czwartek, 20 lipca 2017

trzeba komuś dać siłę i moc , post sponsorowany przez Klarkę

jest to jak wiadomo blog rakowy
zaczęłam go pisać jak jeszcze nie wierzyłam, że przetrwam i będę żyła, że będę normalna i że jak mnie zakuje w boku to nie pomyślę że to rak

początek choroby nowotworowej to jakby ktoś maczugą herkulesa walnął w łeb
zupełnie nie wiadomo co się dzieje, ale ma się przeczucie, że to ostatnie chwile
człowiek rano się budzi i zanim stawi czoło lekarzom, chemioterapii, radioterapii, życiu, rokowaniom - musi się wyryczeć, dziwi się, że świat ciągle ma swój rytm, zastanawia się, co komu zapisać w testamencie, musi podjąć dramatyczną decyzję - z peruką czy bez!
nagle znajdujesz się w świecie, którego istnienia nie przypuszczałaś

żeby było śmieszniej, jak patrzę wstecz to się dziwię, jak dobrze przeszłam ten potworycznie trudny rok życia

ale też wydarzyło mi się dużo dobra w tym czasie
dostałam wspaniałe wsparcie rodziny i przyjaciół i obcych ludzi

no i trafiłam tutaj

okazuje się, że można potraktować raka śmiechem
że można robić żarty z pogrzebu
pamiętacie zakładanie zakładu pogrzebowego??


teraz jestem w dobrym momencie, choć wiem, że to rak, który zawsze może wrócić, ale dzięki leczeniu już wygrałam blisko 6 lat! dla pacjenta onkologicznego to pół życia:)
ale już nie drżę jak osika przed kontrolnymi badaniami - a to wielka różnica

jest tu wiele dziewczyn z podobnymi przeżyciami
napiszcie proszę coś optymistycznego, ale bez ściemniania
bywa trudno
każdy chory ma prawo do łez i smutku
ale dobrze wiedzieć, że inni tez tak mieli i teraz jest dobrze
i teraz możemy się pośmiać z różnych rzeczy

w tym momencie przypomniało mi się, żę raz pojechałam na radioterapię w sukience, a tam trzeba było się rozebrać do pasa i przejść kawałeczek, a ja nie wyglądałam jak Claudia Szyfer i normalnie nie wiedziałam co zrobić, owinęłam się komicznie zdjętą sukienką i hyc hyc pod ścianą - a technicy nawet nie zauważyli, że coś nie tak
pewnie miewali gorsze widoki;)





163 komentarze:

  1. Dzień dobry :)

    \o/?\o/?
    ]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*
    {_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>
    \~/*
    |_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?
    (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)?
    [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_]
    )_(" )_(" )_(" )_(" )_(" )_("
    [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_]
    (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja cichutko przycupnę z kawką...

      Usuń
    2. Zaraz cichutko!
      To nie jest cichutki blog!!

      Usuń
  2. Dziś jest dokładnie 14 lat i pięć miesięcy od dnia mojej operacji! Żyję i mam się nieźle :)
    Płakałam tylko raz, w noc po diagnozie.
    Bałam się wiele razy.
    Nie było łatwo. Ale było warto!
    Zaufałam mojemu lekarzowi, zaufałam medycynie, podeszłam do sprawy zadaniowo i szłam przez te kolejne etapy z przekonaniem, że idę po zdrowie i po życie.
    Pamiętam żarty techników na radioterapii podczas tatuowania kropek, że już po wszystkim dorobię sobie kwiatek :))
    nie dorobiłam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawaj! Dorobimy flamastrem:pp

      Usuń
    2. To jest myśl! ;)))

      Usuń
    3. Ja wciąż mam trzy kropki ;) Od radioterapii właśnie mija 18 lat...
      W tamtym czasie przy pierwszym skorupiaku nosiłam perukę- z naturalnych włosów- przez prawie cały czas- nie spałam tylko w niej- i zawsze kombinowałam w co się ubrać, żeby przy rozbieraniu z głowy mi nie spadła ;p

      Usuń
    4. Mam cztery kropki ale tak malenkie, ze sama nie potrafie ich odnalezc. Wspanialy wypatrzyl jedna jak mnie smarowal olejkiem na polpasiec.
      Peruke mialam na glowie 3 razy, bo nie znosilam tego "zdechlego kota" za to bardzo lubilam moja lysa glowe. A na zimno lub upal szale uplatane w przerozne turbany i dziwaczne kombinacje.

      Usuń
    5. Za trzecim i czwartym razem jak wyłysiałam, peruki miałam może kilka razy- nienawidzę ustrojstwa. Ale w czapkach wyglądam jak półdoopy za krzaka a w głowę bywało zimno.

      Usuń
  3. Ja moge jedynie Was wszystkie podziwiac, bo mnie ten los na razie ominal. Nie wiem, jak zareagowalabym na diagnoze i nie chce wiedziec, ale nie zawsze zbozne zyczenia musza sie nam spelnic. Chyle jedynie czolo przed Wasza walecznoscia, optymizmem (byc moze udawanym, ale zawsze), zartowaniem z wlasnej tragedii. Takie nastawienie podobno pomaga w walce, zapobiega zalamaniu.
    Wszystko to to z mojej strony jedynie teoretyzowanie, bo nigdy nie przezylam, nie doswiadczylam, nie poznalam i nie wiem, jak byloby w moim przypadku.
    Ehhh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania wierzę że nie będziesz nigdy musiała się mierzyć osobiście z tym tematem. Ale Twoja i innych zdrowych tu obecność też świadczy o tym że to nie jest miejsce przepełnione strachem i chorobą. Żyjemy i śmiejemy się tu razem. Wspierany w różnych sprawach.
      Życie po raku istnieje: ))

      Usuń
    2. Tak jest!
      Nie jest to miejsce przepełnione strachem i choroba
      Jest tu wsparcie i cudne emocje
      Czasem aż nie mogę uwierzyć ze tu trafiłam bo ani raka nie mam ani nawet wina nie lubię, w dodatku obzeram się słodyczami a tu wszystkie zdrowa dieta, bez cukru, bez schaboszczakuf (dzięki Bogu jeszcze ajda i martek jedzom normalne rzeczy tzn martek bardziej niż ajda;pp)
      Lubie to nasze wspólne chodzenie na badania, czekanie na dobre wyniki i radość wszystkich ze jest ok 👍
      Najbliższa wizyta to chyba będzie mój poród???😱😜😜

      Usuń
    3. brak raka zdecydowanie łątwiej wybaczyć, ale ta niechenć do alkoholu, no nie wie, nie wię!!!

      Usuń
    4. Melus,masz racje😊Martek je "normalne"rzeczy,nie jest na diecie,pije alko-daje dobry przyklad😜
      Ty sie porodu nie bojaj-z nami przezyjesz😀

      Ja tez nie mam raka (chyba) ale znam ten strach...
      A TO miejsce jest wyjatkowe i ma MOC!!!

      Usuń
    5. Oj tam, rypko, skoro mię przez dwa i puu roku nie wywalilas za to wino to juz teraz tego nie zrobisz ;pp

      Martek,ale z tobom wcale nie jest tak różowo! Bo ty się obzerasz bez opamietania i nie tyjesz!!!! Wiec mam mieszane uczucia do Ciebie ;pp

      Usuń
    6. To sprawka mojego tasiemca😉
      Ale juz go nie mam,bo kiedys komus oddalam😜

      Usuń
    7. Nie lubię chudych:pp

      Mela nie wyleciałas bo masz w domu wino: pp

      Usuń
    8. za spirytus i śpiewanie nie wywala to za wino wywali?

      Usuń
    9. Rybka :DDD
      Klarko, ale za niepicie by mogła wywalić ;pp

      Usuń
    10. prędzej za iepicie wywalem niż za picie spirytusu
      za śpiewanie to insza inszość
      w tem temacie zbierajom siem czarne chmury....:P

      Usuń
    11. Mela,
      mam raka i jem fszystko, właśnie na śniadanie zjadłam porcję makaronu z kurkami na maśle w śmietanie ;P Wciąż jem słodycze, tylko alkoholu nie piję, bo bym się po łyku przefruciła ;p

      Usuń
    12. Roksana i wszystko byłoby dobrze gdyby nie małe ALE! Za chwilę napiszesz ze wazysz 50 kg, A wtedy ja ze złości urodze!! :PP

      Usuń
    13. 50kg to ja ważyłam przed cionżami! teraz mam 57, więc mam nadwagę O! ;p

      Usuń
    14. Mam jak Roksana, tez jem wszystko. Owszem staram sie kupowac tylko organiczne produkty, rowniez nie kupujemy zadnych polproduktow wczesniej przetworzonych. Ale jem slodycze w postaci gorzkiej czekolady, wlasnej roboty lody. I do tych lodow uzywam cukier a nie jakies tam wymyslne preparaty:) Tylko z piciem mi nie po drodze:((( Owszem czasem daje sie namowic na lampke wina ale i tak polowa zostaje, po prostu nie przyswajam jak dawniej:) Ale czy to wina raka, czy starosci to juz zupelnie inna sprawa;)) Moze moja cysterna juz odjechala :P

      Usuń
    15. Owocku na tory? Gdzies sie wybierasz pociongiem? :)))

      Usuń
    16. i jem wszystko....tylko słodycze znacznie ograniczyłam :) Po ostatniej operacji zakochałam się jeszcze bardziej w warzywach, ciągle pichcę jakieś pasty, kremy z cukinii, fasoli, cieciorki i innych takich :)

      Nie mam nadwagi, ale mogłoby mnie być nieco mniej ;P

      Usuń
    17. Jasne, wakacje som to Otwocek będzie zwiedzać Polskę pociongiem ;pp

      Usuń
    18. Czekam jusz na torach na pociong jadący do miasteczka o nazwie Suchy Tyłek albo Odcięte Walki Brzucha ...:-),i ni ciula....

      Usuń
    19. ja się jutro wybieram na tory, tzn pociągiem w celu atrakcji a nie gubienia czegokolwiek, może gdzieś zobaczę tego owocowego ciula to dam znać ;p

      Usuń
  4. ja tu jestem, bo moja Mama zmarła na raka
    wiem, jakie to trudne przejśc przez to wszystko, chociaż wiem tylko patrząc kiedys na Mamę w trakcie leczenia
    Dziewczyny, wygrywacie każdego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudne. Nie zawsze jest happy end. Ale właśnie tym bardziej czuję się wygrana. Jak i morze innych!

      Usuń
  5. Bardzo Ci dziękuję. D, jedna z czytelniczek mojego bloga, ma dziś operację, niedawno dowiedziała się o raku i jej świat runął, wiadomo, nic się nie dzieje aż któregoś dnia robi mammo i dowiaduje się że 5 stopień! Na forach i w grupach bywa różnie, czasem (często) trafi się troll któy bardziej straszy niż doda odwagi lub napisze zwyczajnie i konkretnie jak jest. Tu jest inaczej. Dlatego jestem szczęśliwa, gdy uda mi się "przysłać" tu kogoś bo wiem, że znajdzie i pociechę, i wskazówki. Rybenko, bardzo Ci jestem wdzięczna za to miejsce bo u mnie nie zawsze i nie wszystko się da zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Klarko.
      Ja chętnie.
      Zresztą wiesz. Tak dawno o raku nie pisałam że mi statystyki siadają 😉

      Usuń
    2. Dzięki Tobie Klarko i ja tu trafiłam :***

      Usuń
    3. Dlatego wlasnie uwazam, ze w przypadku raka internet to ZLO!!! Do dzis (a od pierwszej diagnozy minelo juz 3.5 roku) nigdy nie bylam na zadnym forum rakowym, ani nigdy nic nie szukalam w internecie na temat mojej choroby. Od informacji sa lekarze, od wspierania rodzina i wyprobowani znajomi oraz przyjaciele. Wyprobowani, bo nie kazdy sie do tego nadaje. Jak wiecie moj rak zweryfikowal wiele moich znajomosci-przyjazni a nawet rodzine. I tak jest dobrze.

      Usuń
    4. roksanno :) Dominika, która teraz potrzebuje ciepłych słów, też czyta mój blog od bardzo dawna i zawsze tak jak Ty jest po mojej stronie, a ja czuję ogromną wdzięczność bo różnie bywało

      Usuń
    5. ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤

      Usuń
    6. Star,
      jakbym Cię dorwała to bym Cię wyściskała :))) za te słowa o necie.
      W tamtym roku przed hajpekiem doktor do mnie, ale pani pewnie wszystko wie. A ja że nie. A On patrzy na monitor i się dziwi, że w necie nie wyczytałam, a ja do niego, że ja chcę usłyszeć od lekarza!!! Uśmiechnął się i wszystko mi wytłumaczył. Ja tez nigdy nie byłam na żadnych forach. A o swoim drugim raku przeczytałam tylko, że w takim przypadku jak mój to tylko 5% dożywa 5 lat, a ja na to, że bzdura i ja wam pokaże! W sierpniu minie 9. O!

      Klarka:)""przecież nie mogłabym być po przeciwnej ani obok!!!

      Usuń
  6. Tak ,Rybko ,Klarka ma rację ,ze tu jest u Ciebie dobrze.
    Nie ma strachu ,jest otucha i humor.
    Ja osobiście jeszcze raz dziękuję.
    W temacie jak wyżej ,nie mam za wiele JESZCZE do napisania.
    Ale też chcę lat ,lat ,lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Twój głos liczyłam. Jako świeżaka. Bo mimo że jak piszesz nie masz zbyt wiele do powiedzenia w temacie życia PO RAKU to już jesteś po najgorszym. Dało się przejść a teraz nawet można czerpać otuche:))

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co tam rak
      ja prawie od pińciu latuf użeram siem z tom gagom, ktura zafsze jest piersza i zafsze się usuwa!!:pp

      Usuń
    2. :))) a ja tam kofam Gagem za to usufanie:))) No nie wiem, zboczonam czy co?

      Usuń
    3. :)))
      no bo gagi nie kochać - -wielgiego pecha w życiu mać!!

      Usuń
  8. Miałam 22 lata i dwutygodniową córeczkę. I coś mi urosło na ustach, na dolnej wardze. Poszłam do dermatolożki, a ona do mnie, patrząc z dwóch metrów: to rak! Nie pamiętam jak wróciłam do akademika... Miałam na szczęście koleżankę studentkę stomatologii, a ona akurat miała zajęcia na dermatologii, zabrała mnie do swojej pani profesor. Tam od razu mi powiedzieli, że to łagodna zmiana, badania potwierdziły; usunęli - trzy razy odrastała, ale po trzecim przestała. Zostało jaśniejsze miejsce na ustach...
    Najgorsze było to, jak lekarka potraktowała kobietę w połogu, nie zbadawszy nawet...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasem o wiele lepsza jest koleżanka albo obca osoba niż lekarz, który mając autorytet łamie podstawowe prawa etyki lekarskiej

      Usuń
    2. Niektórzy lekarze powinni się dwa razy zastanowić, zanim coś powiedzą...

      Usuń
  9. W tym pierwszym momencie człowiek nie wie od czego zacząć, gdzie się udać. Teraz jest trochę inaczej, jest pakiet onkologiczny, jest koordynator, który poprowadzi za rękę.
    Widzę jakie niesamowite zmiany zaszły przez te 14 lat. Ja na szczęście trafiłam na lekarza, któremu mogłam zadać pytanie: Co dalej? Gdzie mam teraz pójść?
    I on spokojnie, bez straszenia i bez paniki, ale też bez fałszywego optymizmu, wyjaśnił mi rzeczowo co i jak. A nawet w punktach zapisał na małej karteczce. I tak od następnego dnia machina ruszyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie
      Chorym nie służy ani straszenie ani fałszywy optymizm

      Usuń
  10. Lekarz powinien być rzetelny i konkretny.Na moje pytanie :jak wygląda badanie scyntygrafii kości ,powiedział ,pani sobie poszuka w internecie.Kurwa!
    Ale inni byli ok.,najlepsi na radio.
    Trzeba uważac po chemii na odporność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedzę konkretną pacjent absolutnie powinien dostać od lekarza! Od osób podobnie doświadczonych praktyczne rady typu - Mnie na mdłości pomagała zielona herbata. Albo uwaga bo ja w czasie leczenia nie musiałam brać tabletek na ciśnienie.

      Usuń
    2. I po radio też trzeba na odporność uważać.
      I nie zażywać bez konsultacji niczego, nawet zdawałoby się niewinnych ziółek nie pić.
      A lekarz, ech...

      Usuń
    3. Piszę ,ze po chemii ,bo miesiąc po chemii a przed radio dostałam półpaśca na ręce od wyciętych wezłów chłonnych z tej strony.
      Tak ,po radio też uważanie .
      Często przemieszczam się komunikacją miejską ,mam apaszkę dla kamuflażu.

      Usuń
    4. To masz bardzo przykre przeżycie za sobą: (

      Usuń
  11. Ja miałam 19 lat i guza na trzustce. Przeszłam bardzo skomplikowaną operację z usunieciem w połowie wielu innych narządów oraz węzłów które były zaatakowane. W tym samym czasie mój wieloletni chłopak zaczął spotykać się z moją jedyną przyjaciółką ( tłumaczyli to potem,że przecież mogłam nie przeżyć i IM było ciężko). Dziś zostały mi ogromne blizny i jakość życia która pozostawia wiele do życzenia. Ale za to mam wspaniałego synka i cudownego męża. I tamto wszystko się zaciera. I czasem tylko gdy jest wizyta u lekarza lub coś boli to dopada mnie strach. Ale przez resztę czasu śmieje się w głos. I nie marnuje czasu:-) aha i nie tyje choć trochę by się przydało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja chyba już dzisiaj pisałam, że chudych nie lubiem!!!

      Usuń
    2. Oooo:-D nie bojem się nie lubienia twego. Kiedyś pisałaś że lubisz wszystkich czytaczy:-)

      Usuń
    3. Roksa uprzedzam, trzeźwych chudych śpiewających wiadomo co nie toleruję!!!

      a ty się Lucha tak nie ciesz!!

      Usuń
    4. No, ja to przynajmniej jestem gruba 😄😉

      Usuń
    5. Spoko:-)marzy mi się jeszcze jedno dziecko więc znów przytyje 35 kg:-) trzeźwych też nie toleruję a śpiewania swego sama się boje. Lub mnie!

      Usuń
    6. do czasu i to niedługiego!!

      Usuń
    7. no dobra Roksa, przeszłaś pomyślnie weryfikancję:pp

      Usuń
    8. Jak to???? Przecież jest chuda!!!!:pp

      Usuń
    9. Ale to bez winy mej. Bo jem jem i jem:-) Mela a gdzie wsparcie toż to brzydko wytykać palcem chuderlaka:-D

      Usuń
    10. Teraz to już dolalas oliwy do ognia pisząc że jesz i jesz i nie tyjesz! :PP
      Masz te sama wade co Martek :D

      Usuń
    11. Muszę przemyśleć wiele rzeczy widzę: pp

      Usuń
    12. Tylko nie żeby mnie wykopać. Bo ja tak łatwo to jednak się nie dam :-)

      Usuń
    13. CZYLI ŻE MNIE NIE LUBICIE TAK??????

      Usuń
    14. I mnie????
      hmmm
      ...wszystko teraz rozumiem ;)

      Usuń
    15. Roksa jakbyś potrzebowała trochę dodatkowych kilogramów to mam na zbyciu! :D

      Usuń
    16. Laila ty sobie nawet nie zartuj!;p
      Ja mogę oddać wszystkim poczebujoncym :pp

      Usuń
    17. Tak, repo, tak!!!!
      Jak moglas schusc ftedy kiedy ja wyglondam jak pilka do cwiczen???!!!;pp

      Usuń
    18. Laila kpisz? Chcesz komus 5 dag dać?:-)Wez sie uspokoj,masz super figurem.
      Ja nawet 20-30 kg mogem ofiarować :D

      Usuń
    19. Otwocku! Kolejka obowionzuje! ;pp

      Usuń
    20. Ja nigdy nie kpię! :P

      Usuń
    21. Laila zapomniala, ze ostatnio wkleila swoje zdjecie na blogu.. :D Tak wiec nikt w te nadprogramowe kilogramy absolutnie nie wierzy.. :) :) :p

      Usuń
    22. Oczywiście Kas:-)
      A jakies 5 dag to szkoda fatygi:-)
      MELU-TY MOZESZ SCHUSC DZIEKI DZIDZIUCHOWI
      Czyli ja jestem w kolejce :-)

      Usuń
    23. Przecież ty tez masz dziecko! ;pp
      Cos sciemniasz :DD

      Usuń
    24. Dzidziuch dzidziuchowi nie równy,moj mnie fcale nie odchudzil byl a frecz naprzeciwko ...w gacie z przed 2 lat nie wejde ciongle brakuje 5 cm

      Usuń
    25. A skont pewność że mój ma flaciwosci odchudzajonce??:pp

      Usuń
    26. W czerwcu minął rok od diagnozy mojej mamusi a mi ciągle się wydaje,że to całe leczenie,operacje nie wydarzyły się naprawdę..Teraz jest dobrze,ale ten strach siedzi ciągle,eh

      Usuń
    27. aniu, powoli strach zacznie mijać
      mi córka po dwóch chyba latach dopiero się przyznała, jak bardzo bała się o mnie
      teraz już nie mysli o tym za bardzo, taka mam nadzieję
      ciesz się mamą i zyciem
      buziaki:))

      Usuń
  12. Wpadam tu, mimo ze nie mam raka, bo:
    jest to miejsce, gdzie mozna zapomniec na chwile o troskach,
    gdzie mozna spotkac madre, doswiadczone przez zycie kobitki, a jednak z poczuciem humoru. Kiedy czytam o Waszych przezyciach, to wstyd mi, ze narzekam:( Podziwiam Was♥
    gdzie mozna wyrazic swoje zdanie i podyskutowac na kazdy temat (nie tylko rakowy),
    gdzie sa dobre emocje i gdzie mozna liczyc na wsparcie i tony mocy (a tych nigdy za wiele).
    Mniej mnie ostatnio, ale..., trzymam kciuki za dzisiejsza operacje Klarkowej czytelniczki. Mysle, ze kiedy tu zajrzy, to trudno Jej bedzie stad odejsc, bo to niepowtarzalne miejsce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iza,

      podpisuję się pod Twoimi słowami obiema rękami a nawet kończynami :)))***

      Usuń
    2. Iza,milo Cie widzieć,tez podpisuje się pod Twoimi słowami :*

      Usuń
    3. Iza :*
      Dobrze,ze jestes!

      Usuń
    4. Iza💙💚💛❤💗

      Usuń
  13. Ja jestem zadaniowa, więc tak traktuję tę swoją długoletnią już walkę. Paradoksalnie na początku było najłatwiej, bo miałam przykład mojej Mam, która pokonała raka piersi. Od razu trafiłam pod dobrą opiekę najlepszych lekarzy i pod opiekę Genetyki. Był moment przed operacją, kiedy po wizycie anestezjologa, w nocy zastanawiałam się, czy zdążę wychować dzieci, popłakałam się do poduszki. Potem to ja z uśmiechem na ustach, rzygając dalej niż widząc, przeszłam całe leczenie a przy mnie moi najbliżsi. I zaczęłam normalnie żyć. Po prostu. Niestety drugi raz, już nie była tak różowo, a wznowa wznowy to już nie jest bajka...Realność i świadomość swojej choroby może inną osobowość wpędziła by w depresję. Ja się nie poddałam, bo szkoda mi życia, każdego dnia. W tym wszystkim patrzę, że miałam szczęście a nie pecha...Bo nawet od drugiej diagnozy to rak, minie w sierpniu 9 lat. Da się z tym żyć;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziesz moją idolką moja imienniczko!
      💙

      Usuń
    2. Dobra ale bohaterką zostaniesz i tak:-)

      Usuń
    3. Roksana dzieki serdeczne za te wypowiedz.
      Ja tez jestem zadaniowa, nie roztkliwiam sie tylko pre do przodu ile sie da. Owszem pierwszej nocy jak juz Wspanialy pojechal do domu to mi zaswiecila taka mysl w glowie, ze moze powinnam napisac swoja wlasna przemowe zalobna, bo ani na Wspanialego ani tym bardziej na mojego syna nie bardzo moge liczyc. Ale bylam wtedy w pokoju dwuosobowym i zrezygnowalam z tego pomyslu, bo nie chcialam swiecic swiatla i przeszkadzac drugiej osobie. Przelozylam to pisanie na dzien, ale rano przyjechal Wspanialy i mi przeszlo:)) Chciaz serio to czasem mysle, ze jednak powinnam to zrobic bo ja nie chce zeby ktos sie slimaczyl w czasie mojego pogrzebu. A tak moge napisac, nagrac swoj wlasny glos i cieszyc sie wyobrazeniem jak wszyscy uciekaja w poplochu od trumny na dzwiek mojego glosu:)))

      Usuń
    4. Roksa :***
      wzruszyłaś mnie, ale pamiętaj: każda z nas jest BOHATERKĄ!

      Star,
      :DDD
      natchnęłaś mnie, nagram się śpiewająco, jak w banku mam, że poupadają ze śmiechu :)))
      Ja się do dziś nie ze brałam w sobie, żeby napisać wytyczne jakbyco, zawsze mam coś ważniejszego do zrobienia ;p

      Usuń
  14. Bardzo mi miło że mogę poznawać was i wasze historie. Dużo się tu nauczyłam. Dziękuję :-* każdej z osobna i wszystkim razem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie chorowałam na sraka i będę wszystko robić jeśli to mi się przytrafi, by sobie pomóc. I choć towarzyszyłam walczącym ze srakiem jak i umierającym na niego, to Tutaj u Rybeńki, można dużo się Od Was co i jak nauczyć. Jedno Wiem, że każdego droga jest indywidualna jak i dana walka o zdrowie czy życie. Nauczyłam się szanować wybory jak i medyczne możliwości leczenia. Nie potępiam a wręcz staram się wspomóc na tyle ile tylko potrafię. Kiedyś byłam pełna wiary, że każdy może. Dziś wiem, że każdy może, ale nie zawsze chce. I to tyczy się zarówno chorych jak i pomagających. Nauczyłam się pokory i bycia z chorymi bez mojej natarczywej chęci zrobienia czegoś, by ten człowiek żył. Jestem - kiedy mnie chory potrzebuje, ale także potrafię się wycofać - gdy na to przyjdzie czas. Życie naucza mnie słuchać i dostrzegać. Reaguje na te nawet najcichsze wołanie o pomoc. Dlatego uważam, że takie miejsca jak Blog Rybeńki jest przestrzenią do wyrażania swoich myśli, problemów, obaw, radości, wiary czy nadziei. Nawet głupawki nie są tutaj krytykowane. Ten Blog to terapia dla wszystkich. To zegar,który nakręca się Naszymi przeżyciami powodujący, że czas nie jest tutaj taki ważny. Tylko każdy z Nas i Jego wielkie łaknienie życia w zdrowiu i miłości ma tą niesamowitą moc pokonania trudnych spraw. Nieznajoma dla mnie Osobo!!!! Poprzez empatie Klarki i innych Rybeńkowych Fariatek i Ja mogę w tej trudnej chwili przytulic do Ciebie moje myśli i wspomóc Ciebie moja siłą i wiarą. Bo przecież człowiek jest najpotężniejszą wieżą transmisyjną. Bo w grupie dobrych ludzi tkwi siła, która może zdziałać tak wiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie nie o mnie miały być komentarze!!

      Usuń
    2. Nie są o Tobie tylko o mocy ludzi

      Usuń
    3. No to niech będzie: pp

      Usuń
    4. UFFF
      zaakceptowane bez cenzury :)

      Usuń
    5. pięknie napisałaś!:)

      Usuń
  16. Nie jestem w najlepszym nastroju, a Rybka chce optymistycznie, ale czuje sie wywolana do tablicy, wiec troche napisze. Rutynowy mammogram pokazal raka piersi, bylo to 10 lat temu, ale tez w tym samym czasie dziwne dolegliwosci dopadly mnie, wiec szpital, bo podejrzenie powaznej choroby i wszystkie mozliwe badania, ktore w koncu wykluczyly wszystko co sie dalo i zostala ta najgorsza choroba, nieuleczalna, czyli wyrok smierci, srednio zyje sie od 2 do 5 lat. Rak piersi przestal mnie obchodzic. Wrocilam do domu i w zasadzie czekalam na smierc, i tak mi zeszlo pol roku, z tego czasu najbardziej pamietam muzyczna terapie, muzyczka przyjezdzala do mnie do domu i grala co ja chcialam, pamietam zaczelam od muzyki klasycznej, zeby dobrze mi sie plakalo, potem byl rock and roll i jeszcze glosniej plakalam, ze juz nie moge tanczyc, bo wczesniej nalezalam do klubu tanca rock and roll. Muzyczka nawet namowila mnie na napisanie piosenki, smialam sie ze ma glupie wymagania, ale napisalam i nawet bylam dumna z tej piosenki, bo ona za moim pozwoleniem, uzywala ja w swojej pracy. Co chce przez to dlugie pisanie powiedziec, ze w zyciu bywa roznie, w mojej sytuacji rak piersi byl malym pikusiem, wycieli, chemii nie mialam, ani radioterapii, bo bylam slaba, no i mialam umrzec. Chorobe nieuleczalna mam ale wolno a nawet bardzo wolno sie posuwa. Trzy lata temu jeszcze jeden rak mnie dopadl, tym razem chemia bardzo powazna, bo bylo ich 6, kazda seria trwala 2 tygodnie, praktycznie spedzilam pol roku w szpitalu, po kazdej serii na tydzien do domu, myslalam ze koniec ze mna ale przezylam.
    U mnie juz pora na spanie, bo godz. 23 prawie, troche poczytam, dla mnie na smutki najlepsze sa Muminki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. marigold, ależ straszne przeżycia
      dobrze że jesteś!

      Usuń
    2. mari,
      poprawy nastroju jak najszybciej życzę z całego serca!

      Usuń
  17. Za pierwszym razem ...powiedzmy , że miałam czas na przygotowanie zanim padła diagnoza. Jakoś podskórnie czułam, że te bóle głowy, zawroty nie zwiastują niczego dobrego. Kiedy padła diagnoza - najpierw pomyślałam, że muszę zmienić lekarza, bo ten, który wróży mi tu kilka miesięcy chyba nie wie co mówi. Tak tez zrobiłam. Dalej poszło zadaniowo, choć miałam chwile, kiedy bywało ciężko. Ale ponieważ moja mama załamywała się jeszcze bardziej i mówiła wciąż o umieraniu przyjęłam postawę chojraka, żeby jakoś dodać jej odwagi i optymizmu.
    Za drugim razem było gorzej. Bo małe dziecko obok, bo tyle rzeczy do zobaczenia w jej życiu...na szczęście tu rokowania dobre, guz wcześnie wykryty, a ja wróciłam na właściwe tory - czyli czerpię tyle ile się da, póki mam na to czas.

    Dziękuję Rybko za to miejsce, za każde wsparcie, które tu otrzymałam i za nowe przyjaźnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no przy takich historiach jak ta i tam wyżej to czyję się, jakbym przeszła zapalenie wyrostka robaczkowego:pp

      Usuń
  18. No to ja się nie odezwę dzisiaj w temacie, bowiem pod latarnią najciemniej :pp
    Przeniosłam się tutaj od Chustki ( a do dzisiaj nie mam pojęcia jak tam trafiłam i dlaczego zostałam), ale właśnie dlatego, że jak dla mnie NIE jest to rakowy blog ( Rypka sorry :** ) Podobnie jak u Roksanny, którą podziwiam za to, że nie dała się zdominować i podporządkować gadowi i prowadzi normalne życie, nawet jeśli czasem musi poświęcić trochę czasu sk...nowi i sprawom z nim związanym. Tutaj równeż rak nie występuje w roli głównej, bo inaczej trudno byłoby żyć, zarówno tym które już miały z nim kontakt, jak i tym które dopiero mamy to przed sobą (statystyki są nieubłagalne)
    Kto chce, może tutaj znaleźć jakiś kawałek dla siebie, tak jak Iza napisała. Dla każdego pewnie usiąść przed monitorem oznacza coś innego ale jakkolwiek różnorodne to "coś" jest, pozwala nam się tutaj spotykać. Bo mam wrażenie, że mimo odległości i tego, jak bardzo się różnimy między sobą , to są prawdziwe spotkania ludzi (nooo, fariatek może)
    A Klarkowa Czytaczka z całą pewnością, jak tylko będzie chciała znajdzie tutaj całe pokłady pozytywnych przykładów, emocji i przede wszystkich życzliwych Osób, które przeszły już tę drogę.
    I bardzo fajne jest to, że jak temat nie pasuje to można tylko czytać, albo nawet i nie :P a jak pasuje i ma się nastrój to można sobie popisać, choćby w nocy jak wszyscy śpią ;) I można czasem wziąć krótki urlop a potem z chęcią wrócić.
    Mhmmm, fajnie tu jest :))
    ( i niektóre tutaj nawet na żywo rodzić będą niedługo ;))))) )

    To ja ajda ale chyba straciłam bezpowrotnie tożsamość,buuuuu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ups, nadal jestem sobą :))

      Usuń
    2. Będzie relacja na żywo;pp

      Usuń
    3. Nie,bo jeszcze nie posprzatalam! ;pp

      Usuń
    4. jak to nie czytać??!!!
      tych dwuch zdań na kszysz??!!:P

      Usuń
    5. No ale jakby się komuś zdarzyło kiedys zapomnieć przeczytać???;pp

      Usuń
    6. No to może ten ktoś w cionży akurat był? :pp

      Usuń
    7. Ajda,
      no i się kolejny raz wzruszyłam :***

      Usuń
  19. U mnie od diagnozy minie 3 lata w pazdzierniku. Bardzo duzo osob od samego poczatku mowilo mi, ze mam niesamowitego farta, bo moje cholerstwo bylo nieinwazyjne (DCIS). Ale czlowiek w momencie diagnozy slyszy jedynie "cancer" i wlasciwie po tym jednym slowie przestaje sluchac.. nie od razu powiedzialam mezowi (zawsze uwazalam sie za najwieksza silaczke w rodzinie ;)), mielismy zaplanowany wypad do rodziny, do NYC na weekend, nie chcialam go nikomu psuc.. pech chcial, ze 4 lata przed moja diagnoza odeszla na raka piersi nasza ukochana szwagierka - i wciaz byla to swieza rana, i w tym samym czasie walczyl z 4 stopniem zaawansowania raka jelita moj tesc, wiec to byl naprawde nie najlepszy moment na jakiekolwiek dodatkowe choroby w rodzinie.. ;) moja rodzina do tej pory nie wie. Siostra wie, ze mialam cos wycinanego z piersi, i tyle. Z rodziny meza wie jedynie pare osob. Ze znajomych pare osob. Chyba wolalam to przezywac intymnie.. ? A moze po prostu balam sie zobaczyc panike i wspolczucie w oczach innych..? Moze wydawalo mi sie, ze jesli ludzie wokol mnie ludzie nie beda na ten temat dyskutowac, to temat zniknie?

    Dosyc szybko sie pozbieralam, choc fakt, ze mialam moment rozkminiania sie nad tym, ile mi zostalo czasu. Doszlam do wniosku, ze zycie mialam fajne i nawet jesli szkoda, ze tak wczesnie przyjdzie mi sie z nim zegnac, to jednak nie mam czego zalowac. Dla mnie osobiscie pogodzenie sie z wizja smierci - niezaleznie od tego, ze absolutnie nie byla ona nieukniniona w tym konkretnym momencie - pomoglo mi sie 'zorganizowac', i podejsc do tego wlasnie zadaniowo. Poglebianie diagnostyki, rozwazanie opcji, operacja. Duzo grzebania w internecie, ale na fachowych stronach, oraz doglebne rozmowy z p. chirurg od piersi i onkologiem postawily mnie na nogi. Podlamala mnie troche wizja utraty piersi (moje DCIS malo dwa spore ogniska), bo zawsze z nich bylam dumna :p, ale ze mialam do wyboru kilka metod rekonstrukcji, to jakos sobie z tym poradzilam. Mentalnie. :)
    Mysle, ze czesto najgorsze przychodzi po zakonczeniu leczenia, ten pierwszy moment, kiedy pacjenta ogarnia panika, ze moze nie zrobil wszystkiego, co mozna bylo zrobic, ale wraz z uplywajacymi miesiacami, zycie wraca na dawne (choc jednak nowe) tory..

    Na poczatku pogodzilam sie z tym, ze nigdy nie bedzie mi dane byc mama. Dziekowalam za to, ze bede zyc. Nikt z nas nie wie, ile czasu nam zostalo, ale kiedy ocieramy sie o smierc, przy odrobinie szczescia, mozemy uswiadomic sobie wage kazdej danej nam chwili. :) Nigdy nie utracilam wiary w to, ze zycie jest piekne.

    Tak sie jakos stalo, ze mloda ma przyjsc na swiat praktycznie w 3 rocznice diagnozy.. brrr.. ;) Moze to ma byc symboliczne? :)

    Nie wiem, co bedzie za rok, dwa, 10 lat. Nikt z nas nie wie. I nie ma sensu skupiac sie na smierci, dopuki zyjemy.

    Ja do Rybki trafilam od Madzi, ale dlugo nie mialam pojecia, ze Rybka ma "przeszlosc", wiec podpisac sie moge pod tym, ze ten blog niekoniecznie jest blogiem rakowym.. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. yesoo, znowu mi esej wyszedl..

      Usuń
    2. Cala Ty ;)

      Buziaczki Słodziutkie :)

      Usuń
    3. Dzieki Carpe! :) Buziaki dla Was, dla blizniakow! Czekam na kolejny wpis na blogu, i na zdjecia, bo jestem pewna, ze znowu urosly! :)

      Usuń
    4. Wpisy są cały czas...tylko Żyrafka zagląda ;)

      Usuń
    5. Carpe, gdzie? Jest nowy blog? Mnie sie pokazuje ostatni wpis z 29.06..

      Usuń
    6. przepitraszam, też zaglondam!!
      i nie moja wina, że nie da sie podlinkowac z uaktualnianiem!!

      Kas:***





      Usuń
    7. Mam!! Znalzazlam! Nie odswieza sie zawartosc, trzeba z boku szukac nowych postow. Dlatego pewnie nie zagladamy! Tylko Zyrafka rozgryzla co i jak! :D

      Usuń
    8. Jest problem z linkami, ale wejść na stronę już można :)Izulko, Rybeńko przepraszam

      Usuń
    9. Kas, Twoje dziecko to jeszcze wiekszy cud niz zwykle!

      Usuń
    10. Bogusiu, tak, mala to cud nad cudy. :) :) :)

      Usuń
  20. cóż, zapominasz o osobach, które wspierały, choć nie miały raka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ok
      jutro post sponsorowany przez Luchę!

      Usuń
    2. i mnie na listę proszę wpisać. Szykuje post za pozwoleniem oczywiście pani Inżynier Gospodyni :)

      Usuń
    3. A proszę bardzo. Postów do zapełnienia u mnie nie zabraknie; ))

      Usuń
  21. Chyba nikt nie jest przygotowany na ewentualnosc raka. Dopiero pierwsze spotkanie wlasne lub w rodzinie oswaja powoli temat. Ja z powodu mamy zaczelam drazyc i trafilam do Chustki i tu. Nie pamietam, jak trafilam do Chustki. Czyzby od Klarki? Calkiem mozliwe, bo wpisy Klarki bywaly kiedys na onecie. W kazdym razie jestem tu ciagle, moze nie w pierwszym rzedzie, ale jestem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj jak w Wąchocku
      Wszyscy siedzą koło kierowcy; )

      Usuń
    2. Bogusia ja nie miałam linka do Chustki bo akurat wtedy całą swoją linkownię skasowałam, ale Chustka miała mnie,
      ja się u niej bardzo mało odzywałam bo tam panowały trolle a ja nawet do własnych nie mam sił

      Usuń
    3. No to juz nie wiem jak, ale wazne ze trafilam.

      Usuń
    4. I ja sie wtedy w ogole nie odzywalam.

      Usuń
    5. Nawet ja byłam milczonca!!

      Usuń
    6. Bogusiu, ja u Chustki tez się nie odzywałam; tutaj dłuższy czas też nie

      Usuń
  22. miauam dzisiaj śfietne bapskie spotkanie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie choruję na raka a moze po prostu jeszcze o tym nie wiem.
    Ale od października pracuje na onkologii i uczestniczę po części w tym procesie chorowania i leczenia i jestem pełna podziwu i szacunku dla tych chorych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja dla osób pracujących na onkologi. Duży szacunek mam, bo to specyficzna działka medycyny. Owszem, bywa że trafi się na kogoś bez empatii, a nawet zwykłej kultury, po prostu buca, a co gorsza niedouka, ale to rzadkość. Wszystkie pielęgniarki od "chemiczek" zawsze do rany przyłóż...

      Usuń
    2. Ja też takie spotkałam tylko

      Usuń
  24. U mnie burza, a myślałam, że OM przesuwa jakieś meble na dole, aż się zerwałam gubiąc klapki, że demoluje mi salon ;D Zaznaczę na swoje usprawiedliwienie pomroczności jasnej, że mam spuszczone żaluzje zewnętrzne, żeby mi słońce po oczach nie dawało ;p straciłam rachubę czasu przy WAS :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie krabonszcze przegonily z dworu!!!😠
      A przecież juz ich jakiś czas nie widziałam 😱

      Usuń
    2. może sie rozmnażały??:pp

      Usuń
    3. Nie wiem :pp
      Ale jak ja ich nie cierpię!!!!

      Usuń
  25. wiecie co
    przeczytałam sobie komentarze i łza mi się polała....

    chciałabym was wszystkie przytulić albo co...

    mam nadzieję, że dominika zaczerpnie z tego źródła miłosci...


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to "albo co" mnię intryguje :PP

      Usuń
  26. To ja tutaj troszkę popiszę, póki fszystkie śpią
    bo ubrałam rożową sukienkę i muszę zobaczyć czy widać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze tylko jeden wpis

      Usuń
    2. ruszowa musi być piękna :)

      Usuń
    3. O! nie myślałam, że o tej porze można jeszcze kogoś spotkać....i to nie byle KOGO :))
      Lucha.prawda ruszowa w dużym rozmiarze to jezd to :PP
      Futi, tyle wystarczy :)

      Usuń
  27. Cześć,

    Jesteśmy tu po raz kolejny, aby kupić nerki dla naszych pacjentów i zgodzili się zapłacić dobrą sumę pieniędzy każdemu, kto chce ofiarować nerki, aby je uratować i tak Jeśli jesteś zainteresowany byciem dawcą lub chcesz uratować Życie, musisz napisać do nas na e-mailu poniżej.

    Jest to okazja, aby być bogatym w porządku, zapewniamy i gwarantujemy 100% bezpieczną transakcję z nami, wszystko odbywa się zgodnie z prawem nakłaniającym dawców nerek.
    Więc marnuj więcej czasu, uprzejmie napisz do nas na irruaspecialisthospital20@gmail.com

    Irrua Specialist Teaching Hospital.

    OdpowiedzUsuń