Wysłuchałam podkastu, rozmowy z córką Jana Englerta i Beaty Ścibakówny. Nie znam żadnych jej dokonań, teraz podobno zajęła się muzyką, powodzenia. Na pewno ma odziedziczony talent artystyczny. Ale ja nie o tym.
Dziecię ma 25 lat i jak wielu dzieciom w jej wieku wydaje się jej , że juz jest taka raczej dorosła. A ja jestem starą babą i nie widzę tego w ten sposób, cóż, starość też ma swoje prawa. Być może fakt, że dziewczyna mówi, że już od dwóch lat nie pije( sic!!!) daje jej poczucie, że dużo w życiu doświadczyła. Szczerze mówiąc to dość przerażające, ale trzymam kciuki za niepicie.
Ale to co najbardziej mnie drażniło, to ciągłe wrzucanie angielskich powiedzeń. Prawie 29 lat nie mieszkam w Polsce i oj, jak często mam ochotę użyć francuskiego albo angielskiego zwrotu ale powstrzymuję się, bo to tylko świadczy o mnie źle, że nie daję rady po polsku. Najbardziej pilnują mnie w tym koleżanki mieszkające poza Polską o wiele dłużej, i jestem im za to wdzięczna.
Potem sobie pomyślałam, że to jest maniera środowiskowa, że tak młodzi ludzie ze sobą rozmawiają w pewnych okolicznościach i przeszło mi rozdrażnienie. Pozwólmy dzieciom popełniać ich błędy, czyż nie?

