Mam 6 dzieci chrzestnych. Właściwie 6,5 bo dla jednego jestem i ojcem i matką, taka sytuacja.
Najmłodsza córka właśnie skończyła 18 lat. Prawie się nie znamy, nigdy nie zamieniłyśmy więcej niż kilka zdań. I postanowiłam ją poznać. Przyjechała do Warszawy, poszłyśmy na wystawę, potem coś zjeść, potem zobaczyć słynny mural.
Spędziłam absolutnie cudowny dzień z młodą, mądrą, piękną kobietą. Nie mogłyśmy się nagadać a mogłabym być jej babcią! Kocham młodych ludzi!
W niedzielę miałam też okazję porozmawiać z inną osiemnastolatką. Bardzo życiowo poturbowaną. Uciekła z domu do domu dziecka mając chyba 12 lat... Tam jej matka nie odwiedziła jej ani razu. Moje starsze dzieci jej pomagają.
Jak cholernie różne mają starty te dziewczynki...
A to z wystawy Borysa Fiedorowicza. Artysty ma wskroś chrześcijańskiego i antywojennego..




