poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Mogła żyć!!!!


młoda dziewczyna
z wyższym wykształceniem
przed 40
w domu super dzieciak
w pracy sukces za sukcesem
znajduje w piersi guza jakiś rok temu
w rodzinie rak piersi przewija się w każdym pokoleniu - wcale nie tragicznie, bo wcześnie wykryty sprawia, że siostra nawet bez chemii żyje kilkanaście lat

ale ona
robi z tym NIC!!!!
lekarze to durnie a mammografia zabija!!
pije ziółka, leczy się u znachora..

czy muszę dodawać jak kończy się ta historia???

nie bądźcie samobójczyniami dziewczyny!!!!

BADAJCIE SIĘ!!

MOŻNA ŻYĆ!!!



149 komentarzy:

  1. Dzień dobry :)

    \o/?\o/?
    ]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*]_[*
    {_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>{_}>
    \~/*
    |_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?|_|?
    (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)?
    [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_]
    )_(" )_(" )_(" )_(" )_(" )_("
    [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_] [_]
    (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)? (_)?

    OdpowiedzUsuń
  2. Święte słowa!
    Badajcie się i korzystajcie ze zdobyczy medycyny!!!
    Leczcie się u specjalistów! Można żyć! Jestem tego żywym przykładem już ponad 14 lat!

    OdpowiedzUsuń
  3. A moze ona wcale nie chciala zyc?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miała cudownego synka.
      Trudno byłoby mi w to uwierzyć...
      Ale ludzie są różni..

      Usuń
    2. Nikt z nas nie siedzi u drugiego w psychice, sa ludzie, ktorym bardziej zalezy na komforcie zycia niz na samym zyciu za wszelka cene. Nie zapominaj, ze terapie onkologiczne bardziej wykanczaja od samego nowotworu, nie kazdy chce sie im poddawac.
      Sama nie wiem...

      Usuń
    3. Sam nowotwór wykańcza na śmierć. Terapia jest trudna. Ale daje szansę na życie. Na co World żywych dowodów wokół.
      A ona chyba jednak po prostu nie ufała medycynie

      Usuń
    4. Moja mama nie miała leczenia onkologicznego. Cierpiała pod koniec bardzo. Nie mogła chodzić. Jeść. Ja w czasie chemioterapii czułam się o wiele lepiej!

      Usuń
    5. czytam zawsze od końca, wiec teraz dotarłam tu.
      To mógł być faktycznie stan bezsensu życia. Chodziła jak robot, a nagle... bach.
      Ale co my tam wiemy jak było naprawdę

      Usuń
    6. ale sorry... z tym ze terapie bardziej wykańczaja od nowotworu to juz chyba pojechałaś...
      życie wykańcza,
      jedzenie wykańcza, picie wykańcza,
      wszyscy zmierzamy ko skończoności.
      Gdybym sie nei leczyła na bank już bym dziś nie pisała tego komentarza i mimo różnych efektów PO, z którymi trzeba sie nauczyć żyć.. ŻYJĘ!

      Usuń
    7. No dobra, pojechalam. Nie "bardziej", ale bardzo.

      Usuń
    8. Rybko, dziecko nie dla każdego jest jakąkolwiek motywacją. Każdy ma też własne zycie.

      Usuń
    9. repo, wiem
      ale tu chodziło raczej o niechęć do leczenia, nieufność do lekarzy:(

      Usuń
    10. Rypko ale może nie zawsze głośno mówi się to, co rzeczywiście w środku siedzi. Można się bać, że prawdziwych obaw to już nikt by nie zrozumiał. Każdy jest inny-dlatego czapka z głowy dla tych naprawdę tolerancyjnych, bo to oznacza że akceptuję czyjąś zupełnie inną inność.
      Od dazu dodaję,że nie ja nie uważam się za tolerancyjną ;))
      I miłego dnia, bez kataru,kaszlu i takich tam :PP

      Usuń
    11. może masz rację ajda
      ale mnie jakoś boli i mam wielką niezgodę na brak poczucia odpowiedzialności za drugiego człowieka, za dziecko!!!
      Tu mam szalenie słabą tolerancję

      Usuń
    12. aleeeee
      skoro chodziła do znachora to znaczy że CHCIAŁA się leczyć!

      Usuń
  4. I tu zgodzę się z Panterką. Może dziewczyna nie chciała tej walki, strachu, niepewności ?! W lutym byłam na pogrzebie koleżanki, która popełniła samobójstwo po diagnozie, że ma raka płuc... Szanuję jej wybór i nie krytykuję. Rozumiem jej decyzję. Każdy z nas ma prawo do SWOICH wyborów, a to że ja tak uważam w danej sprawie nie upoważnia mnie do narzucania swojego stanowiska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To powiedz to temu dziecku. To jest nowotwór z którym można wygrać. Nie wyobrażam sobie żebym nie spróbowała walczyć. Dla moich dzieci!
      Ona nawet nie sprawdziła jakie ma szanse!!

      Usuń
    2. diagnoza półtora roku temu dużego guza raka płuc w rodzinie, nieoperacyjny. Póki co człowiek jest.
      Czy każdy dany miesiąc, rok dla małego dziecka nie jest zbawieniem gdy ma rodzica?
      To po co w ogóle żyła, dziecko rodziła skoro i tak kiedyś umrze?

      Usuń
    3. Rybko i Osso wy podjęłybyście taką, kobieta podjęła taką jaką podjęła. Nie wchodzę w niczyje kompetencje, nikomu niczego nie muszę mówić. To była decyzja tej kobiety. Ja jej nie komentuje, nie krytykuję, nie oceniam. Miała prawo do podjęcia takiej decyzji. Co do zbawienia w kwestii miesiąca, roku życia też się nie wypowiadam.

      Usuń
    4. nie zgadzam się
      między innymi po to prowadzę bloga, żeby przedstawiać mój punkt widzenia
      promowac badania profilaktyczne
      udowadniać, że chemia nie zabija
      że można raka pokonać
      ale nie wlewami z siedmiu witamin świata
      nie wizytami u znachora
      dlatego będę piętnować takie zachowania oszołomionych osób, sorry
      tu chodzi o zycie

      Usuń
    5. Tu chdzi bardziej o ŚWIDOMOŚĆ i Myslenie
      chodziła do znachora= chciała się leczyć
      leczyla się...
      ziółkami

      Usuń
  5. Muszę niedługi iść się zabić mammografią..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hłe codziennie trochę się zabijamy

      Usuń
    2. ja myślałam, że od wczoraj się zabiję, taki horror mi koleżanka zafundowała;pp

      Usuń
  6. No niestety...koleżanka z pracy, przed 40, samotna matka z córką bez żyjącej rodziny, ma kilkucentymetrowego guza, który cały czas rośnie, Nie idzie na biopsję, bo po niej rak sie rozprzestrzenia, nie idzie an chemię, bo chemia ją zabije. W tej chwili jest na 40- dniowej głodówce. Pokazałam jej film o Magdzie Prokopowicz, jedyny wniosek jaki wyciągnęła; no widzisz, magda też najpierw leczyła sie naturalnie, a POTEM CHEMIA JĄ ZABIŁA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko najmileńsza!!!

      chyba nie da się dotzreć do takiego betonu??!!!

      Usuń
    2. moja koleżanka, co to tez z tych, co nie robią mammo, jak znalazła takiego szybo rosnącego guza to od razu się zbadala. Okazało się że to nie rak. Miała brać antybiotyki - nie wzięła, leczyła się głodówką i opanowała stan zapalny
      miejmy nadzieję, że kolezanka ma tylko to...

      Usuń
    3. niestety onkolog, który zalecił biopsję, jest prawie pewny, że to nowotwór złosliwy.

      Usuń
    4. tutaj też była taka sytuacja:(
      ale ona zrobiła biopsję
      ma dziwne poglądy ale nie jest idiotką

      starszne to jest, patrzenie bezradne na kogoś takiego jak Twoja koleżanka:(

      Usuń
    5. Takich kobiet jak Magda P. na swojej drodze spotkałam wiele- tych co po czasie żałowały, że zmarnowały tyle czasu i kasy...
      Jak mi p. Doktor od pierwszej mojej chemii w 1999r opowiedziała historię, że kobieta nie podda się operacji bo...będzie blizna- co tam rak- to nie chciałam wierzyć. A potem tyle różnych historii. A ja dawałam się kroić profilaktycznie, żeby dać córce przykład, że rak to nie wyrok, że BRCA to nie koniec świata i zawsze trzeba walczyć do końca.
      Ostatnio miałam dyskusję u siebie na temat chemioterapii. Nie będę się powtarzać, ale gdyby nie terapie, już dawno by mnie tu nie było, ba! szczęśliwie nie zachorowałabym na drugiego...tyle że ominęłoby mnie kilkanaście lat życia. Mojego!

      Usuń
    6. roksanna, wiele tu takich, ani mnie by nie było, ani Ossy, ani Olgi ani jeszcze kilku. Temu leczeniu zawdzięczamy zycie
      a takie osoby jak Ty, które mogą być leczone wiedząc o BRCA to dowód na jeszcze kolejny krok medycyny, dla niektórych kontrowersyjny - dla mnie fantastyczna rzecz, ratująca zycie!
      bo tu chodzi o zycie!

      Usuń
    7. Witaj w klubie Roksano
      😁 też obiecałam Córci, że zrobię wszystko aby żyć. I czuję ogromną ulgę po prewencyjnym usunięciu zdrowej piersi. Mam nadzieję że nie będę musiała być dla niej przykładem...
      Nie wyobrażam sobie jak można poddać się bez walki!

      Usuń
    8. Życzę Ci tego!
      Moja córka niestety też ma BRCA. Jest już po profilaktycznej obustronnej mastektomii z jednoczesną rekonstrukcją. W tym roku skończy 29 lat... Ale ja zachorowałam mając 34, a moja Mam 30...Ona próbuje wyprzedzić...

      Usuń
    9. mój Boże...

      masz mądrą i odważną córkę...

      u mnie nikt w rodzinie nie chorował na tego raka
      więc mam nadzieję, że moja córka nie będzie musiała
      ale jest swiadoma
      w miarę

      Usuń
    10. Roksano a co z jajnikami? Usunęłaś?

      Usuń
  7. znam blisko bardzo podobny przypadek. dziewczyna 2 lata temu zrezygnowala po drugiej chemii, na szczęście wczesniej poddala się mastektomii. Teraz leczy się dietą ....
    Ma ośmioletnią córeczkę i trzyletniego synka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobre i to!
      może komórki nie zdążyły się rozprzestrzenić, może ma szansę żyć
      przynajmniej usunęła guza, przynajmniej poszła do lekarza...

      ale statystyki sa bezlitosne

      Usuń
  8. Można żyć... Jak najbardziej.
    Moja teściowa jest tego przykładem. 10 lat temu znalazła guzek w piersi. Lekarz uznał, że to nic wielkiego, on nic niepokojącego nie widzi, żeby nie przesadzała. Mama jednak "czuła coś" pod skórą. Pierś dziwnie ciągnęła, ból promieniował. Poszła do innego lekarza, już prywatnie. Badanie, wynik - guz. Biopsja - rak. Operacja oszczędzająca, brak przerzutów. Radioterapia i 5 letnia hormonoterapia . Mama żyje i ma się dobrze. Jest już 5 lat po zakończeniu leczenia.
    Mój tata - rak prostaty. Wykryty "w ostatnim momencie". Podobna historia jak u teściowej. Radioterapia i hormony. Od diagnozy minęło 15 lat. Żyje i ma się całkiem dobrze, pomimo 75 lat na karku. Tacie życie uratował znajomy lekarz rodzinny, który szybko wyłuskał niepokojące objawy i błyskawicznie pokierował go na odpowiednie badania, które potwierdziły jego obawy.
    Da się? Da się!

    Badajcie się i dmuchajcie na zimne! Czasem warto być mądrzejszym od lekarza i dociekać. Osobiście wolałabym być uznana za hipochondryka, niż zaniedbać sprawę i przedwcześnie pożegnać się ze światem.

    Buziaki Rybko! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TAK TAK TAK

      takich przykładów jest tak dużo, że nie pojmuję, skąd w ludziach taka niewiedza i nieufność!

      Buziaki

      Usuń
    2. strach! dopóki rak nie boli można udawać, że go nie ma. Chemia jednak przeczołguje każdego,traci sie włosy i narządy.

      Usuń
    3. dlatego uwazam, że warto kontaktować sie z ludźmi po chorobie, przeczytac wywiady np. z Magdą, która w ciąży i w trakcie leczenia zwiedziła Australię.

      Usuń
    4. Nerwka,
      napisałaś coś bardzo ważnego! Co ja powtarzam od lat! Zawsze trzeba i warto diagnozę skonsultować, dobijać się do najlepszych!
      Jak mnie lekarz skierował na raczkującą wtedy Genetykę, a tam po wywiadzie nie zrobili mi badania, bo lekarz stwierdził, że nie jestem w grupie ryzyka, to i tak robiłam usg i mamo prywatnie, mimo że się nasłuchałam od lekarzy, że po co, taka młoda etc... A gdy już z guzem( wyczulam go sama) trafiłam (po 4-5 latach od pierwszego razu)na Genetykę, to prof. chciał nazwisko tego lekarza, a jak powiedziałam, że nie pamiętam, to powiedział, że przyprowadzi cały zespół i wskażę palcem- taki był wściekły!

      Usuń
    5. roksanna, dokładnie... Niestety lekarze też bardzo często zawalają. Olewają pacjenta, nie chcą wydawać skierowań na badania, a jak już się dostanie ten cholerny papierek, to ma się termin na za pół roku. Przypadek mojej mamy jest idealnym przykładem na to, że warto ufać swojej intuicji i dociekać. Bo później możemy oskarżyć lekarza, jasne że tak, tylko co to zmieni? Nic... Tu chodzi o NASZE życie i zdrowie, którego nic nam nie zwróci. Dlatego wychodzę z założenia, że należy każdy przypadek konsultować z minimum 2-3 innymi lekarzami. Mojemu tacie o mały włos nie usunięto pęcherza moczowego. Bo lekarz młody i wolał usunąć "dla pewności". Pewnie uznał, że ojciec już młodzieniaszkiem nie jest i jakoś dożyję te parę lat bez pęcherza. Ojciec skonsultował się z dwoma innymi onkologami, którzy zgodnie stwierdzili, że usunięcie pęcherza jest na wyrost, okaleczy go jedynie. Że radioterapia, hormony i częste badania kontrolne pozwolą chorobę zatrzymać. Jeśli nie, potrzebna będzie chemia i ewentualna operacja.
      Radioterapia i hormonoterapia wystarczyły. Osłabiły tatę bardzo, spowodowały powikłania ale ocaliły życie! A konsultacja z innymi lekarzami, pozwoliły uniknąć okaleczenia i życia ze stomią.

      Usuń
    6. no to ja miałam szczęście, tam gdzie się leczyłam decyzję w sprawie leczenia podejmowało wielkie konsylium, kilku profesorów pochylało się nad moim przypadkiem a i tak miałam wpływ np na to, czy mastektomia czy operacja oszczędzająca

      a znam przypadek dziewczyny w Polsce, którą onkolożka wyrzuciła z gabinetu, bo ośmieliła sie iść na konsu;tację do innego lekarza
      a co ciekawsze - ta konsultacja okazała się przełomowa w jej leczeniu

      Usuń
    7. Mnie wyrzuciła...pediatra, gdy przyszłam na kolejne szczepienie i się dowiedziała, że poprzednie szczepienie się odbyło o czasie, bo Tuśka była zdrowa i nie dałam jej antybiotyku, który ona przepisała ze słowami: co pani za matka, że nie widzi pani, że dziecko jest chore. A ja naprawdę nie widziałam( Tuśka miała 3m)i w tym samym dniu zbadała ją prywatnie lekarka, a potem ciocia ( Rodzinna) i u cioci została zaszczepiona. Jak to ta lekarka usłyszała, że dwie lekarki badały to wrzasnęła: konsylium pani nad dzieckiem zwołała. Na co ja- a co miałam zdrowe dziecko faszerować antybiotykiem? I się pożegnałam. Tuśkę już szczepiłam w innej przychodni albo u Rodzinnej.

      Usuń
    8. Roksanna ja też miałam podobne przeżycia z pediatrą, makabra !

      Usuń
    9. a ja mam cudowną, przez caly czas przepisała moim dzieciom chyba w sumie z raz antybiotyk:)

      Usuń
    10. akurat przepisywania antybiotyku z sensem nie brałabym za miernik profesjonalizmu lekarza. jedno z moich dzieci miało kilkakrotnie zapalenie płuc i antybiotyki brać musiało, inne dzieci cierpiały na zgoła odmienne choroby dajace się wyleczyć węglem.

      Usuń
    11. z sensem tak!
      ale dawanie na wszelki wypadek??
      na przeziębienie??

      Usuń
    12. O tym nie pisałam
      Odniosłam sie do tego, ze napisałaś, ze tylko raz dziecko miało antybiotyk a to o niczym nie świadczy.

      Usuń
    13. dopóki mieszkalismy w Polsce, lekarka co i rusz przepisywała dziecko mojemu synowi
      po przyjeździe tutaj dostał raz
      sądzę, że poprzednia lekarka z wielką łattwością przepisywała antybiotyki

      Usuń
    14. Nie było nawet przeziębienia!
      Pani doktor (ta prywatna ) dyplomatycznie mi wytłumaczyła, że u takich maluchów naturalne "furczenie" w nosku można wziąć... za zapalenie oskrzeli- co się stało- bo trzeba być dobrze osłuchanym...lekarzem. Jednym słowem nie chciała koleżanki po fachu dobić. A ja całą drogę ryczałam, że dziecko takie chore a ja tego nie widzę.
      Rodzinna odczekała na wszelki wypadek 5 dni i po kolejnym badaniu zaszczepiła.
      Miśka zaś porwałam ze szpitala ze względu na traktowanie, bo mi pogotowie zabrało w nocy ( zapaleniem krtani) i trafiłam na taką lekarkę, że rano od razu w auto i po dziecko...i prosto do Rodzinnej. Ordynatorka prosiła, żeby się zastanowiła i przepraszała za swoją lekarkę, ale ja już miałam na nich wywalone. I dobrze, bo Rodzinna bez szpitala sobie poradziła :)

      Usuń
    15. Rybka, masz rację z tym antybiotykiem, niektórzy lekarze wolą dać zawczasu, nie bacząc, że można się w końcu uodpornić albo uczulić, tak jak ja.

      Usuń
  9. Można żyć! Dołączam do żyjących przykładów! Ale faktem jest, że czasem wymaga to od nas determinacji i poniekąd wymuszania na lekarzach niektórych badań!
    Skutki chemii i radio zostają na całe życie, ale jednak życie! I to jest dla mnie i mojej rodziny najważniejsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja osobiście wolę ŻYĆ z efektami ubocznymi leczenia niż być odwiedzana na cmentarzu NIE żyjąc

      Usuń
    2. jestem przekonana, że większość ludzi chce zyć
      nie wiem, dlaczego inteligentni ludzie zawierzają szarlatanom i internetowym durnym teoriom

      Usuń
    3. Szarlatani mają teraz niezły marketing. teorie spiskowe o tym,że firmy farmaceutyczne chcą na nas zarobić i tylko to się liczy też trafiają do wyobraźni. Ludzie są jednak bardzo podatni na przekazy podprogowe...nawet Ci inteligentni.

      Usuń
    4. tego się boję, że i ja im ulegnę!!

      Usuń
    5. przy takim doświadczeniu chyba Ci to już nie grozi?

      Usuń
    6. ale są jeszcze inne rzeczy
      gluten, laktoza, wszystko może zabić :ppp

      Usuń
    7. no tak! Zapomniałam! ;P

      Usuń
    8. Dziewczyny jestem daleka od spiskowej teorii dziejów(tak przynajmniej o sobie myślę), ale w niektórych sytuacjach sama mam wątpliwości patrząc na niektóre poczynania przemysłu farmaceutycznego; tam są ogromne pieniądze, a tam gdzie pieniądze,pojawiają się nienasyceni ludzie, którzy są gotowi na wszystko, byle te pieniądze zdobyć.Ile to nowych leków,okazywało się niebezpiecznymi tak bardzo,że musiały być wycofane.(zwykle dopiero po zebraniu tragicznego. czasem śmiertelnego, żniwa działań ubocznych ..najgorsze,jest jednak to, że zwykle przed tym ostrzegali jacyś naukowcy-klinicyści i mnie przeraża, co się robi z takimi, którzy ostrzegają i próbują powstrzymać :-O ....przy tym to nasz rodzimy Antek jawi się jako jagniątko :P
      I dlatego lubię leki stare,sprawdzone i skuteczne; o zaraz sobie aspirynkem zaaplikujem , bom nadal niezdrowa :P

      Usuń
    9. błagam, nie mieszaj dwóch rzeczy
      nie mów, że jakby Twoje dziecko wyczuła guza w piersi dałabyś mu aspirynę!
      że nie zaciągnęłabyś na badania za włosy choćby

      a ludzi i firm pragnących zarobic pieniądze nie do końca uczciwie nie brakuje

      no i chemia jest tara i sprawdzona :p
      choć być może nie za długo zastapi ją nowa generacja lekó immunoterapeutycznych?

      Usuń
    10. ależ aspirynka jezd na temat moich zafajdanych zatok a nie na temat raka ! Gdzież sugestia chośby jakaś,że na guza w piersi dałabym aspirynę- nooo to już jest zgoła pisofska manipulacja :PPP
      Akurat w chemioterapii nowy preparat daje nowe możliwości terapii i czasem jako jedyny bywa skuteczny, kiedy tzw starszej generacji już nic nie dają.
      Natomiast w tzw banalnych dolegliwościach rzeczywiście jestem ostrożna z nowościami,szczególnie kiedy już słychać, że działania uboczne są grubszego kalibru.

      Usuń
    11. ajda, ale sama sobie przeczysz. jeżeli są takie peiniądzw przy wprowadzaniu nowych leków to dlaczego cały czas leci do leczenia pochodna iperytu czyli cyklofosfamid i farmorubicyna?
      W przemysle farmaceutycznym pracowałam ponad 20 lat, w tym 18 w dziale marketingu, opisane przez Ciebie wpadki oczywiście były ( patrz Vioxx), ale generalnie większość firm wprowadza generyki starych, dobrych leków, innowacji na dużą skalę nie ma zbyt wielu.

      Usuń
    12. ajda, ja tak mocno zareagowałam, bo ktos mógłby opacznie odebrać Twój komentarz
      a dzisiaj walcze o to, żeby pietnować gooopote
      niewiare w dochtorów

      Usuń
    13. Repo łeb mi penka ale spróbuję Ci odpowiedzieć. Nie widzę w którym miejscu sobie przeczę :-O Podwójnie nawet widzę użyłam słowa "niektóre"1- sytuacje i 2-poczynania; podkreślam NIEKTóRE ! nie generalizuję przecież. Nie wiem czy w Polsce dokonuje się jakiś wielkich odkryć farmaceutycznych,nie słyszałam, to nie ten kaliber jednak.Duże skandale dotyczyły raczej tych wielkich w branży. Tak to nie tylko Vioxx, to również starsza sprawa niskodozowanych tabletek antykoncepcyjnych, gdzie na przełomie 80/90 lat umarło w Niemczech kilkanaście młodych dziewczyn z powodu zatorów lub zawałów. To także sprawa kontrowersyjnego ciągle szczepienia przeciw HPV i też dawniejsze wycofywanie szczepionki przeciw kleszczowemu zap, opon mózgowych i mózgu ,po dłuższym ignorowaniu zgłoszeń lekarzy, którzy obserwowali niepokojące i nieustępujące działania uboczne(to pamiętam jak firma dłuugo udawadniała,że to nie od szczepienia i dopiero po roku chyba szczepionkę wycofano) I widzę, że to potwierdzasz, więc o co chodzi...nie wiem.
      A jeśli chodzi o cytostatyki, to akurat w tej dziedzinie nowe leki są wyczekiwane chyba najbardziej i całe szczęście,że co jakiś czas nowy preparat jest rejestrowany.

      Usuń
    14. Przeczysz w tym, że piszesz, że w przemyśle farmaceutycznym są pieniądze( co jest prawdą częściową), a firmy nie wprowadzaja nowych leków, bo chcą zarobić ..na czym.... na starych cytostatykach?

      Usuń
    15. Moze źle Cię zrozumiałam, ale o tym mówią wszyscy zwolennicy spiskowej teorii- że lek na raka jest ukryty.

      Usuń
    16. Repo litości nic o tym nie pisałam,że są ukryte leki na raka. ani tego w najmniejszym stopniu nie sugerowałam!! ani słówka!!
      I również ani literki na temat,że "firmy nie wprowadzają nowych leków, bo chcą zarobić...na czym " Kochana,gdzie ty to widzisz w mojej wypowiedzi ??
      He.he chyba że moja aspirynka. aspirynką nie jest i ja nie widzę tego co Ty widzisz albo tylko bardzo chcesz zobaczyć ;))

      Usuń
  10. A 35 lat temu odbyua się piersza lista przebojuf Trujki☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a chyba 2go jest polska top lista trujki i czeba znowu guosować na Chuopcuf z placu broni:))

      Usuń
    2. czyli suuchałam od zarania, a potem zapomniałam i tak zostało ;)

      Usuń
  11. Ja się nie do końca z Wami zgodzę. Ja nie popieram życia za wszelką cenę. Oczywiście mówię o sobie, nie odbieram nikomu prawa do innych decyzji. Nie chcę być sztucznie podtrzymywana przy życiu. Gdyby dopuszczalna była eutanazja chlałabym być jej poddana w przypadku nieuleczalnej choroby w której zabrana jest mi świadomość. Dla mnie samo życie (oddychanie, wydalanie) bez świadomości tego co się ze mną dzieje nie jest wartością. Uważam, że w przypadku diagnozy np nowotworu powinno się podjąć próbę leczenia i myślę, że bym ją podjęła, ale w przypadku licznych przerzutów itp (i proszę nie mówcie mi o cudach, nagle wynalezionych lekach itp) nie chciałabym być poddawana uporczywej terapii po to tylko, aby przedłużyć trochę moje życie. Być może gdybym miała dzieci miałabym inne podejście, bo nawet te 2h świadomości dziennie byłyby dla mnie wartością, ale w mojej sytuacji nie chciałabym takiego życia i zrozumiałabym (chociaż wiem, ze strasznie bym cierpiała) gdyby w obliczu ciężkiej choroby mój mąż chciał ukrócić swoje cierpienia. Nie chcę być źle zrozumiana, nie chodzi o to, że świat i życie są tylko dla młodych, pięknych, zdrowych itp., nie. Chodzi o to, że ja nie chcę żyć na wszelką cenę i wiem, że moi bliscy (mąż i rodzice) też nie chcą.

    Co do badań - mammografia jest szkodliwa i to nie podlega dyskusji. Robić ja trzeba jako DIAGNOSTYKĘ, a nie profilaktykę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i o to w tym przypadku chodziło
      o DIAGNOSTYKĘ
      a dziewczyna chodziła na jaieś witaminowe terazpie, nie przebadała się

      i sie z głębi matczynego serca nie zgadzam
      dziecko powinno mieć mamę
      mamy psim obowiązkiem jest żyć dla dziecka - nie za wszelką cenę, za cenę normalnego cywilizowanego leczenia

      Usuń
    2. Joanna ja też jestem za eutanazją. I mam świadomość, że być może przyjdzie taki dzień, że powiem chemii i czy innej terapii dość!
      Od 2014 roku walczę ze wznową i przerzutami. Bywam tym zmęczona, ale dopóki życie przynosi mi większą radość, walczę! Na pewno nie za wszelką cenę, ale za cenę mojego życia.
      Tu toczy się dyskusja by reagować jak się coś zaczyna dziać, ale przede wszystkim badać się regularnie! Bo, jeśli szczęście dopisze- trzeba mu pomóc- to można uniknąć tego ciężkiego leczenia! A jeśli nawet nie, to radykalnie się wyleczyć.

      Usuń
    3. Rybka nie mogę się podpiać tam wyżej a chciałam dokładnie to napisać
      Ze matki obowiązkiem jest spróbować!

      Usuń
    4. rybeńko - w kwestii mammografii nie odniosłam się do tego konkretnego przypadku, ale do ogólnego nawoływaniu kobiet do robienia mammografii jako badania kontrolnego.

      Usuń
    5. roksanna - uważam, że każdy ma inną granicę po przekroczeniu której mówi dość! Dla mnie byłaby to utrata świadomość (np. alzheimer), całkowity paraliż czy nowotwór w stadium uniemożliwiającym mi dobre funkcjonowanie. Oczywiście jak każdy boję się bólu i on też by tą granicę wyznaczał.

      Piszesz o reagowaniu w obliczu choroby, że trzeba - a dlaczego mamy decydować za kogoś? Może ten człowiek uważa, że nie trzeba - przecież to jest jego życie więc dlaczego mamy mu coś narzucać?

      Usuń
    6. Joanna, jeżeli jest mowa o tym konkretnym przypadku - to jest nie tylko zdrowie tej kobiety
      ale i cała przyszłość jej dziecka
      a co gorsza - to nie był jej świadomy wybór, tylko zaufanie pseudometodom

      a co do mammografi -gdybym posłuchała lekarza i zrobiła ją 2 lata wcześniej, moja sytuacja prawdopodobnie byłaby zupełnie inna
      raczej ominęłoby mnie inwazyjne leczenie
      nie jestem dumna z tamtej decyzji
      choć wiem, że mammografia może być groźniejsza niż się powszechnie uważa

      Usuń
    7. A o co chodzi z ta mamografia??

      Usuń
    8. Rybeńko - nie wszyscy dojrzeli do rodzicielstwa, bo rodzicielstwo to też stawiania dobra dziecka nad własne lęki. Może ta kobieta nie dojrzała, a może nie chciała aby dziecko widziało jej umieranie? Może w ten sposób chciała je chronić? Nie wiemy co w jej głowie siedziało, może mocno wierzyła w to, że robi dobrze. Może widziała np w najbliższej rodzinie jak takie leczenie wygląda i że np. nie zadziałało więc szukała czegoś innego?

      Usuń
    9. jakby nie patrzeć to dość silna wiązka promieni rtg
      i są pewne rodzaje nowotworów, które "lubią" taki bodziec
      znam sporo koleżanek, które miały mammografię, nic ona nie wykazała, a one wyczuwały sobie guza

      ale ja osobiście nie zniechęcam do mammografii, wręcz przeciwnie, ale nie za młodu i nie za często

      Usuń
    10. Nawoływanie do kontrolnej mammografii ma głęboki sens. Mnóstwo żyć zostało dzięki temu uratowanych! Nie każda kobieta bada sama swoje piersi, nie każda pójdzie do ginekologa, który zrobi to za nią! Podobnie jak nawoływanie do cytologii i innych badań też jest ważne i ma sens. Wielki sens ma robienie morfologii sobie i swoim dzieciom przynajmniej dwa razy do roku! Itp, itd...
      Prześwietlenie płuc też nie jest obojętne dla zdrowia, ale kiedy były obowiązkowe badania okresowe i w tym RTG płuc, prawie udało się wyeliminować gruźlicę. Teraz wróciła niestety...

      Ta dyskusja zboczyła nieco w inną stronę. Tu nie chodziło o podtrzymywanie przy życiu za wszelką cenę, o uporczywą terapię, tu chodziło o podjęcie leczenia zgodnie z medyczną wiedzą,a nie zastępowanie go pseudoleczeniem u hochsztaplera!
      Dlatego Dziewczyny, sprawdzajcie swoje piersi, róbcie cytologię, nie lekceważcie sygnałów, jakie wysyła Wam własne ciało! A potem idźcie do lekarza, do dwóch, do trzech, jeśli trzeba, a nie do znachora!
      Już pisałam to kiedyś i Rybeńka powiedziała, że byłam szczera do bólu, to powiem jeszcze raz:
      radioterapia i brachyterapia nie są obojętne dla zdrowia, wiem i wiedziałam to wtedy, że po latach MOGĘ (ale nie muszę) zachorować na białaczkę, a jednak nie zrezygnowałam z tych kolejnych etapów leczenia. Zyskałam 14 lat, mam nadzieję na kolejne. Ale zaufałam medycynie, ufam do dziś mojemu onkologowi. Do głowy by mi nie przyszło pójść do jakiegoś czarodzieja od cieciorki i kawy albo witamin i surowej diety.

      Usuń
    11. joanna, wiem, że nie każdy dojrzał do rodzicielstwa
      właśnie aresztowali mamusię 2 miesięcznego wcześniaka, która bezradnie patrzyła jak jej chłopak katuje maleństwo
      może nie mam empatii, ale wrukwiona jestem i tę matke i tamtą

      Usuń
    12. Melodia - przy mammografii otrzymujesz bardzo dużą dawkę promieniowania (60 prześwietleń płuc), a narażenie na taką ilość promieniowania zwiększa ryzyko raka. Najbezpieczniejsza jest tomografia.

      Usuń
    13. Czy tomografia jest bezpieczna? To dopiero spora dawka promieniowania!

      http://ciekawe.onet.pl/medycyna/czy-tomografia-powoduje-raka,1,5577268,artykul.html

      Tak jak pisałam wcześniej, korzyści przeważają nad ryzykiem.

      Usuń
    14. Ja jeszcze dodam, bo to też ważne!
      Samo badanie piersi może nie wystarczyć, to palpacyjne, bo niektóre kobiety mają mastopatyczne piersi i dlatego wymacanie guzka jest utrudnione, dlatego ważne jest, żeby w odpowiednim odstępie czasu i wieku robić usg czy mamo.
      A przede wszystkim ważna jest świadomość! I uświadamianie, że należy się BADAĆ!

      Usuń
    15. mało tego, jak juz czuć pod palcami guza to już jest DUŻY, nawet jak ma ok 1cm

      dlatego ten post, i coś jutro też, bo jeżeli choć JEDNA dziewczyna pójdzie na badania zamiast do szarlatana - to już jest sukces!

      Usuń
    16. A ja właśnie jutro mam wizytę u mojego onkologa, zanoszę wyniki badań i odbieram skierowanie na mammografię :)) oraz jak zawsze porozmawiam o tym, co dla mnie istotne.

      Usuń
    17. a no proszę
      a ja w czerwcu mam pełen pakiet:)

      Usuń
    18. A ja za wasza namową a właściwie dzięki waszym opowieściom i waszemu doświadczeniu zaczelam samobadac piersi oraz pierwszy raz w życiu zrobilam USG
      Bo cytologii i kontroli u ginekologa to raczej (od pewnego czasu;)) nie zaniedbywalam
      No! To siem pochfalilam! I was dziefczyny tez 😘

      Usuń
    19. bardzo dobrze kochana
      i mam nadzieję, że Ty sama w jakiś sposób wpłyniesz na swoje realne znajome
      bo tak to działa
      choć nie zawsze, mam w swoim gronie durne przyjaciółki, ale cóż

      Usuń
    20. Mela! Jestem z Ciebie dumna! :)

      Usuń
  12. Że badać się należy to oczywista oczywistość, przynajmniej dla nas bywalczyń tego bloga. Mnie jednak zawsze uderza "musisz się leczyć". Nie muszę, bo mam wolną wolę i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w pewnym sensie się zgadzam
      wyobrażam sobie sytuacje kiedy sama bym przegryzła komuś aortę za takie gadanie

      i w dzisiejszym poście najbardziej chodzi mi o idiotyzm niewiary w medycynę, w diagnostykę, ta dziewczyna na pewno chciała życ, skoro chodziła do znachora

      Usuń
    2. Nie muszę, ale jeśli już podejmuję decyzję na tak, to u lekarza, a nie u wróżki!
      Tu moja nietolerancja w tym względzie dyktuje ograniczenie wolnej woli :)

      Usuń
    3. Jasne. Jeśli świadomie rezygnuję z leczenia a nie w zamian latam po szarlatanach wierząc w cuda lub łykam suplementy za ogromną kasę. A potem i tak udaję się do lekarza, tyle że jest już późno...za
      Gdyby zachorowała po raz pierwszy w wieku nie 34 ale np. 84 albo nawet 74, to bym się na pewno zastanawiała czy poddać się chemii, bo operacji jakby tylko była możliwa to tak.

      Każdy ma swój pkt widzenia, ale uwierz, on się może zmienić jak dopada go choroba.

      Strach i niewiedza może być paraliżująca, więc dobrze jak przy takiej osobie jest ktoś, kto ma większą świadomość.

      Usuń
    4. Gdybym kiedyś tfu tfu zachorowała to nie widzę innej możliwości jak tylko się leczyć
      MUSZĘ bo mam obowiązek wobec moich półtora dzieckuf które powolalam do życia
      I koniec kropka
      I nie zrozumieć nigdy takiego postepowania jak opisalas w poście

      Usuń
    5. Moja kuzynka lat 67 przeszła cały cykl leczenia, trzy operacje, docinanie marginesów, chemia, radio, brachyterapia. Kolejna operacja wznowy. To była trudna droga, którą przechodziła właściwie samotnie, bo krótko przed diagnozą nagle owdowiała. Mimo to miała wielką wolę życia i zaufała lekarzom. W zeszłym tygodniu była na kontrolnym badaniu, wszystko jest dobrze!

      Usuń
    6. Olga, jaka dobra wiadomość:))

      Usuń
    7. Olga, roksanna - a je nie rozumiem Waszego oburzenia i Waszego warunkowania - niech robi co chce, ale potem niech... Jak leczenie to tu a nie tam itd.
      Ja wychodzę z założenia, że niech robi co chce, nawet 5 lat leczy się witaminą X, a potem idzie na standardową chemię. Ważne aby mieć świadomość tego co jest możliwe i dostępne. Jeżeli ktoś wiedział, że ma opcję chemii i z niej zrezygnował to kim ja jestem aby mówić, że to jest zła decyzja?

      Usuń
    8. Olga ja takich pacjentek pomiędzy 70-80 lat znam wiele i podziwiam! A czasem "zazdraszczam" sił! Ja to mówię z perspektywy przeczołganej chemią 4 razy plus radioterapia i teraz chemia w pigułach.
      Gdybym przeżyła w zdrowiu te 70lat to kto wie jaka by była moja decyzja. Tak ze tak. Ja poznałam panie, które pomiędzy 60- 70 lat robiły sobie rekonstrukcje, a co! :)
      Nie chciałam, żeby moja wypowiedź wybrzmiała tak, że w pewnym wieku to nie ma co już się poddawać terapii.

      Zdrówka dla Kuzynki!

      Usuń
    9. bo żal Ci pozostawionej rodziny?
      matki, męża, dziecka?
      ja jestem zszokowana jej decyzją
      czy miała prawo taka podjąć?
      uważam, że nie miała zielonego pojęcia co robi
      to jak członek sekty, sekciarze wykorzystują takich oszołomionych ludzi, ja się temu sprzeciwiam

      może ten atak powinien być skierowany na szarlatana

      ale ja probuję apelowac tutaj do być może chorych osób
      żeby nie ufały metodom niepotwierdzonym w żaden sposób
      żeby dały choć szansę medycynie konwencjonalenej
      na zioła zawsze nadejdzie czas, jak to się nie sprawdzi


      Usuń
    10. roksanna, ja dobrze rozumiem, co chciałas powiedzieć

      Usuń
    11. Joanno, jeszcze raz...
      Nam chodzi o to, by takie decyzje były podejmowane świadomie, nie z niewiedzy czy strachu...
      Nikomu bliskiemu nie pozwoliłabym robić co chce! Nie mogłabym patrzeć, że rezygnuje z leczenia, kiedy ma szanse na wyleczenie. Nie tkwiłabym w tym obojętne. I o takie przypadki mi chodzi.

      Usuń
    12. pamiętacie historię zagłodzonego dziecka, bo tak zalecił znachor?
      czy mozna usprawiedliwiać rodziców, że przecież byli dorośli to podjęli taką a nie inną decyzję?

      Usuń
    13. Joanna, ja napisałam tylko, że jeśli podejmuje ktoś decyzję o leczeniu, to niech się leczy zgodnie z wiedzą medyczną. Takie mam przekonanie i nic tego nie zmieni.
      Zależy mi na każdej osobie, która może wyleczyć się z raka, dzięki temu, że podejmie terapię, która ma podstawy naukowe.
      Zależy mi na tym, żeby z tego naszego tu gadania choć jedna osoba wyciągnęła wnioski i nie bała się leczenia, a ta zdrowa, żeby dbała o siebie i badała się.

      Może gdyby ktoś przekonał małżeństwo z dzieckiem, żeby nie jeździli do znachora po porady żywieniowe, to dziś cieszyliby się szczęściem rodzinnym, a nie tonęli w rozpaczy i wyrzutach sumienia.

      Jeśli sama przeszłam niełatwą drogę do zdrowia i życia, to chciałabym przekonać jak najwięcej osób do tego, że warto!

      Usuń
    14. roksanno - nie mówię o obojętności, ale o pomocy do momentu kiedy ktoś takiej pomocy chce. Zapewne pomagałabym wyszukiwać lekarzy, informacji itp., ale gdyby ktoś bliski mi powiedział NIE to przekonywałabym go, że MUSI, bo sama nie chciałabym być przekonywana.

      rybeńko - wg mnie nie można tego w żaden sposób porównywać. Ci ludzie zdecydowali za dziecko, które nie mało możliwości zareagować. Ja mówię o świadomej decyzji dorosłego człowieka w stosunku do SWOJEGO leczenia.

      Usuń
    15. Roksana, ja też dobrze zrozumiałam Twoją wypowiedź. I zgadzam się z Tobą
      O kuzynce to tak mi się nasunęło, bo to świeża sprawa. I dziękuję za życzenia dla niej :)

      Usuń
    16. Joanno,moja immienniczko, przybijam z Tobą piątkę. Nadal uważam, że każdy ma prawo do własnych decyzji, nawet takich które nam nie pasują, choć przecież my wiemy najlepiej 😁😁. Jeden będzie walczył, inny człowiek nie. I to powinniśmy zaakceptowac. Na tym polega tolerancja. Mój przyjaciel Marek zmarł niedawno, rozmawiałam z nim 01.01.2017 r.jadąc do roboty. Na dzień dobry powiedział mi, że ma raka z przerzutami, opisał co i jak. Średnio rozgarnięta osoba wiedzialaby, że rokowania były bliskie zeru. Następnego dnia miał jechać na kolejną konsultację... Od razu mi powiedział, że jeśli szansa na wyzdrowienie się potwierdzi 1-2 % to odmówi leczenia, bo to nie ma sensu. Będzie jedynie prosił o leki, żeby tylko go nie bolało. Rodzina uszanowała Jego decyzję.

      Usuń
    17. Anonimowa72, to zupełnie inna sprawa!
      I w takiej sytuacji absolutnie nie naciskałabym i pozostawiła decyzję choremu.

      My mówimy o dwóch różnych sytuacjach!

      Usuń
    18. anonimowa, na miejscu twojego kolegi też bym tak zrobiła
      pełna zgoda
      i nie życzyłabym sobie, żeby ktoś chciał w takiej sytuacji wpływac na mnie
      ale kolega się leczył, zaufał lekarzom, nie znachorom!!
      podjął świadomą decyzję

      Usuń
    19. Joanna, aja widzą że ktoś ma szansę się wyleczyć a nie korzysta z niej na pewno nie przybiłabym mu piątki i nie wsparła
      w tej sytuacji też jest dziecko
      teraz bez matki, bo nikt tej matce nie pwiedział, że jest idiotką

      Usuń
    20. ja sama widząc nadzieję podjęłabym leczenie, ale nie konturowała go za wszelką cenę. Nie uważam jednak, że mam prawo potępiać ludzi, którzy z leczenia zrezygnowali świadomie nawet mając 50% szansy na wyleczenie. Te % to kolejna granica - dla każdego inna.

      Usuń
    21. bardzo dobrze rozumiem i się zgadzam!
      ale słowo klucz tutaj - świadomie!
      ja mam wrażenie, że niektórym brakuje świadomości
      a tej zmarłej na sto procent
      podjęła jednoznacznie złą decyzję

      Usuń
    22. a ten % to nie tylko dla każdego inny, dla tej samej osoby w różnym etapie zycia znaczy coś innego

      Usuń
    23. Co innego świadoma rezygnacja z leczenia.
      A co innego podjęcie "leczenia" u znachora i niewiara w zdobycze nauki.

      Usuń
    24. Joanno my naprawdę rozumiemy i akceptujemy świadomy wybór. I powinnaś już po tych wszystkich komentarzach zrozumieć o czym piszemy. Przecież odnośnie pewnych sytuacji mamy pełną zgodę :) Olga to powtarza w krótkich zrozumiałych zdaniach!

      Napisałaś, że nie rozumiesz naszego oburzenia...
      Ono się bierze z doświadczenia...Ja naprawdę zbyt często byłam świadkiem, nawet pisałam o tym, jak kobiety ze łzami w oczach żałowały, że były takie głupie, wierząc w rożne cuda, i nie udając się od razu do lekarza. A nawet jeśli udały się to rezygnowały. A to były przecież ich decyzje. A potem wracały...Dlaczego ktoś ma być mądry po szkodzie?
      Gdyby bliska osoba przyszła i powiedziała Ci, że była u lekarza i ma raka, ale nie podda się operacji ani ewentualnemu leczeniu, bo witamina C ją wyleczy, to przyklasnęłabyś i patrzyła jak miesiącami łyka tę wit C, aż w końcu stwierdza, iż czuje się gorzej więc może lekarz?

      Usuń
    25. Ja dziewczynki niestety nie rozumiem jak mozna nie walczyc. W wieku 4 lat straciłam mame ( zmagala sie z rakiem 3 lata). Wiem jak bardzo ciężko mi było i jest bez niej, nie zdążyłam jej nawet poznac. Nic o niej nie wiem i ciągle tęsknię. Sama jako matka 8 miesięcznego szkraba robię wszystko żeby móc go wychować. Być przy nim. Badam się, kontroluje,narzucam się nawet lekarza. Dlatego trudno mi zrozumieć ta kobiete. Bo gdybym nie chciała robić tego dla siebie to robilabym dla dziecka. Bo matka nie może być egoistka.

      Usuń
    26. roksanna ależ ja Was doskonale rozumiem tzn rozumiem o co Wam chodzi, ale nie ze wszystkim się zgadzam. Nie uznaję czegoś takiego:

      Nie muszę, ale jeśli już podejmuję decyzję na tak, to u lekarza, a nie u wróżki!

      ok jeżeli mówię o sobie to tak, ale jak można narzucać innym, że mają tak a nie inaczej kierować swoim życiem? I to jest jedyna rzecz w jakiej się definitywnie różnimy.

      W swoim życiu nigdy nikomu nic nie narzucam i nie godzę się na narzucanie mi tego co powinnam a co nie, co jest właściwe a co nie, bo to co jest właściwe dla jednego nie musi być właściwe dla innego. Mam chorą koleżankę, którą wspieram i staram się pomagać jej jak tylko mogę ale w życiu bym jej nie powiedziała, że jedyna słuszna droga to... Po prostu, jestem innym człowiekiem. Być może w obliczu choroby zmieniłabym się, ale póki co od wielu wielu lat mam takie poglądy. Mam nadzieję, że nigdy nie stracę możliwości decydowania o sobie.

      Usuń
    27. czasem człowiek człowieka nie rozumie
      ja nie zrozumiałabym, jak ktoś, kto ma wielkie szanse pokonać raka zrezygnowałby z leczenia
      czy wiesz, że Steve Jobs tak zrobił?

      ale w gruncie rzeczy mam wrażenie, że myslimy podobnie
      należy się leczyć, badać

      a są sytuacje, kiedy to chory decyduje
      i ma do tego święte prawo

      Usuń
  13. a co jeżeli ktoś rezygnuje z chemii i idzie w alternatywne leczenie? Czy mamy prawo go potępiać? wg mnie nie mamy. Z tego co piszesz Olga wynika - nie chcesz się leczyć standardowo - ok, nie lecz się ale nie lecz się wcale, bo alternatywne leczenie jest złe. We mnie nie ma zgody na coś takiego. Jeżeli ktoś ZNAŁ MOŻLIWOŚCI i wybrał leczenie alternatywne (czy jak to nazwiemy) to był jego wybór i nic mi do tego. Boli jak ktoś nie wie co może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanno, ja nie mówię o sytuacjach kiedy ktoś już się leczył. Być może nie znosi dobrze chemii, być może wie, że kolejna chemia go zabije, albo sprawi, że życie stanie się nie do zniesienia. Jeżeli medycyna nie ma już nic do zaproponowania i ktoś chce spróbować alternatywnie, ok, ma prawo do świadomej decyzji i nic mi do tego. I tu zgadzam się z Tobą.

      Powtórzę raz jeszcze, jeśli ma wybór między podejściem naukowym i czarami i na samym początku po diagnozie wybiera czary, to ja tego nie akceptuję.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Joanną, nie mamy prawa oskarżać tej kobiety, a jedynie mówić, ze my ewentualnie zrobilibyśmy inaczej. Ona pewnie uwazała konwencjonalne metody za złe i miała prawo do takiej opinii. Szkoda, ze dziecko nie ma już mamy, być moze miałoby ją dłużej, a być może nie, być może chemia jeszcze szybciej by ją zabiła. Można tylko żałować i współczuć. Tak myślę.

      Usuń
    3. ja ją oskarżam
      o głupotę

      Usuń
    4. oj to teraz pojechałaś rybko.... nie bierzesz pod uwagę tego, że ona mogła mieć swoje doświadczenia i jej decyzje są nimi uwarunkowane? Koleżanka mojej mamy powiedziała że nigdy chemii nie przyjmie, bo cała jej rodzina leczyła się i umarła i ona np. uważa że woli mieć 3m życia niż 6m ale bez przesypiania całych dni po opiatach i spania z miską. Daleka jestem od szastania takimi oskarżeniami.

      Usuń
    5. nie biorę tego pod uwagę
      jej ciocia po wykryciu guzka poszła, wycięła, i nawet chemii nie miała
      jej babcia miała raka i umarła, ale nie miała chemii bo to stare czasy były, bez chemii

      Usuń
    6. jestem surowa
      bo nawet diagnostyki nie zrobiła

      taki chcę przekaz dla moich czytaczek

      trzeba się diagnozować, trzeba wierzyć w dane naukowe

      ja jestem inzynierem
      dla mnie dwa plus dwa jest cztery
      bez tego przekonania żadnej konstrukcji nie zbudujesz

      Usuń
  14. Uważam że opisywana dzisiaj dziewczyna miała prawo podjąć taką decyzję względem siebie. I wszystko byłoby ok, gdyby była sama. Ale tak jak Rybcia uważam, że gdyby świadomie podjęła taką decyzję to by świadczyło o jej egoizmie . Myślę że jej syn zawsze będzie miał do niej o to żal

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja znowu podkreślę - jej decyzja po prostu była głupia, durna, idiotyczna

      Usuń
  15. TAAA..............
    ciężko mnie oceniać .... cały czas bardzo brakuje mi Ziomy....
    oczywiscie nie daje rady codzien dostac sie do kompa :(((( no ale staram sie robic cokolwiek poza dziecmi ....

    Odpowiem przy okazji Mel ... nie planuje niestety wychowawczego musze wrocic do pracy :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie smutaj 😚Jeszcze Ci pewnie zostało trochę rodzicielskiego ☺

      Usuń
    2. Zioma byłą mądra, jej się nie udało, tak też bywa, za często niestety

      Usuń
  16. zastanawiam się, czy gdzieś napisałam, że ją potępiam tę dziewczynę
    jestem wściekła
    że była taka głupia, że nie poszła się leczyć
    że uwierzyła znachorowi
    możecie powiedzieć, że miała do tego prawo
    mojej wściekłości to nie zmieni
    i apelu do wszystkich

    NIE IDŹCIE TĄ DROGĄ!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Problem z rakiem jest taki ze NIC nie daje gwarancji. Moja tesciowa leczyla sie tradycyjnymi metodami, w nowoczesnych szpitalu przy placowce naukowej. Od momentu diagnozy przezyla 3 miesiace. I co? jajco, rachunki kosmiczne, nie wniosly NIC. Czy gdyby pila ziolka zylaby osiem miesiecy? Tego wlasnie nie wiemy. I mysle, ze na tym polega dramat i rozdarcie ludzi ktorzy chwytaja sie metod innych niz tradycyjne. Ale nie mozna powiedziec, ze nie robia nic.
    Rozumiem twoj wnerw i przeslanie, bo mogla zyc. Ale rozumiem tez skad sie takie dziwne pomysly na leczenie biora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jakoś wątpię w te ziółka
      ale rak jest nieprzewidywalny
      jak ta dziewczyna w końcu trafiła do szpitala lekarka powiedziała - może żyć kilka miesięcy albo kilka tygodni
      a żyła kilka dni

      pojedyńcze przykłady mogą byc zaskakujące
      ogólny obraz jest jednoznaczny

      Usuń
  18. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to,że nawet matki,które walczą dla dzieci,robią wszystko co lekarz im zaleci. Pokonują ból za bólem,dziecko patrzy jak matka cierpi....i ona odchodzi...wiecie o Kim pisze? o Ksenie....serce się kroiło,jak pisała,ze córeczka przynosi Jej morfinę....
    Jakaś taka refleksja mnie naszła....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ksena zrobila wszystko co mogła żeby być jak najdłużej z córka

      Usuń
    2. Ksena
      Chustka
      Magda Prokopowicz, po -niestety, niestety - wstydliwym epizodzie kontaktów z szarlatanami

      Usuń
    3. trudny temat podjęłaś. Czasami zastanawiałam się co dla dziecka jest bardziej traumatyczne, szybka śmierć mamy czy patrzenie jak choruje i umiera często w strasznych męczarniach. Nie ma na to chyba odpowiedzi i zawsze jak słyszę takie historie to ściska mnie w dołku.

      Usuń
    4. poznałam rodzine Kseny
      znałam Ksenę
      wiem na sto procent, że każdy dzień był dla nich ważny
      a Magda celebrowała każdy dzień
      a Ala dojrzała przedwcześnie
      ale jestem więcej niż pewna, że nie oddałaby żadnego dnia

      ale może są inne rodziny, inne dzieci

      moja mama odeszła jak miałam 38 lat
      i dla mnie było za wcześnie
      chciałam, żeby jeszcze żyła, choć wiedziałam, że cierpi

      Usuń
    5. Zapomniałam o Chustce, tez dzielnie walczyła i Magda P i wiele innych,ktore dzielnie walczyły...

      Usuń
    6. tak

      a jest też kilka, które wywalczyły życie
      nie zioooukami
      tylko u wykształconych dochtoruf

      ech...

      Usuń