilka dni temu dostaję awizo. Widzę, że polecony z Niemiec, z biura od mandatów. Wiem na pewno, że to nie nowy. No to co to ma być? I tutaj mój wrodzony optymizm mi zaczął podpowiadać że na pewno odbierają mi prawo jazdy za te 19km ponad limit 100 i jak ja będę do Polski jeździć buuuuu!!!
A list zawierał informację, że zapłaciłam mandat i za co o ile. .
Kurtyna.

