środa, 5 kwietnia 2017

no raczej


WARTO PRZECZYTAĆ CAŁOŚĆ 
PISZE MARZENA ERM

o chorobie i o życiu po chorobie

przytoczę kilka zdań

są w kontrze do dominującego ostatnio w mediach słodko pierdzącego  obrazu chorego na raka i życia po raku



"Mam takie przeczucie obserwując siebie i innych znajomych po nowotworze, że wszyscy wracamy na stare tory, ale jest taka tendencja w nas, żeby przekazywać te pozytywne wibracje, bohaterstwo. Myślę sobie, że to jest pewnego rodzaju nacisk, presja na tych, którzy byli chorzy i wyzdrowieli: przekaż innym dobrą energię. I choć my nie do końca mamy tę dobrą energię, to staramy się iluzorycznie ją tworzyć. Bo ogromna ilość lęku, to jest coś, z czym przede wszystkim borykam się od czasu choroby. Takiego lęku egzystencjalnego, strachu o swoje zdrowie"



" wiele osób po raku mówi: „Było ciężko, ale…” i tu zaczyna się litania, jak jest cudownie i co pozytywnego z choroby się wyniosło. Kiedyś, jak taką litanie strzeliłam koledze, to powiedział, że kurde trochę mi chyba nawet zazdrości. Tak miałam optykę skierowaną na pozytywy choroby, że to brzmiało, jakbym miała jakiś przywilej, a nie ciężar."


 "mówienie tylko o tym, co dobre, żeby ludzie nie bali się choroby, też jest krzywdzące. To powoduje drugi jakiś skrajny problem, który polega na tym, że chorzy, którzy przeżywają swoje lęki i załamania nagle czują się okropnie w tych swoich uczuciach osamotnieni"


ano właśnie...




85 komentarzy:

  1. Dzień dobry :)

    \o/?\o/?
    ]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*
    {_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>
    \~/*
    |_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?
    (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)?
    [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_]
    )_(" )_(" )_(" )_(" )_(" )_("
    [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_]
    (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. herbatka paracelsus:P

      Usuń
    2. a ja po staremu kawe s sreczkiem i cukierem :)

      Usuń
    3. Lubie koper włoski
      Czesto go sobie popjam..tak poprostu

      Usuń
    4. Ja też tak jak Margo lubię koper włoski popijac :)

      Usuń
    5. jak można lubic koper a czystka nie!!!!!!

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Niektórym mądrość przychodzi wcześnie

      Usuń
    2. mnie wręcz przeraża jej dojrzałosć...

      Usuń
  3. Dobry tekst, bo prawdziwy.
    I mocny, bo prawdziwy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. daje do myślenia
      ale to chyba z każdą chorobą, po każdej chorobie? choć nie każda tak ciężka..

      Usuń
    2. na pewno można to rozszerzyć na inne choroby
      rak ma to do siebie, że większość ludzi na niego umiera, stąd taka "wyjątkowość"

      Usuń
  4. ale co tam rak, ludzie maja większe problemy zdrowotne,
    szczególnie jak im szare komórki zanikają..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorzej jak tego nie widzą

      Usuń
    2. to beznadziejne przypadki, nie rokują dobrze ;)

      Usuń
    3. A co raz wiecej takich...

      Usuń
  5. Bardzo mądrze i prawdziwie. Mi ciągle towarzyszy strach. Ostatnio pogorszyly mi się wyniki więc ten strach jest spotengowany. A jak słyszę będzie dobrze to aż mnie... A w telewizji bombarduja nas info ze komuś się udało, pionierskie operacje, terapie... A potem cud miód. A ja myślę że mojej mamie się nie udało, babci i dziadkowi się nie udało i cioci też nie. I tak krążą myśli. Pozdrawiam was:-* fajnie że o tym napisalas:-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaaa
      bardzo dobry komentarz
      bo ci "zdrowi" widzą to i myslą sobie - o co to halo z tym całym rakiem, przecież ludzie wygrywają, potem wchodzą na wysokie góry a terapii przybywa z każdym dniem
      i jak się zestresowany chory poskarży, że śmie się bać, to nie spotyka się ze zrozumieniem, tylko z tym wrukwiającym BADZIE DOBRZE
      bedziejak będzie

      Roksa, bardzo się pogorszyły?

      Usuń
    2. Na tyle, że chcą tomograf robic. 7 lat po operacji. Ale markery nie podwyższone. Więc smie twierdzić ze to nic co mnie najbardziej przeraza . Ale to tylko ja mogę twierdzić a nie ci którym się wydaje. Lubię Ciebie i twoje będzie jak będzie.

      Usuń
    3. zarumnieniuam się:)

      moja znajoma też ostatnio przeżywała horror, że oto wznowa, na usg coś się lekarzowi nie spodobało, na szczęście biopsja wykazała NIC
      czego i Tobie życzę:*

      Usuń
    4. :-*
      Mam przyjaciolke ktora bardzo kocham i jest mi bliska. Jest dobra i cudowna. Ale za każdym razem mówi nic się nie stanie,będzie dobrze. I tym razem poprostu jej nie powiedziałam o wynikach. Dowiedziała się dopiero po fakcie. Bo chce mieć prawo do strachu, płaczu i niepewności. I wiecie rzygam słowami będzie dobrze. Ale ciężko mi tłumaczyć to tym którzy nie doświadczają takich emocji. Dlatego dobrze mi tu z wami.

      Usuń
    5. Moja najlepsza przyjaciółka zachorowała na raka kilka lat przede mną. Jak ja zapadłam na tę chorobę to powiedziała znamienne zdanie - teraz w końcu będziesz mnie rozumiała.
      A też kochamy się od 35 lat bezgranicznie

      Usuń
    6. Roksa!Moce na dobre wyniki!

      Usuń
    7. Roksa trzymam kciuki na wyniki...i łączę się z Tobą. Babka znowu wymacała mi coś w cycku, ale na razie tłucze mi się to tylko z tyłu głowy, nie pozwalam tej myśli mnie zdominować. Przynajmniej do czasu badania.

      Usuń
    8. Roksa trzyma kciuki za dobre wyniki!
      Lailus jestem z Toba:***

      Usuń
    9. Dziewczyneczki moje:-*
      Laila informuj co z tym czymś w cycuszku. I wspieram.

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    11. Laila serduchem z Tobą

      Usuń
    12. Dzięki! :*
      Dam znać jak coś będę wiedziała. Póki co zakładam tylko dobre scenariusze :)

      Usuń
    13. Roksa, Laila, dziewczyny kochane, MOCE dla Was i dobra energia! :**

      Usuń
  6. Cholera, jestem na etapie, że choroba tyle mi dała... :/ Ale równocześnie gadam o tym, że bywa ciężko. Myślę, że też dużo zależy od psychiki drugiego chorego. Jednemu powiesz, że jest ciężko, że chemia, wymioty, operacja ale że można dać radę. I nawet jak wyjesz ze strachu to przychodzą lepsze dni. I on sie nastawi na walkę i będzie czuł, że jest to do przejścia. Innemu tylko powiesz, że może wymiotowac po zmianie chemii a jego psychika przyjmie to tak, że organizm da objawy somatyczne jak przy ciężkiej reakcji alergicznej (czego byłam świadkiem).
    A dlaczego lepiej gadać o pozytywach? Żeby nie słuchać tego idiotycznego: dasz radę, jestes mloda masz zyc dla dzieci, musisz miec pozytywnie nastawiona. Wiec myślę też, że my, chorzy, przyjmujemy role jakich od nas oczekuje zdrowa część spoleczenstwa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo chyba w ogóle przyjmujemy role jakich od nas oczekuje społeczeństwo...

      Są różne sytuacje i reakcje. I nie można przyklaskiwać tylko jednemu schematowi.

      Mi choroba też dużo dała i wiem o tym. Ale wiem też i będę głosić- rak to zło.

      Usuń
    2. Rola dzielnej pacjentki onkologii nie jest moją wymarzoną. Wolałam starą. Ale co zrobić... Gdyby dał nawet gwiazdkę z nieba - zawsze będzie złem.

      Usuń
    3. Zwłaszcza że pacjentem onkologicznym jest się do końca życia. Ma się wzloty i upadki. I głupotą jest nie zwracanie uwagi na swoje zdrowie. Bo wizja powrotu choroby nie jest wymyślona. Zdarza się i to nie tak rzadko jakbyśmy chcieli

      Usuń
    4. I wytłumacz to tym, którzy uważają, że po operacji jest już wszystko ok. I Twoja psychika też cudownie zdrowieje...

      Usuń
    5. oni tak bardzo sami chcą w to wierzyć, że nie wytłumaczysz
      i wtedy kontakt z ludźmi którzy rozumieją co czujesz, jest bezcenny!

      Usuń
  7. A wiecie co? Mi się wydaje, że powiedzenie BĘDZIE DOBRZE jest nadużywanie właśnie przez strach. Osoby chore nie lubią tego a osoby zdrowe będące przy pacjencie, nie tylko onkologicznym, ale w różnych trudnych życiowych sytuacjach, mówią tak, bo się boją. Bo nie potrafią nic innego powiedzieć! Bo nie wiedzą jak dotrzeć do tego cierpiącego człowieka. To zdanie, to okazanie niemocy.
    Myślę, że w wielu przypadkach to zderzenie potrzeb chorego z chęciami otoczenia, to zwykły brak komunikacji.
    Roksa, może warto powiedzieć przyjaciółce czego oczekujesz?
    Czasami warto to wykrzyczeć!
    I pamiętajcie moje kochane, że często osoby obok też cierpią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mam wątpliwości, że to często wynika ze strachu
      i tym bardziej wiem, że bliscy cierpią
      ale chory w momencie choroby musi się masakrycznie skoncentrować na sobie, nie ma siły do pocieszania, uczenia, wyjaśniania

      Usuń
    2. i jeszcze jedno - tej całej mądrości nabiera się z czasem a nie na początku choroby, na początku wszystko jest dziwne
      i nowe, gdzieś dzięki kontaktom z innymi chorymi człowiek sobie wszystko jakoś w głowie ustawia
      i mimo wielkiego wsparcia mojej rodziny najpierw ze stresu rakowego zwierzę się jednej czy drugiej rakowej przyjaciółce
      i od nich nei słysze "będzie dobrze"

      Usuń
    3. "Bedzie dobrze" to dwa slowa za ktore jestem gotowa zabic, a przynajmniej przegryzc tetnice:)) Co to znaczy "dobrze"? Ten co umarl tez ma juz dobrze.
      Moim zdaniem to takie bezmyslne gadanie tylko po to zeby cos powiedziec, a milczenie jak sie nie ma nic madrego do powiedzienia jest bezcenne.

      Usuń
    4. Ja lubie slyszec "bedzie dobrze" od lekarza. :D

      Usuń
    5. Ja już o tym będzie dobrze pisałam tu nie raz i nie dwa. Kto rakowy ten wie, że te słowa zamykają rozmowę i nie przynoszą żadnej ulgi,ani nie niosą nadziei,
      a kto obok, ten wdraża magiczne myślenie życzeniowe, chce jak najlepiej, chce pocieszyć chorego i siebie...
      Wielokrotnie tu już pisałyśmy, że zamiast mówić będzie dobrze, lepiej jest zapytać: jak mogę pomóc?, zapewnić, że się będzie towarzyszyć, sprawić, że chory poczuje się nieco bezpieczniej.

      Usuń
  8. Czy to znaczy, ze nawet jak czlowiek nie ma na co narzekac to jednak powinien, bo przeciez byl chory?
    Bylismy w polskiej dzielnicy tydzien temu i spotkalam tam dawna znajoma, ktora na moj widok powiedziala "jak ty dobrze, wygladasz, a przeciez taka jestes schorowana".
    Dziwie sie, ze jej nie uszkodzilam a tylko wyjasnilam, ze owszem schorowana to ja bylam poltora roku temu, teraz juz nie i wygladam tak jak wygladam.
    Nie rozumiem tego, po prostu nie rozumiem.
    Czy ktos kto chorowal na raka to musi to nosic jak kiecke na sobie juz do konca zycia i nawet jak mu nic nie jest to ma sie bez konca egzaltowac faktem ze kiedys byl chory?
    A co to za zycie w takim przypadku? gdzie radosc i wartosc zycia?
    Jak trzeba to jezdze na badania kontrolne, wlasnie wczoraj bylam, ale nie robie z tego wydarzenia, bo po prostu uwazam, ze to nie jest zadne wydarzenie.
    W sumie kazdy kto kiedys chorowal na raka juz do konca zycia musi byc konrtolowany. Taka regula i nic poza tym.
    Jedziesz, badasz sie i zycie toczy sie dalej.
    Jak wyniki wykaza ze cos sie znow pojawilo na horyzoncie to znow zaczynasz leczenie, chyba, ze uznasz, ze juz nie warto.
    Zawsze mnie zastanawia ten "strach" i tak sobie mysle, a jak zyja ludzie, ktorzy w przyszlosci gina w wypadku samochodowym czy lotniczym? Czy boja sie samochodow i samolotow wczesniej? Tak na wyrost?
    Chyba nie.
    Wiec dlaczego ja mialabym sie bac i tym maltretowac?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiedziałam:)))

      człowiek powinien miec prawo do wyrażania swoich emocji
      Ty Star masz takie, jak opisałaś
      ale nie możesz implantować tego w innych
      każdy człowiek jest inny, nie można sobie pewnych spraw narzucić
      zazdroszczę Ci tego braku strachu przy badaniach, większość z nas jednak nie jest go pozbawiona, jedni boją się mniej inni panicznie, ja średnio chyba, mój rozum wie jedno, ale nie udaje mi się do końca nad tym zapanować

      nie mżna narzucić innym swojej osobowości, podejścia do zycia

      Usuń
    2. Wcale nie oczekuje, zeby inni byli tacy jak ja, tylko z drugiej strony nie lubie jak inni rozszerzaja swoj strach rowniez na mnie.
      Wiem nie powinnam sie w ogole odzywac, bo jestem inna.

      Usuń
    3. dlaczego uważasz, że nie powinnaś?
      Właśnie ten post jest o tym, że każdy ma prawo do swoich odczuć
      nie tych oczekiwanych przez innych, tylko tych swoich , prawdziwych

      Usuń
    4. a co rozumiesz przez rozszerzanie strachu na Ciebie?

      Usuń
    5. Prosze bardzo, to cytat z Twojego cytatu tego co napisala Marzena:
      "Mam takie przeczucie obserwując siebie i innych znajomych po nowotworze, że wszyscy wracamy na stare tory, ale jest taka tendencja w nas, żeby przekazywać te pozytywne wibracje, bohaterstwo. Myślę sobie, że to jest pewnego rodzaju nacisk, presja na tych, którzy byli chorzy i wyzdrowieli: przekaż innym dobrą energię. I choć my nie do końca mamy tę dobrą energię, to staramy się iluzorycznie ją tworzyć. Bo ogromna ilość lęku, to jest coś, z czym przede wszystkim borykam się od czasu choroby. Takiego lęku egzystencjalnego, strachu o swoje zdrowie"

      Ja sie wlasnie z tym nie zgadzam, to jest moim zdaniem rozszerzanie wlasnych lekow na wszystkich, ktorzy chorowali na raka.
      Przede wszystkim uwazam, ze w fakcie, ze mi sie udalo nie ma zadnego bohaterstwa, bo i jak mozna mowic o bohaterstwie jesli w czasie choroby sra sie w pieluche? Ale tez nie musze tej pieluchy nosic na ramieniu jak oznaki zwyciestwa.
      Myslac logicznie "lek egzystencjalny i strach o swoje zdrowie powinien towarzyszyc wszystkim ktorzy sie urodzili, bo wiadomo, ze skoro sie czlowiek urodzil to musi umrzec a po drodze moze tez powaznie zachorowac.
      Byloby wszystko fajnie gdyby osoba piszaca podkreslila, ze sa to jej subiektywne odczucia, natomiast jak sie pisze w imieniu rzeszy ludzi, ktorym sie udalo wyzdrowiec to nalezy wziac pod uwage, ze nie kazdy tak ma.
      A dlaczego uwazam, ze nie powinnam komentowac na takie tematy? Bo wlasnie zawsze sie konczy tym, ze jestem wielbladem:)))
      I wiele osob mysli, ze ja sie tu kreuje na jakas bohaterke co to sie "kulom nie klania" a to wcale tak nie jest.
      Ja po prostu uwazam, ze jak jest czas choroby to sie choruje z cala gama urokow chorowania, ale jak juz to minie to nie ma potrzeby do tego wracac, przynajmniej dopoki taka potrzeba nie pojawi sie na horyzoncie.

      Usuń
    6. Star, bo ty jestes wielbladem! :D I oczywiscie byloby super, gdybysmy wszyscy potrafili byc wielbladami. Bo takie podejscie do choroby, leczenia, i zycia po, jest po prostu zdrowe. Racjonalne, praktyczne..
      Ale ja uwazam, ze mimo to, ze nie wszyscy, to jednak wiekszosc przechodzi to tak i podchodzi do tego tak, jak Marzena to opisala. Ja rowniez nie uwazam, ze samo przejscie leczenia to bohaterstwo. Wyjscie na prosta - emocjonalnie po leczeniu - to to, co ludzie, mysle, nazywaja bohaterstwem. Bycie ze soba i z zyciem szczesliwym i beztroskim (do granic, oczywiscie) po takiej traumie - ludzie postrzegaja za bohaterstwo. Przynajmnie ja to tak widze.. nie odpowiada mi to. Nie jest to dla mnie realne. Ale ludzie postronni, ktorzy nie chorowali, nie maja innego pojecia.. i ci, ktorzy chorowali, czasem wpadaja w ten wir bohaterstwa.. ;) Marzena mysli, ze to presja chorych, a mnie sie wydaje, ze to presja zdrowych..
      Ja w ten wir nie wpadlam. Ale Marzena tez zapewne odczuwa to inaczej, bo o jej chorobie czytaly miliony ludzi..

      Usuń
    7. no tak, teraz rozumiem
      oczywiście jest to uogólnienie, ale jak pisze też Kas - dotyczy one większości chorych. czy to dobrze czy to źle?
      nie ma znaczenia, tak jest i wątpię, żeby wielbłądów przybywało

      Usuń
    8. Kas, dzieki za Twoj komentarz. Ja przez caly czas unikalam jak ognia wszelkich dostepnych zrodel informacji na temat choroby, tak internetu jak i opowiesci innych chorych. Moim zrodlem byli lekarze i nikt wiecej. Nie wiem czy pamietasz, ale o samej chorobie tez napisalam dopiero cos ok. 3-4 miesiace pozniej. I wcale nie dlatego (jak to mimo wszystko niektorzy odebrali) ze sie wstydzilam, nie chcialam przyznac, czy tez balam reakcji. Nie, dla mnie to bylo kolejne zrodlo informacji, bo wiadomo, chory pisze inni bloguja. I oczywiscie mimo moich prosb o nie doradzanie, ktore zostaly w pelni uszanowane przy pierwszej notce to juz kilka notek pozniej sie zaczelo. "jednej pani pomoglo..." "komus wlosy wyrosly po oleju lnianym, ale ten olej musi byc tylko z POlski":)) Oczywiscie musialam tupnac noga, bo tupac to ja akurat potrafie.
      Ja sie od poczatku nie poddawalam presji ani chorych ani zdrowych i tak trzymam. Kazdy z nas jest inny, kazdy przechodzi nawet te sama chorobe inaczej, wiec po kiego licha bic piane? tylko po to zeby sie dolowac, albo wygorowac sobie oczekiwania? Nic innego sie nie osiagnie, a jak podchodzilam do tego sama bez zadnego wsparcia poza najlbizsza rodzina to radzilam sobie doskonale. Moim zdaniem wszelkie opowiesci "babci gaski" czyli innych, ktorzy doswiadczyli choroby sami, co jeszcze nie jest najgorsze bo duzo gorsi sa ci co to wiedza od pradziadka, sasiadki stryjecznego brata. To wszystko zapada czlowiekowi w podswiadomosci i przeszkadza, przynajmniej na pewno przeszkadza takiej osobie jak ja.
      No i jestem wielbladem:))) I wiesz, bardzo mnie to cieszy, bo calkiem przyjemnie mi sie zyje w skorze wielblada:)))

      Usuń
  9. Ja Marzene doskonale rozumiem. Pamietam dokladnie etapy leczenia. Strach i chaos na poczatku, i mimo korzystnej diagnozy, przygotowywanie sie emocjonalnie na wszystko (lacznie z tym, jak ma wygladac moj pogrzeb ;)). Mnie to osobiscie uspokoilo. Zal mi bylo ludzi, ktorzy by mnie przezyli, ale fakt, ze oswoilam smierc, pozwolila mi do leczenia podejsc pragmatycznie.
    Pozniej po operacjach i dojsciu do siebie (wyleczeniu) byl stan euforii, zachwycenie sie zyciem i kazda mala rzecza, docenianie ludzi (tych moich) i wszystkiego dookola. Zmiana nastawienia, zmiana pracy.
    I byloby super, gdyby ten stan trwal. ;) Ale nie trwa. Nie mowie, ze dla wszystkich, ale wydaje mi sie, ze wiekszosc jednak wraca do normalnosci, rutyny, rachunkow, wychowania dzieci, sprzatania, pracy, itp. I to jest tez, po czesci, dobre. Bo znaczy, ze zycie trwa, nawet jesli przezyjemy traume, to wraca na dawne tory, bo czlowiek to jednak silna bestia. I nie znaczy to, ze jest dokladnie tak samo, jak przed choroba. Mysle, ze kazdego to zmienia. W mniejszy lub wiekszy sposob. Cos jednak wiekszosc z nas stracila, i to sie juz nie zmieni. I strach, u mnie rowniez, pozostal. Absolutnie nie w tym samym natezeniu, i oczywiscie nie ma go na codzien. Ale faktycznie przy kontrolach jest zawsze. Niezaleznie od tego, jak nad tym pracuje.

    Rowniez nie znosilam, jak mi ludzie powtarzali, ze bedzie dobrze. Ale sama sobie to powtarzalam dziesiatki razy dziennie. Nie znosze, kiedy ludzie sie nade mna lituja, i dlatego malo kto o chorobie wiedzial.
    Na mnie osobiscie najlepiej dziala podejscie praktyczne. Nie potrzebuje glaskania, ale praktycznej wiedzy. Co to jest, jak to sie leczy, jak bedzie wygladac operacja, i po, jak o siebie dbac, itp. To mi pomaga sie zmobilizowac. Natomiast nie mozna zapomniec o pozytywach. Bo nie jest tak, ze ich nie ma. Bo zyjemy w czasach, w ktorych nawet ze srakiem mozna sobie poradzic. Bo po leczeniu wciaz mozna sie cieszyc z zycia. Bo faktycznie choroba moze uswiadomic nam, co nam w zyciu umyka, i pewne rzeczy zmienic na lepsze.
    Ja mysle, ze w rozmowach z innymi chorymi trzeba po prostu byc szczerym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kaś za ten komentarz: )

      Usuń
    2. Dzieki jeszcze raz Kas:) Wlasnie o to praktyczne podejscie chodzi i widze, ze podobnie jak ja tez wolalas sie z tym rozprawic sama.
      Ja tez pierwsze co zrobilam to sie pogodzilam ze smiercia, oczywiscie, ze najgorszy w tym wszystkim jest strach o najblizszych ale nie o mnie sama.
      Czyli jednak rozumiesz wielblady a nawet masz z nimi wspolne cechy:))))

      Usuń
    3. Kas podpisuję się pod tym co powiedziałaś. Lubię praktyczne rady i od Ciebie dostałam ich mnóstwo. Musiałam unikać tego tematu np w kontakcie z moją mamą, bo ona całkowicie się rozklejała ściągając mnie w dół, a ja raczej z tych co szukają możliwości, a potem wprowadzają je w czyn.

      Jasne, że każdy wraca do takiego "szarego" życia, ale jego wymiar będzie już inny. Każde doświadczenie nas zmienia, to również. Niektórych wzmocni, innych emocjonalnie zabije.
      A strach zawsze gdzieś tam będzie w tle, byle nie dać mu się zdominować.

      Usuń
  10. a ja przy takich tematach czuję się bezradna ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolę bezradność niż klepanie po plecach i mówienie że z rakiem się wygrywa

      Usuń
    2. czasem nie trzeba nic mówić, nie trzeba nawet rozumieć, wystarczy być :)

      Usuń
  11. Kiedy rozmawiałam z podopiecznymi, co załatwiłam i co mogę dla nich postarać się zrobić, to mówiłam z mojego poczucia odpowiedzialności i możliwości pomocy. Do każdej osoby ( czy to zdrowej czy chorej, ze srakiem czy bez a nawet po sraku) wszystkich Ludzi - staram się odbierać i przyjmować indywidualnie. Kiedyś pomagałam mamie ciężko chorego dziecka.Po wielu leczeniach,trafił także pod moje skrzydła.Wszystko załatwione, pieniądze,klinika i opinia lekarska. Takiej Nadziei podpisanej przez Specjalistę jeszcze w życiu na papierku nie dostałam.
    I co??? Błagałam, prosiłam i nic ...Kiedy usłyszałam od tej Mamy cytat :,,- mi się już nie chce " to ...zawalił się mój świat. Chłopiec zmarł, w męczarniach a z tej terapii skorzystały jeszcze inne dzieci.
    Wiem, że każdy boi się, czy obawia choroby. Niektórzy potrzebują współczucia, inni kopa w dupę, inni normalności. Ja zawsze się bałam i boje o Nich do dziś. Choć niektórzy są zdrowi to moja trauma pozostała. Nie mieszam się w ich prywatność i życie PO. Jednak ta cześć Mnie z wtedy, tkwi przy każdym z moich podopiecznych i ich bliskich. Wszyscy niby jesteśmy tacy sami, ale jak bardzo rożni. Ja nauczyłam się Słuchać i nie wyrywać z emocjami do przodu. I nawet w tak trudnych chwilach jak decyzja tej Mamy, która już nie chciała / Mogla walczyć o swego synka - na dzień dzisiejszy nie jest już w mych myślach ,,krytykowana" .Każdy z nas odpowiada za swoje wnętrze, swoje życie i zmiany się w nim pojawiające. Jakie Ono będzie zależy od sytuacji, spotykanych ludzi,trochę szczęścia i możliwości. Jednak zauważyłam, że odzyskane życie staje się dla innych wielką Inspiracją. Bo RAZEM można odczuwać, ale na rożnych poziomach się znajdować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piekna wypowiedz Carpe, dziekuje:)

      Usuń
    2. To ja WAM DZIĘKUJĘ, bez Was nie byłoby mnie TU ;)

      Usuń
    3. Carpe, po raz kolejny pieknie ujawniłaś swoje mysli:*

      Usuń
  12. Dziś na wymuszonym bylo dużo niewymuszonych dobrych emocji. Kazda z nas ma swoją historię i swoje demony. Dziękuję wam za wiele mądrych słów. Każdej z osobna również bo kilka cennych rad, uwag i opinii sobie zapozyczam:-) a moje ulubione zdanie na dzis: będzie jak będzie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba to pozostałość z cytatu z filmu "stulatek który wyskoczył przez okno i zniknął"

      Brzmiał: życie jest jakie jest a będzie jakie będzie

      Bardzo mi się podoba

      Rosja
      Bo ja mam wspaniałych czytaczy:)))

      Usuń
    2. nie Rosja, ale Roksa:pppp

      Usuń
    3. Rybka, Stulatek... to też książka. Fajniejsza od filmu. Dwa razy dzisiaj napisałam komentarz, dwa razy coś nacisnęłam i mi zeżarło, więc więcej nie piszę...

      Usuń
    4. No fakt. Ale nie czytałam. A film bardzo fajny

      Usuń